Kurier Związkowy
Numer 99  2000-03-21
KZ
TYGODNIK SPOŁECZNY KOMISJI KRAJOWEJ WZZ SIERPNIEŃ 80
U progu Apokalipsy(cz.III)

Dramatyczne skutki bezrobocia

Jakie są społeczne i psychiczne skutki bezrobocia? W roku 1994 opublikowana została praca Danuty Graniewskiej, Bożeny Balcerzak-Paradowskiej i Doroty Głogosz pt. ,,Współczesne zagrożenia podstawowych funkcji rodziny". Jest to znakomite kompendium wiedzy o warunkach bytu, problemach, kondycji społecznej i psychicznej rodzin w Polsce, ze szczególnym uwzględnieniem rodzin dotkniętych bezrobociem. Chcę zasygnalizować jedynie samopoczucie rodzin pełnych w 1993 r.

Poczucie krzywdy - 24,0; załamanie - 19,7; przerażenie, rozpacz -14,7; uczucie beznadziejności - 9,2; oburzenie, nienawiść - 6,1; poczucie braku przydatności - 5,9; razem: 79,6 proc.

Samopoczucie rodzin niepełnych i rodzin wielodzietnych było jeszcze gorsze.

Istnieje także inny wymierny wyraz kondycji psychicznej społeczeństwa : jest nim wskaźnik samobójstw. Czterdziestoletnie obserwacje pozwalają na ustalenie następujących prawidłowości: w okresie wzrostu nadziei społecznych następuje istotny spadek liczby samobójstw. Zjawiska takie odnotowano w latach 1956-1957, 1971-1972, 1980-1981, 1988-1989. W okresach narastania rozczarowań i zawiedzionych nadziei liczba samobójstw rośnie. Prawidłowości powyższe ilustruje zestawienie liczby samobójstw w kolejnych latach:

Samobójstwa dokonane:

1979 - 4644 1989 - 3469

1980 - 4338 1990 - 3714

1981 - 2837 1991 - 4159

1982 - 2997 1992 - 5453

1983 - 3761 1993 - 5569

1987 - 4460 1994 - 6004

1988 - 3993 1995 - 5998

Struktura demograficzna i zawodowa samobójców w długich okresach wykazywała stosunkowo dużą stabilność. W okresie transformacji uderza zupełnie nowe zjawisko, a zwłaszcza jego dynamika. Począwszy od 1992 r. statystyki policyjne uwzględniają ekonomiczne przyczyny samobójstw. Poniższe zestawienie podaje liczbę samobójstw z przyczyn ekonomicznych wśród emerytów i bezrobotnych oraz procentowy ich udział wśród ogółu dokonanych samobójstw.

Samobójstwa emerytów i bezrobotnych stanowiły w 1992 r. 32,3 proc. samobójstw dokonanych, a w 1993 r. już 53,3 proc. Jest to także bezprecedensowe zjawisko w historii Polski. Każdego dnia ginie samobójczo 15 osób, na skutek oszukania, upokorzenia, upodlenia popełnia samobójstwo 8 osób.

Wspominałem, że w 1994 r. urzędnicy Banku Światowego obliczyli skalę ubóstwa w Polsce w okresie transformacji ustrojowej i doszli do wniosku, że ludzi biednych jest u nas zaledwie 5,5 mln. osób, tj. 14,4 proc. wszystkich mieszkańców.

Przypomnijmy, że bezrobotnych w 1994 r. było 2,9 mln osób, z tego 1,5 mln straciło prawo do zasiłku; uwzględniając rodziny, bezrobociem dotkniętych zostało 7-8 mln osób. Jak zatem osiągnięto tak zdumiewające rezultaty?

