Przewidywanie przyszłości jest trudne, ale przygotowanie się na nią - konieczne
Jeszcze raz o kwestii niemieckiej
Wśród tzw. KS-ów nie było chyba tak antykomunistycznej społeczności jak ludność b. NRD. Jedynie mur berliński z drutem kolczastym, wieżyczkami strzelniczymi z gniazdami karabinów maszynowych zapobiegały totalnemu wyludnieniu "pierwszego socjalistycznego państwa niemieckiego". Dziś zdecydowana większość ludności byłej NRD popiera postkomunistyczne formacje polityczne. Dlaczego?
Po zjednoczeniu zarządzono powszechną lustrację i dekomunizację. Każdy obywatel mógł zajrzeć do swojej teczki i dowiedzieć się kto, kiedy i co na niego donosił. Powszechna ekscytacja i zabawa trwały krótko, gdy okazało się, że przewerbowani przez wywiad zachodnioniemiecki byli agenci Stazi, znów lustrują i dekomunizują ludzi, których przedtem zmuszali do kolaboracji z władzami i ubecją.
Po zjednoczeniu władze zachodnioniemieckie zachowały się wobec ludności i gospodarki b. NRD jak okupanci w podbitej kolonii. Zerwano więzi kooperacyjne gospodarki wschodnioniemieckiej nie tylko z byłymi KS-ami ale z krajami "Trzeciego Świata", zniszczono prawie cały lokalny przemysł, bowiem wschodnie landy miały stanowić rynek zbytu dla przemysłu zachodnioniemieckiego. Ludności zafundowano masowe bezrobocie. Czyli igrzyska zamiast pracy i chleba. Z jednym wyjątkiem, nie dopuszczono do bezrobocia wśród młodzieży kończącej naukę.
Władze niemieckie doszły do wniosku że jeśli młody człowiek po zakończeniu nauki zacznie swój życiowy start od bezrobocia to już nigdy nie zostanie rzetelnym pracownikiem, natomiast ma wszystkie szanse by zostać przestępcą lub lumpem i Rząd niemiecki zafundował całej młodzieży niemieckiej pełne zatrudnienie. Przedsiębiorstwa otrzymały na te cele bezzwrotne dotacje. Prywatni drobni producenci mogli odpisywać sobie z podatków koszty zatrudnienia i wynagrodzenia za pracę młodocianych itd. itd.
A u nas? Bezrobocie uderza we wszystkie grupy wiekowe ale skutki psychiczne i społeczne najdotkliwsze są dla młodzieży. Najwybitniejszy polski specjalista odnośnie patologii i przestępczości prof. Adam Minkiewicz ukazuje następujące zjawiska: w roku 1989 stwierdzono 547 tys. przestępstw, w 1990 -883 tys., w 1995 - 975 tys. W 1995 r. - Każdego dnia mordowano 3 osoby. Co 4,5 godz składano doniesienie o gwałcie. Co 11 minut włamywano się do obiektów publicznych. Co 1,5 minuty do prywatnych mieszkań. Co 14 minut ginął samochód.
Więcej niż połowa sprawców nigdy nie została wykryta. Systematycznie wzrasta przestępczość wśród nieletnich. Czyny karalne popełniają dzieci w wieku 8-10 lat. Wzrasta udział przestępstw kryminalnych wśród nieletnich (72 % ogółu przestępstw). W 1992 r. odnotowano 41573 nieletnich sprawców, którzy popełnili 66220 czynów karalnych. W 1993 r. odnotowano 71 tys. nieletnich sprawców takich czynów i 161 tys. małoletnich pod nadzorem sądów. Sądy skazały za popełnienie przestępstw: w 1988 r. - 9000 nieletnich w 1994 r. - 15650 nieletnich w 1995 r. -12750 (I półrocze).
