Mozambik: globalizacja nie dla ludzi
Biuletyn Informacyjny ,,Nowej Solidarności", nr. 17
Pochwały globalizacji, która rzekomo ma zbliżać ludzi do siebie i czyni z naszej planety globalną wioskę...
....można uznać jedynie za gorzki żart w obliczu tragedii Mozambiku i braku szybkiej reakcji na tragedię ludzką w tym kraju ze strony państw rozwiniętych. Zachód zachował się skandalicznie w dwojaki sposób:
Operacje ratownicze zostały opóźnione o 4 tygodnie. Już 10 lutego rząd Mozambiku zwrócił się do społeczności światowej o pomoc w obliczu bezprecedensowej powodzi. Ani jeden kraj nie zareagował. Co gorsza, Amerykanie dokonywali lotów nad zatopionymi rejonami w celu oceny sytuacji, ale nie podjęli żadnych kroków, by ratować ludzi. Francuski lotniskowiec z helikopterami odbywał wizytę w Kapsztadzie, ale też nie zareagował na wołanie o pomoc. Podjęta w końcu akcja ratownicza była spóźniona o kilka tygodni, co oznacza, że tysiące ludzi zginęło z powodu niezdecydowania Zachodu.
Nawet bardziej fundamentalne przestępstwo Zachodu polega na narzuceniu Mozambikowi liberalnej polityki gospodarczej po tzw. negocjacjach pokojowych w 1992 r. Uwarunkowania MFW zabraniały wszelkich inwestycji w infrastrukturę, dlatego nie podjęto budowy tam czy zbiorników wodnych mogących uratować przed powodzią. Tak zwany sukces Mozambiku, tzn. roczny wzrost PKB o 10%, wynikał jedynie z eksportu żywności i surowców naturalnych na globalny rynek, a nie ze sprzedaży dóbr przetworzonych. Przeprowadzono też masową prywatyzację i obcięto wydatki na sferę społeczną, co dodatkowo stworzyło pozory wzrostu. Ponadnarodowe firmy nie były zainteresowane inwestycjami w przedsięwzięcia, które nie przynosiły szybkiego zysku w skali 20-30%.
Fakty te warto pamiętać, kiedy czyta się raporty w prasie, np. sprawozdanie mieszkającego w Mozambiku od 10 lat pisarza szwedzkiego, który stwierdził, że na początku lat 90. zaobserwował zmianę w amerykańskim programie pomocy USAID. Przedstawiciel tej instytucji powiedział wtedy, że "nie jest intencją polityczną USA wspomagać administrację Mozambiku w stworzeniu agencji mającej nieść pomoc w przypadku klęsk żywiołowych. Wręcz przeciwnie: im szybciej takie starania zostaną zaniechane, tym łatwiej będzie prywatnym interesom czy organizacjom ochotniczym podjąć odpowiedzialność za akcje ratunkowe w przypadku klęski". Szwedzki pisarz zadaje w artykule pytanie:, "Co by się stało, gdyby niemiecki kanclerz powiedział na konferencji prasowej, że obywatele Niemiec sami muszą sobie radzić, jeśli będą potrzebować straż pożarną lub karetkę pogotowia. W Mozambiku Zachód starał się narzucić absurdalny wolny rynek, w którym nie ma miejsca na wyjątki, nawet, jeśli w grę wchodzi ludzkie życie."
Nasuwa się na myśl polityka Klubu Rzymskiego i podobnych instytucji żądających ograniczenia liczby ludności. Z ich punktu widzenia powódź w Mozambiku służy jedynie celom maltuzjanizmu.