Nie wchodząc w szczegóły metodologiczne, kilka słów na ten temat warto powiedzieć. Dla określenia podstawy wyliczeń i porównań przyjęto następujący wskaźnik wysokości wydatków na osobę w rodzinie: pierwsza osoba dorosła - 1, kolejna - 0,7, dziecko do lat 14 - 0,5 itp. Ponieważ wskaźnik ten jest dość powszechnie przyjęty jako granica, poniżej której zaczyna być liczona strefa ubóstwa na Zachodzie, nakazano, że tak trzeba liczyć w Polsce. Na czym polega problem? Płace w RFN są 8 razy, a w USA l0 razy wyższe niż w Polsce. Dochody na osobę w rodzinie są odpowiednio 15 i 20 razy większe, podobne relacje obejmują płace minimalne, które tam, w odróżnieniu od Polski, są kategorią roszczeniową, najniższe emerytury itp.

Dyspozycyjni naukowcy w Polsce wymyślili w 1995 r. nową kategorię: minimum egzystencji, wynoszące 95-113 zł miesięcznie na osobę w rodzinie, i obwieścili światu, że poniżej tej linii ubóstwa było w naszym kraju zaledwie 8-9 proc. ludności. Niewiarygodne, ale niestety prawdziwe! Idąc tym tropem kierownictwo GUS skorygowało i anulowało wszystkie własne obliczenia sfery ubóstwa z lat 1990-1994, podało nowe wyliczenia, z których wynika, że biedy w Polsce nie ma i nigdy jej w III RP nie było.

Żeby było śmieszniej, ci sami ludzie jeszcze od 1989 do 1994 r. pisali coś zupełnie przeciwnego. Oczywiście, jest w GUS bardzo dużo ludzi mądrych i rzetelnych, nie oni określają politykę informacyjna tej instytucji.

Polskie grabie

Przyczyny bezrobocia nie tkwią jedynie w głębokiej recesji gospodarczej, która ma wymiar światowy, i w rozpadzie więzi gospodarczych z byłymi KS-ami. Główne przyczyny to polityka kolejnych ekip, poczynając od rządów Rakowskiego, a w szczególności zamierzony spadek popytu konsumpcyjnego i inwestycyjnego, drastyczne redukowanie popytu kreowanego przez sferę budżetową, w tym społecznych funduszy spożycia, oraz nadmierny wzrost importu w stosunku do eksportu.

Eksperci PTE dowodzą, że połowa przyrostu bezrobocia jest rezultatem błędów w polityce gospodarczej, które doprowadziły w latach 1989-1993 do spadku produktu krajowego brutto o 15 proc. i spadku produkcji przemysłowej o 25 proc. Były one niczym nie uzasadnione, bowiem więcej niż 50 proc. spadku produkcji przemysłowej było rezultatem zmniejszenia produkcji społecznie pożądanej.

Ponadto stopa bezrobocia liczona jest w sposób niewłaściwy, bowiem zdecydowana większość (ponad 70 proc.) bezrobotnych zamieszkuje miasta, a stopę bezrobocia liczy się w stosunku do ogółu ludności zawodowo czynnej miast i wsi. Wieś do 1989 r. zasilała pracownikami miasta, obecnie zwolniono z pracy większość chłoporobotników, zlikwidowano PGR-y, instytucje spółdzielczej obsługi rolnictwa, zamknięto też młodzieży wiejskiej dostęp do pracy w przemyśle. Kto z bezrobotnych w mieście znajdzie dziś pracę na wsi? Liczenie w ten sposób stopy bezrobocia jest zatem bałamutne, fałszuje obraz rzeczywistości, ukrywa skalę dramatu. Najwybitniejsza w Polsce specjalistka od problemów rodziny, prof. Danuta Graniewska, obliczyła stopę bezrobocia w miastach w stosunku do ludności zawodowo czynnej w miastach na 20,3 proc. w 1992 roku i 24,6 proc. w 1993 r. W poszczególnych województwach wynosiła ona w 1993 r. przykładowo: włocławskie - 45,1 proc., łomżyńskie -53,0 proc., suwalskie - 61,9 proc. W województwie katowickiem przy 11-procentowej stopie bezrobocia na jedno wolne miejsce pracy w urzędzie zatrudnienia przypada 80 osób gotowych podjąć natychmiast jakąkolwiek pracę. Przy pewnej skali dramaty nabierają surrealistycznego wymiaru.