Nawet eksperci Banku Światowego - ironizował prof. M. Kabaj -zauważyli w Polsce nie tylko rosnącą liczbę samochodów i kolorowych telewizorów, lecz także szeroką sferę ubóstwa. W raporcie o ubóstwie w Polsce stwierdzają, że obejmuje ono 5,5 miliona osób, które nie osiągnęły w czerwcu 1993 roku dochodu na poziomie najniższej emerytury (wynosiła ona wówczas 928 tys. zł, tj. 71 USD, co stanowiło mniej więcej połowę minimum socjalnego, czyli sumy l 678 tys. zł na l osobę pracującą w pracowniczej rodzinie 4-osobowej). Przyjęto więc niezwykle niską granicę ubóstwa. I dlatego wskaźnik ubóstwa (procent ludności ubogiej) obliczony przez BS jest znacznie niższy niż szacunki GUS. W tym kontekście zadziwia stwierdzenie raportu, że przyjęta granica jest wysoka - trzykrotnie wyższa niż bezwzględna granica ubóstwa przyjęta przez Bank Światowy. Tak to chyba widać z hotelu Marriott, ale nawet z tej perspektywy nie należy zapominać, że Polska nie jest ani Somalią ani Bangladeszem i ciągle jeszcze leży w Europie... - konkludował prof. M. Kabaj
Znachorzy
od gospodarki
Stosowana przez wszystkie resorty powszechna terapia szokowa przypomina działania oszalałych lekarzy, z których każdy oddzielnie, bez żadnej koordynacji leczy inny organ chorego pacjenta, a na dodatek wszyscy leczą wyłącznie przez jego odchudzenie. Reformatorzy z dumą podkreślali, że jest to wyczyn pionierski w skali świata. Trudno zaprzeczyć, że jest to prawda.
Jednakże już w średniowieczu lekarze sprawdzali swoje mikstury ozdrowieńcze najpierw na szczurach, potem na więźniach ochotnikach skazanych na karę śmierci, która miała być im darowana w wypadku przeżycia, wreszcie obowiązkowo na sobie. U nas znachorzy od gospodarki stosują swoje pomysły ozdrowieńcze od razu na całym społeczeństwie, ale nigdy wobec własnej kasty.
Ubożeje, zbliża się do granicy ubóstwa i przekracza ją zdecydowana większość ludzi pracy, t j. pracowników najemnych we wszystkich sektorach, rolników i rzemieślników, emerytów, rencistów, no i oczywiście bezrobotnych. Granice ubóstwa wyznaczało zawsze minimum socjalne, tzn. koszyk dóbr i usług tak obliczony, by pozwalał na bardzo skromną egzystencję. Poniżej minimum socjalnego żyło w latach 70 kilka do kilkunastu procent ludności. W 1983 r. 27 proc., ale wskaźnik ten w następnych latach zmniejszył się i w 1989 r. wyniósł 16,3 proc.
Spadek dochodów realnych poniżej minimum socjalnego w poszczególnych typach rodzin polskich w latach 1989-1992 (dla dalszych lat brak wiarygodnych danych) przedstawiał się następująco: rodziny chłopskie - z 19,8 proc. w 1989 do 51,5 proc. w 1992; rodziny pracowniczo-chłopskie - z 10,7 proc. w 1989 do 35,8 proc. w 1992; rodziny pracownicze - z 11,6 proc. w 1989 r. do 42,7 proc. w 1992; rodziny emerytów i rencistów - z 22,4 proc. w 1989 do 46,9 proc. w 1992.
W Europie Zachodniej wprowadzono do ustawodawstwa kategorie gwarantowanego dochodu minimalnego dla pracowników najemnych, gwarantowanego przez państwo. Gdy wygasną wszystkie świadczenia z tytułu bezrobocia, a mimo woli i gotowości do pracy pracownik nie jest w stanie jej otrzymać, uruchamia się instrumenty gwarantowanego dochodu minimalnego, by nie zostawić go bez środków do życia. U nas ani minimum socjalne, ani ustawowa płaca minimalna nikogo do niczego nie zobowiązują.
Wszystkie dane pochodzą z oficjalnych publikacji, podał je wybitny specjalista, rzetelny, a nie dyspozycyjny uczony, prof. Jan Danecki.
