W kopalni "Budryk" w Ornontowicach szykuje się strajk. Początek protestu zaplanowano na 17 grudnia. Ponad 86 proc. uczestniczących w sobotnim referendum opowiedziało się za taką formą protestu. Górnicy sprzeciwiają się przyłączeniu ich kopalni do Jastrzębskiej Spółki Węglowej na warunkach zaproponowanych przez jej dyrekcję.
Od 2 listopada br. w "Budryku" - który jest jedyną samodzielną kopalnią węgla kamiennego w Polsce - trwa spór zbiorowy. Pismo z żądaniami rozmów związkowcy przesłali dyrekcji 29 października.
We wrześniu w "Budryku" odbyło się pierwsze referendum strajkowe. Wtedy za strajkiem generalnym głosowało 79 proc. pracowników biorących udział w referendum. Związkowcy powtórzyli głosowanie 8 grudnia - za odrzuceniem warunków przejścia do JSW oraz strajkiem zagłosowało już 86 proc. Frekwencja wyniosła 52,66 proc. ogółu zatrudnionych (1285 z 2440) i 79,36 proc. obecnych tego dnia w pracy (1619). Zgodnie z prawem, związki zawodowe mogą teraz rozpocząć strajk.
Datę rozpoczęcia strajku zaplanowano na poniedziałek, 17 grudnia br.
Początkowo wysłannikami załogi na rozmowy z dyrekcją kopalni byli działacze NSZZ "Solidarność" i Związku Zawodowego Górników w Polsce (OPZZ). Wynegocjowali oni jednak takie warunki przejścia do JSW, jakich nie zaakceptowała zdecydowana większość pracowników "Budryka". Potwierdziły to wyniki dwóch kolejnych referendów.
- Ludzie przychodzą teraz i gratulują nam wyniku referendum strajkowego - opowiada Krzysztof Łabądź, szef "Sierpnia 80" w "Budryku". - Mówią, że jeśli teraz będziemy strajkować, to do skutku, do upadłego. Determinacja jest ogromna - informuje Łabądź.
Związkowcy z Wolnego Związku Zawodowego "Sierpień 80", ZZ "Kadra" oraz "Jedność Pracowników Budryka" w KWK "Budryk" jeszcze we wrześniu zażądali m.in., żeby - w razie przyłączenia ich kopalni do JSW - wyrównać pensje pracowników "Budryka" z pensjami pracowników jastrzębskiej spółki. Oznaczałoby to podwyżkę średnio o ok. 700 zł brutto dla zatrudnionych w "Budryku". Kierownictwo Spółki odrzuciło te żądania, proponując stopniowe wyrównywanie zarobków do 2011 r. Stąd spór zbiorowy i groźba strajku generalnego.
Zarobki w "Budryku" są o ok. 500 zł niższe od najniższych płac w JSW i o ok. 900 zł niższe niż średnia płaca w kopalniach Spółki. Rocznie górnicy z "Budryka" zarabiają ok. 9,6 tys. zł brutto mniej niż ci zatrudnieni w kopalniach JSW. - Przez wiele lat zaciskaliśmy pasa, nie mieliśmy podwyżek, by kopalnia miała zyski i była rentowna - podkreśla Łabądź. - W tym samym czasie w innych kopalniach podnoszono płace, również w JSW. Nie chcemy "doganiać" pracowników ze Spółki przez kilka lat do poziomu ich obecnych zarobków, jak nam się to proponuje, bo w tym czasie oni będą mieli podwyżki i w ten sposób zawsze będziemy mniej zarabiać - twierdzi szef komisji zakładowej "Sierpnia 80" w "Budryku".
"Budryk" ma zostać przyłączony do JSW na początku przyszłego roku. Decyzja zapadła już kilka miesięcy temu. Górnicy i reprezentujące ich związki zawodowe walczą o wynegocjowanie korzystniejszych warunków przejścia do JSW niż zaproponowane przez Spółkę.
Związkowcy twierdzą, iż zarząd kopalni oraz JSW nic sobie nie robi ani z trwającego sporu zbiorowego, ani z dwóch referendów strajkowych. Mimo że załoga wybrała dwóch przedstawicieli do rozmów z JSW, zarząd Spółki nie chciał z nimi rozmawiać. Co więcej, kierownictwo "Budryka" twierdzi, że żadnego sporu zbiorowego nie ma. - O tym, czy jest spór zbiorowy, czy go nie ma, nie decyduje dyrekcja według własnego uznania, tylko obowiązujące prawo - ocenia szef "Sierpnia 80" w "Budryku". Zdaniem Łabądzia, kierownictwo kopalni, udając, że nie ma sporu zbiorowego i nie podejmując oficjalnych negocjacji, łamie m.in. ustawę o rozwiązywaniu sporów zbiorowych oraz ustawę o związkach zawodowych.
Szef "Sierpnia 80" dodaje, iż zarząd kopalni dyskryminuje młodych pracowników, którzy zapisują się do kierowanego przez niego związku. - Szefowie chcą ich zastraszyć, żeby się do nas nie zapisywali, bo jesteśmy jednym z nielicznych związków, które konsekwentnie i skutecznie bronią interesów pracowniczych - uważa Łabądź.
Związkowiec poinformował też o dziwnej praktyce kierownictwa - młodzi pracownicy zaczynają zwykle pracę od umowy na okres próbny, który wynosi najczęściej rok. Później większości pracowników oferuje się umowy na czas nieokreślony, ale za wyjątkiem tych, którzy zapisali się do "Sierpnia 80". Z nimi bowiem zawiera się kolejne umowy na czas określony, najczęściej na rok lub dwa. - To próba zniechęcenia albo zastraszenia tych młodych ludzi. Pracując na czas określony, nie dostanie się kredytu, nie ma się poczucia pewności i stabilizacji, a przecież tego potrzebują młodzi pracownicy - ocenia przewodniczący "Sierpnia 80".