Co trzeci bezrobotny utracił pracę na skutek nadmiernego otwarcia gospodarki na import, braku jakiejkolwiek ochrony rynku wewnętrznego, obniżenia ceł, oderwania kursu walut obcych od wewnętrznej inflacji, co zmniejszyło konkurencyjność polskich przedsiębiorstw za granicą i na rynku wewnętrznym. 7 mld dolarów deficytu w obrotach z zagranicą od roku 1990 do 1994 oznacza, że Zachód wyeksportował do Polski ponad l milion bezrobotnych. I nie ma się czemu dziwić, wszystkie grabie - oprócz polskich - grabią do siebie.

W 1994 r. 1,5 mln osób spośród 2,9 mln bezrobotnych straciło prawo do zasiłków i skazane zostało na uznaniową jałmużnę urzędników pomocy społecznej, w sytuacji malejących środków na tę pomoc. Łącznie z rodzinami bezrobocie dotknęło 7-8 mln osób. Wobec nasilających się żądań liberałów zaniechania pomocy dla pracowników zlikwidowanych PGR-ów Rzecznik Praw Obywatelskich prof. Tadeusz Zieliński udowodnił, że wydatki na opiekę socjalną dla nich są wyższe od dopłat do nierentownych przedsiębiorstw. Publicznie stwierdził, że likwidacja świadczeń socjalnych dla tych ludzi graniczyłaby z ludobójstwem.

Wspominałem, że 35 proc. ludności w Polsce skorzystało na transformacji ustrojowej, tzn. poprawiło swe warunki materialne, 65 proc. w różnym stopniu uległo pauperyzacji. Na zjawisko to złożyły się: kuracja szokowa z lat 1989-1992, oszukańcza waloryzacja rent i emerytur, zawłaszczenie dobrowolnych i przymusowych oszczędności ludności.

Pięćdziesięciolecie sobiepaństwa biurokracji w PRL wcale nie wytraciło impetu w III Rzeczypospolitej, wręcz odwrotnie. Zawłaszczanie nie swoich środków przybrało wręcz niespotykane rozmiary i obejmuje także fundusz emerytalny, który jest odłożoną płacą pracownicza, i każde jego przywłaszczenie jest zwykłą kradzieżą. W całym okresie PRL każdego roku suma przymusowych składek przewyższała sumę wypłat na emerytury, a nadwyżkę zawłaszczało państwo. Jeszcze dziś suma rocznych składek przewyższa wypłaty emerytalne dla płacących składki, ale środków rzeczywiście zaczyna brakować. Dlaczego? Prawem kaduka wrzucono do funduszu emerytalnego liczne świadczenia socjalne, będące zobowiązaniami państwa podejmowanymi przez władze w różnym czasie wobec przeróżnych grup obywateli. Wojsko, bezpieczeństwo, inne służby mundurowe otrzymują wysokie emerytury, ale nigdy nie płaciły i nie płacą składek. Sektor prywatny płaci śmieszne, wręcz symboliczne składki, a szara strefa nie płaci w ogóle. W niektórych krajach na Zachodzie podobnie jak w Polsce stosuje się przesuwanie ludzi na wcześniejsze emerytury dla rozładowania bezrobocia. We Francji np. stosuje się tę praktykę na trzy lata przed osiągnięciem wieku emerytalnego, ale przez trzy lata te wcześniejsze emerytury wypłacane są z budżetu państwa. W Polsce wrzucono je do funduszu emerytalnego i w ten sposób emeryci finansują deficyt budżetowy państwa. Rzecznik Praw Obywatelskich prof. Tadeusz Zieliński w licznych skargach do Trybunału Konstytucyjnego stwierdził, że kolejne rządy nie realizują ustaw sejmowych, wbrew nazewnictwu każda tzw. waloryzacja jest naprawdę dewaloryzacją i świadczeniobiorcy uzyskuj ą mniej, niż otrzymaliby bez tej waloryzacji.