Dokończenie
w następnym numerze
Dramatyczne skutki bezrobocia
Jakie są społeczne i psychiczne skutki bezrobocia? W roku 1994 opublikowana została praca Danuty Graniewskiej, Bożeny Balcerzak-Paradowskiej i Doroty Głogosz pt. Współczesne zagrożenia podstawowych funkcji rodziny. Jest to znakomite kompendium wiedzy o warunkach bytu, problemach, kondycji społecznej i psychicznej rodzin w Polsce, ze szczególnym uwzględnieniem rodzin dotkniętych bezrobociem. Chcę zasygnalizować jedynie samopoczucie rodzin pełnych w 1993 r.
Poczucie krzywdy - 24,0; załamanie - 19,7; przerażenie, rozpacz -14,7; uczucie beznadziejności - 9,2; oburzenie, nienawiść - 6,1; poczucie braku przydatności - 5,9; razem: 79,6 proc.
Samopoczucie rodzin niepełnych i rodzin wielodzietnych było jeszcze gorsze.
Istnieje także inny wymierny wyraz kondycji psychicznej społeczeństwa : jest nim wskaźnik samobójstw. Czterdziestoletnie obserwacje pozwalają na ustalenie następujących prawidłowości: w okresie wzrostu nadziei społecznych następuje istotny spadek liczby samobójstw. Zjawiska takie odnotowano w latach 1956-1957, 1971-1972, 1980-1981, 1988-1989. W okresach narastania rozczarowań i zawiedzionych nadziei liczba samobójstw rośnie. Prawidłowości powyższe ilustruje zestawienie liczby samobójstw w kolejnych latach:
Samobójstwa dokonane:
1979 - 4644 1989 - 3469
1980 - 4338 1990 - 3714
1981 - 2837 1991 - 4159
1982 - 2997 1992 - 5453
1983 - 3761 1993 - 5569
1987 - 4460 1994 - 6004
1988 - 3993 1995 - 5998
Struktura demograficzna i zawodowa samobójców w długich okresach wykazywała stosunkowo dużą stabilność. W okresie transformacji uderza zupełnie nowe zjawisko, a zwłaszcza jego dynamika. Począwszy od 1992 r. statystyki policyjne uwzględniają ekonomiczne przyczyny samobójstw. Poniższe zestawienie podaje liczbę samobójstw z przyczyn ekonomicznych wśród emerytów i bezrobotnych oraz procentowy ich udział wśród ogółu dokonanych samobójstw.
Samobójstwa emerytów i bezrobotnych stanowiły w 1992 r. 32,3 proc. samobójstw dokonanych, a w 1993 r. już 53,3 proc. Jest to także bezprecedensowe zjawisko w historii Polski. Każdego dnia ginie samobójczo 15 osób, na skutek oszukania, upokorzenia, upodlenia popełnia samobójstwo 8 osób.
Wspominałem, że w 1994 r. urzędnicy Banku Światowego obliczyli skalę ubóstwa w Polsce w okresie transformacji ustrojowej i doszli do wniosku, że ludzi biednych jest u nas zaledwie 5,5 min. osób, tj. 14,4 proc. wszystkich mieszkańców.
Przypomnijmy, że bezrobotnych w 1994 r. było 2,9 min osób, z tego 1,5 min straciło prawo do zasiłku; uwzględniając rodziny, bezrobociem dotkniętych zostało 7-8 min osób. Jak zatem osiągnięto tak zdumiewające rezultaty?
Nie wchodząc w szczegóły metodologiczne, kilka słów na ten temat warto powiedzieć. Dla określenia podstawy wyliczeń i porównań przyjęto następujący wskaźnik wysokości wydatków na osobę w rodzinie: pierwsza osoba dorosła - ł, kolejna - 0,7, dziecko do lat 14 - 0,5 itp. Ponieważ wskaźnik ten jest dość powszechnie przyjęty jako granica, poniżej której zaczyna być liczona strefa ubóstwa na Zachodzie, nakazano, że tak trzeba liczyć w Polsce. Na czym polega problem? Płace w RFN są 8 razy, a w USA l O razy wyższe niż w Polsce. Dochody na osobę w rodzinie są odpowiednio 15 i 20 razy większe, podobne relacje obejmują płace minimalne, które tam, w odróżnieniu od Polski, są kategorią roszczeniową, najniższe emerytury itp.
Dyspozycyjni naukowcy w Polsce wymyślili w 1995 r. nową kategorię: minimum egzystencji, wynoszące 95-113 zł miesięcznie na osobę w rodzinie, i obwieścili światu, że poniżej tej linii ubóstwa było w naszym kraju zaledwie 8-9 proc. ludności. Niewiarygodne, ale niestety prawdziwe! Idąc tym tropem kierownictwo GUS skorygowało i anulowało wszystkie własne obliczenia sfery ubóstwa z lat 1990-1994, podało nowe wyliczenia, z których wynika, że biedy w Polsce nie ma i nigdy jej w III RP nie było.
Żeby było śmieszniej, ci sami ludzie jeszcze od 1989 do 1994 r. pisali coś zupełnie przeciwnego. Oczywiście, jest w GUS bardzo dużo ludzi mądrych i rzetelnych, nie oni określają politykę informacyjna tej instytucji.
Polskie grabie
Przyczyny bezrobocia nie tkwią jedynie w głębokiej recesji gospodarczej, która ma wymiar światowy, i w rozpadzie więzi gospodarczych z byłymi KS-ami. Główne przyczyny to polityka kolejnych ekip, poczynając od rządów Rakowskiego, a w szczególności zamierzony spadek popytu konsumpcyjnego i inwestycyjnego, drastyczne redukowanie popytu kreowanego przez sferę budżetową, w tym społecznych funduszy spożycia, oraz nadmierny wzrost importu w stosunku do eksportu.
Eksperci PTE dowodzą, że połowa przyrostu bezrobocia jest rezultatem błędów w polityce gospodarczej, które doprowadziły w latach 1989-1993 do spadku produktu krajowego brutto o 15 proc. i spadku produkcji przemysłowej o 25 proc. Były one niczym nie uzasadnione, bowiem więcej niż 50 proc. spadku produkcji przemysłowej było rezultatem zmniejszenia produkcji społecznie pożądanej.
Ponadto stopa bezrobocia liczona jest w sposób niewłaściwy, bowiem zdecydowana większość (ponad 70 proc.) bezrobotnych zamieszkuje miasta, a stopę bezrobocia liczy się w stosunku do ogółu ludności zawodowo czynnej miast i wsi. Wieś do 1989 r. zasilała pracownikami miasta, obecnie zwolniono z pracy większość chłoporobotników, zlikwidowano PGR-y, instytucje spółdzielczej obsługi rolnictwa, zamknięto też młodzieży wiejskiej dostęp do pracy w przemyśle. Kto z bezrobotnych w mieście znajdzie dziś prace na wsi? Liczenie w ten sposób stopy bezrobocia jest zatem bałamutne, fałszuje obraz rzeczywistości, ukrywa skalę dramatu. Najwybitniejsza w Polsce specjalistka od problemów rodziny, prof. Danuta Graniewska, obliczyła stopę bezrobocia w miastach w stosunku do ludności zawodowo czynnej w miastach na 20,3 proc. w 1992 roku i 24,6 proc. w 1993 r. W poszczególnych województwach wynosiła ona w 1993 r. przykładowo: włocławskie - 45,1 proc., łomżyńskie -53,0 proc., suwalskie - 61,9 proc. W województwie katowickiem przy 11-procentowej stopie bezrobocia na jedno wolne miejsce pracy w urzędzie zatrudnienia przypada 80 osób gotowych podjąć natychmiast jakąkolwiek pracę. Przy pewnej skali dramaty nabierają surrealistycznego wymiaru.