Przewodniczący Trybunału Konstytucyjnego prof. Zoil znalazł wyjście z sytuacji. Zaproponował, by postanowieniom budżetowym rządu nadać rangę norm konstytucyjnych, czyli w rzeczywistości każdorazowemu ministrowi finansów dać priorytet ponad parlamentem i jego ustawami. A miałem złudzenie, że falandyzacja prawa jest incydentalnym zjawiskiem, kuriozalnym popisem ambitnego cynika.

W większości cywilizowanych krajów świata ubezpieczenia społeczne są bardziej dochodowe niż przemysł zbrojeniowy, choć nie przynoszą tak wielkiej masy zysku. Jednakże wszędzie tam fundusze emerytalne są pod ochroną prawa, także przed zachłannością własnego państwa. Dopóki w Polsce fundusze te nie zostaną uspołecznione, tzn. wyjęte spod gestii państwa i oddane samorządowi płatników składek, tak długo będą przez biurokrację zawłaszczane i marnotrawione.

W latach 1989-1990 zdeprecjonowano 75 proc. oszczędności ludzi pracy, co na posiedzeniu Komitetu Pracy i Polityki Społecznej PAN 25 maja 1994 r. prof. Tadeusz Zieliński nazwał jedną z największych nikczemności. To zawłaszczenie dotyczyło także oszczędności ludności na książeczkach PKO, wkładów mieszkaniowych, przedpłat samochodowych itp. Uwłaszczającej się starej i nowej nomenklaturze nie wystarczyło przejęcie całego majątku narodowego, musieli zagarnąć odłożone dobrowolnie i wymuszone oszczędności ludności. I pomyśleć, że wszyscy premierzy solidarnościowi byli katolikami i powinno być im znane przykazanie: nie pożądaj żadnej rzeczy, która Jego jest.

W tzw. Socjaliźmie płace były niskie, ale państwo dopłacało do czynszów, remontów, komunikacji... prawie do każdej usługi świadczonej ludności. Czy nie można było dawać tego w płacach zamiast w dopłatach, aby ludzie sami mogli gospodarować środkami? Byłoby to dla społeczeństwa i państwa ze wszech miar bardziej opłacalne. Jednakże państwo straciłoby pozór opiekuńczego, a zakres samowoli biurokracji uległby istotnym ograniczeniom. Czy zatem nie można było spodziewać się, że nowe, uczciwe władze zwrócą obywatelom przejmowane uprzednio od nich środki i zracjonalizują gospodarowanie? Nic nie zwróciły, a zagarnęły wszystko, nawet to, czego biurokracja totalitarna zagarnąć nie śmiała: mieszkania, uprawnienia pracownicze, nawet środki niezbędne do przeżycia.

Dokończenie w następnym numerze

Przemysław Wójcik

Ponadto w numerze


ROZLICZYĆ LIKWIDATORÓW

Brak szans na powodzenie

Spotkanie w KWK "Sośnica"

Fachowcy?

Mozambik: globalizacja nie dla ludzi

U progu Apokalipsy(cz.III)

Spory w Hucie Katowice

Koksownictwo dzieli niedole przemysłu ciężkiego

7 rocznica Lobby

POLSKA RACJA STANU - elementy alternatywnego podejścia
Cała gazeta w formacie pdf.

Bezpłatna gazeta informacyjna Komisji Krajowej
Wolnego Związku Zawodowego ,,Sierpień 80" - Konfederacja.
Nakład: 50 tysięcy egzemplarzy
Adres redakcji: 40-009 Katowice, ul Warszawska 19, tel (0-32) 253-70-99, fax (0-32) 206-84-30

up
Polecamy strony: Trybuna Robotnicza, Polska Partia Pracy, KPiORP
(c) 2000-2001 Biuro KK WZZ Sierpień 80. All Rights Reserved!