Co trzeci bezrobotny utracił pracę na skutek nadmiernego otwarcia gospodarki na import, braku jakiejkolwiek ochrony rynku wewnętrznego, obniżenia ceł, oderwania kursu walut obcych od wewnętrznej inflacji, co zmniejszyło konkurencyjność polskich przedsiębiorstw za granicą i na rynku wewnętrznym. 7 mid dolarów deficytu w obrotach z zagranicą od roku 1990 do 1994 oznacza, że Zachód wyeksportował do Polski ponad l milion bezrobotnych. I nie ma się czemu dziwić, wszystkie grabie - oprócz polskich - grabią do siebie.
W 1994 r. 1,5 min osób spośród 2,9 min bezrobotnych straciło prawo do zasiłków i skazane zostało na uznaniową jałmużnę urzędników pomocy społecznej, w sytuacji malejących środków na tę pomoc. Łącznie z rodzinami bezrobocie dotknęło 7-8 min osób. Wobec nasilających się żądań liberałów zaniechania pomocy dla pracowników zlikwidowanych PGR-ów rzecziłik praw obywatelskich prof. Tadeusz Zieliński udowodnił, że wydatki na opiekę socjalną dla nich są wyższe od dopłat do nierentownych przedsiębiorstw. Publicznie stwierdził, że likwidacja świadczeń socjalnych dla tych ludzi graniczyłaby z ludobójstwem.
Wspominałem, że 35 proc. ludności w Polsce skorzystało na transformacji ustrojowej, tzn. poprawiło swe warunki materialne, 65 proc. w różnym stopniu uległo pauperyzacji. Na zjawisko to złożyły się: kuracja szokowa z lat 1989-1992, oszukańcza waloryzacja rent i emerytur, zawłaszczenie dobrowolnych i przymusowych oszczędności ludności.
Pięćdziesięciolecie sobiepaństwa biurokracji w PRL wcale ni wytraciło impetu w III Rzeczypospolitej, wręcz odwrotnie. Zawłaszczanie nie swoich środków przybrało wręcz niespotykane rozmiary i obejmuje także fundusz emerytalny, który jest odłożoną płacą pracownicza, i każde jego przywłaszczenie jest zwykłą kradzieżą. W całym okresie PRL każdego roku suma przymusowych składek przewyższała sumę wypłat na emerytury, a nadwyżkę zawłaszczało państwo. Jeszcze dziś suma rocznych składek przewyższa wypłaty emerytalne dla płacących składki, ale środków rzeczywiście zaczyna brakować. Dlaczego? Prawem kaduka wrzucono do funduszu emerytalnego liczne świadczenia socjalne, będące zobowiązaniami państwa podejmowanymi przez władze w różnym czasie wobec przeróżnych grup obywateli. Wojsko, bezpieczeństwo, inne służby mundurowe otrzymują wysokie emerytury, ale nigdy nie płaciły i nie płacą składek. Sektor prywatny płaci śmieszne, wręcz symboliczne składki, a szara strefa nie płaci w ogóle. W niektórych krajach na Zachodzie podobnie jak w Polsce stosuje się przesuwanie ludzi na wcześniejsze emerytury dla rozładowania bezrobocia. We Francji np. stosuje się tę praktykę na trzy lata przed osiągnięciem wieku emerytalnego, ale przez trzy lata te wcześniejsze emerytury wypłacane są z budżetu państwa. W Polsce wrzucono je do funduszu emerytalnego i w ten sposób emeryci finansują deficyt budżetowy państwa. Rzecznik praw obywatelskich prof. Tadeusz Zieliński w licznych skargach do Trybunału Konstytucyjnego stwierdził, że kolejne rządy nie realizują ustaw sejmowych, wbrew nazewnictwu każda tzw. waloryzacja jest naprawdę dewaloryzacją i świadczeniobiorcy uzyskuj ą mniej, niż otrzymaliby bez tej waloryzacji.
Przewodniczący Trybunału Konstytucyjnego prof. Zoil znalazł wyjście z sytuacji. Zaproponował, by postanowieniom budżetowym rządu nadać rangę norm konstytucyjnych, czyli w rzeczywistości każdorazowemu ministrowi finansów dać priorytet ponad parlamentem i jego ustawami. A miałem złudzenie, że falandyzacja prawa jest incydentalnym zjawiskiem, kuriozalnym popisem ambitnego cynika.
W większości cywilizowanych krajów świata ubezpieczenia społeczne są bardziej dochodowe niż przemysł zbrojeniowy, choć nie przynoszą tak wielkiej masy zysku. Jednakże wszędzie tam fundusze emerytalne są pod ochroną prawa, także przed zachłannością własnego państwa. Dopóki w Polsce fundusze te nie zostaną uspołecznione, tzn. wyjęte spod gestii państwa i oddane samorządowi płatników składek, tak długo będą przez biurokrację zawłaszczane i marnotrawione.
W latach 1989-1990 zdeprecjonowano 75 proc. oszczędności ludzi pracy, co na posiedzeniu Komitetu Pracy i Polityki Społecznej PAN 25 maja 1994 r. prof. Tadeusz Zieliński nazwał jedną z największych nikczemności. To zawłaszczenie dotyczyło także oszczędności ludności na książeczkach PKO, wkładów mieszkaniowych, przedpłat samochodowych itp. Uwłaszczającej się starej i nowej nomenklaturze ni wystarczyło przejęcie całego majątku narodowego, musieli zagarnąć odłożone dobrowolnie i wymuszone oszczędności ludności. I pomyśleć, że wszyscy premierzy solidarnościowi byli katolikami i powinno być im znane przykazanie: nie pożądaj żadnej rzeczy, która Jego jest.
W tzw. Socjalizmie płace były niskie, ale państwo dopłacało do czynszów, remontów, komunikacji... prawie do każdej usługi świadczonej ludności. Czy nie można było dawać tego w płacach zamiast w dopłatach, aby ludzie sami mogli gospodarować środkami? Byłoby to dla społeczeństwa i państwa ze wszech miar bardziej opłacalne. Jednakże państwo straciłoby pozór opiekuńczego, a zakres samowoli biurokracji uległby istotnym ograniczeniom. Czy zatem nie można było spodziewać się, że nowe, uczciwe władze zwrócą obywatelom przejmowane uprzednio od nich środki i zracjonalizują gospodarowanie? Nic nie zwróciły, a zagarnęły wszystko, nawet to, czego biurokracja totalitarna zagarnąć nie śmiała: mieszkania, uprawnienia pracownicze, nawet środki niezbędne do przeżycia.
A co na to społeczeństwo? Według wyników badań CBOS z połowy 1995 r. ocena wyników transformacji wypadła następująco: (cytuję za: "Społeczeństwo polskie w latach 1989-1995/96". Zagadnienia polityki społecznej. Pod red. Antoniego Rajkiewicza. Fundacja Friedricha Eberta. Warszawa 1997, s. 94.).
CZY ŻYJE NAM SIĘ LEPIEJ CZY GORZEJ NIŻ 8 LAT TEMU?
[Image]
Drugie wydanie holocaustu?
Najwybitniejszy znawca problemów polityki społecznej w Polsce prof. Antoni Rajkiewicz w wywiadzie dla Trybuny z 17-18.04.1999 r. uwypuklił następujące fakty i zjawiska: cztery lata temu tj. w 1995 r. jeszcze 55 % bezrobotnych otrzymywało zasiłki dla bezrobotnych, dziś tylko 25 % może na nie liczyć, co nie znaczy ze muszą je otrzymać. Przy okazji warto wyjaśnić jak i dlatego cztery lata temu nie otrzymywało zasiłków pozostałe 45 % bezrobotnych. Zgodnie z ustawą bezrobotny miał prawo dwukrotnie odmówić przyjęcia oferowanej mu pracy, przy trzeciej odmowie tracił prawo do zasiłku. Aby nabyć ponownie uprawnień musiał przepracować co najmniej 12 miesięcy w pełnym wymiarze godzin.
W okresie rządów SLD Miller nakazał urzędom pracy oferowanie bezrobotnym 6-cio miesięcznej pracy pod groźbą utraty zasiłku. W rezultacie takiej manipulacji bezrobotni utracili stare uprawnienia a nie nabyli nowych. Prawie 3 min bezrobotnych pozbawiono prawa do zasiłków. Podobne "osiągnięcia" ale w kwestii mieszkaniowej, są zasługą Pani Bildy, również z SLD. W roku 1997 liczba bezdomnych przekroczyła 350 tyś. osób, a według Marka Kotańskiego, są to dane bardzo zaniżone. Nie wiadomo jak wielki jest w tej liczbie "margines społeczny" ale szeregi bezdomnych w coraz większym stopniu będą zasilać bezrobotni. Zlikwidowano zasiłki mieszkaniowe przysługujące początkowo bezrobotnym. Po 20QQ roku zostaną uwolnione czynsze i właściciele kamienic będą mogli dowolnie podnosić ich wysokość, a od kwietnia do października usuwać ludzi na bruk, jeśli nie będzie ich stać na opłaty wysokich czynszów.
Jeden z najwybitniejszych specjalistów kwestii mieszkaniowej brof. Witold Nieciuński w cytowanej pracy "Społeczeństwo polskie w latach 1989 - 1995/6" ujawnił cały dramat sytuacji mieszkaniowej w Polsce, zwłaszcza dla młodych małżeństw. Bogato udokumentował zacofanie Polski w stosunku do krajów Zachodniej Europy, brak jakiegokolwiek programu a nawet chęci jego opracowania w sferach rządowych.
Dodatkowej pikanterii nadaje sprawie fakt, iż rząd przyznał ulgi od podatku dochodowego dla osób budujących własne domy, uszczuplając w ten sposób przychody państwa w 1995 r. o 1250 min zł, to jest 12,5 biliona starych zł. Jak wykazała kontrola NIK środki te przeznaczone zostały na luksusowe wyposażenie mieszkań przez grupy najzamożniejsze.
Warta zasygnalizowania jest jeszcze jedna kwestia - problemy i perspektywy ludności wsi i rolnictwa. Jeden z najwybitniejszych specjalistów w Polsce b rof. Waldemar Michna podaje wręcz szokujące przykłady destrukcyjnej polityki władz.
W 1992 r. z dnia na dzień uwolniono od cła 8000 asortymentów produktów wytwarzanych przez polskie rolnictwo i przemysł na potrzeby wewnętrzne i na eksport. Zlikwidowano tez bez wyjątku wszystkie dotacje do rolnictwa. Tymczasem, jak dowodzi Prof. Michna, każda złotówka przeznaczona na sensowne dotacje, tj. podniesienie jakości produkcji, kultury rolnej itp. Daje 8 zł. przyrostu produkcji w postaci obniżenia kosztów żywności. We wszystkich krajach Zachodnioeuropejskich dotowane jest rolnictwo i dotowany jest eksport produktów rolnych. Polskiemu rolnictwu nigdy takich możliwości nie stworzono, wręcz przeciwnie. Dzięki polskiemu rządowi polskie rolnictwo przegrało konkurencję zarówno na rynkacli zewnętrznych jak tez na własnym polskim rynku wewnętrznym.
96 % rolników w Polsce ma akumulację ujemna, tzn. sprzedaż produktów nie pokrywa kosztów ich wytwarzania. Tylko 4 % rolników posiadających najlepsze, największe, o najwyższej kulturze i wydajności gospodarstwa uzyskuje dodatnią akumulację w wysokości 5000 zł rocznie, tj. 400 zł miesięcznie. Sic! Aż wierzyć się nie chce! Z postępującą destrukcją r/.w. branż strategicznych od lat walczy Polskie Lobby Gospodarcze, z udziałem wybitnych teoretyków i praktyków pod kierownictwem dr Pawła Soroki. Prof. Paweł Bożyk od lat przestrzega, że kontynuowanie dotychczasowego kursu na wyprzedaż za bezcen obcemu kapitałowi najlepszego majątku produkcyjnego i to z większościowym pakietem akcji grozi, że Polska zostanie Państwem i Narodem bez własności. Dodajmy, że po wejściu do Unii Europejskiej, każdy obcokrajowiec będzie miał prawo zakupu ziemi. Polska może zatem zostać także Państwem i Narodem bez ziemi.