STOŁECZKI, POSADKI A ZAŁOGA CIERPI
Tekst poniższy powinienem pisać z dużą satysfakcją, iż oto potwierdzają się w zasadzie wszystkie prognozy stawiane przez nasz Związek na przestrzeni ostatnich kilku lat. Prognozy dotyczące załogi Fiat Auto Poland.
Tej satysfakcji jednak nie ma - i być nie może. Potwierdzenie wcześniejszych prognoz, niesie z sobą wiele dramatów i kłopotów dość sporej grupy pracowników Fiata. Tekst jest przygnębiający - ale niestety prawdziwy.
Do napisania tego artykułu skłoniło mnie pisemne wystąpienie bielskich liderów Solidarności i Metalowców z dnia 28.02.2000 r, w którym pozornie protestują przeciwko zmianom w profilu działalności zakładów w Tychach i Bielsku. Powołując się na zapisy Umowy Definitywnej z 1992 roku stwierdzają bielscy związkowcy, iż umowa ta nie jest realizowana.
Znakomita większość pracowników zna fakty ostatnich ośmiu lat - fakty dotyczące spraw pracowniczych i socjalnych. Może dla wielu pracowników to, co piszę, wydawać się nudne (nie pierwszy raz o tym piszemy), dla jakiejś grupy pracowników może oznaczać, że wsadzam kij w mrowisko, że odgrzewam konflikty pomiędzy związkami zawodowymi - ale koniecznym jest przytoczenie (przypomnienie) kilku faktów, aby można było walczyć o przyszłość.
W 1992 roku, jeszcze za czasów FSM, tyskie związki zawodowe dowiedziawszy się o planowanym sposobie przekształcenia FSM-u w Fiat Auto Poland, rozpoczęły strajk w obronie interesów pracowniczych, w obronie miejsc pracy.
W trzecim dniu strajku, zarówno Solidarność, jak i Metalowcy, zdradziły załogę, wycofując się ze strajku. Nasz Związek pozostał sam - i przez 56 dni kilka tysięcy pracowników tyskiego zakładu walczyło o swoje prawa, o gwarancje pracownicze. W tym właśnie okresie, inni organizowali pod bramami tyskiego zakładu wiece łamistrajków.
Niektóre sprawy udało się załatwić, niektóre negatywnie skutkują do dziś. Zapewne efekty strajku byłyby większe, gdyby nie zdrada solidaruchów i metalowców. Już w czasie strajku te dwa związki zafundowały załodze nowy regulamin pracy, a w nim włoskie soboty - co roku po dziesięć sobót na czas nieokreślony. Równoczesnie nie podpisali nic, co dawałoby jakiekolwiek gwarancje pracownikom. Ale nie to okazało się najgorsze dla załogi. Solidarność i Metalowcy, nie znając zapisów Umowy Definitywnej (nie znają jej do dnia dzisiejszego, co widać po piśmie z 28.02.2000), wespół z dyrekcją FSM, władzami państwowymi, namawiali strajkujących do zaniechania protestu. Tłumaczono załodze, jakie korzyści czekają pracowników po przejęciu firmy przez Fiata. Władze firmy kupiły sobie Solidarność i Metalowców (fakt ten został potwierdzony przez Najwyższą Izbę Kontroli w protokole pokontrolnym) za przysłowiową czapkę śliwek! Bo jak inaczej nazwać przelot samolotem, bankiet z okazji podpisania umowy i kilkusekundowe pokazanie się w telewizji?
NIK potwierdził, że Solidarność i Metalowcy wyraziły zgodę w 1992 roku na ograniczenie praw pracowniczych, na oddanie ośrodków wczasowych, na likwidację funduszu socjalnego! Liderzy bielscy poklepywali się po plecach - zrobili dobry interes. Oczywiście, przy okazji, świadomie ,,zapomnieli" o pracownikach. A może nie zapomnieli - tylko ocenili, że lepiej jest odpuścić sprawy pracownicze dla swoich doraźnych korzyści?
Nasz Związek po strajku dotarł do kopii ,,Umowy Definitywnej", chociaż kosztowało nas to dużo trudów i zabiegów. Chcieliśmy zapobiec nieszczęściu, jakie czekało załogę FSM-u. Jednak Włosi nie mają zamiaru odstępować od realizacji swojego biznes planu. Bielsko zostało przeznaczone do likwidacji. O tym mówiliśmy i pisaliśmy wielokrotnie - strajk w 1994 roku ponownie pokazał, że bielscy liderzy nie chcą dla pracowników nic zrobić. Sabotowali wówczas strajk, który miał rozpocząć walkę załogi z Bielska o jej prawa.
Kilkakrotnie występowaliśmy z inicjatywą stworzenia regulacji prawnych, które utrudniłyby zwalnianie pracowników, bądź w przypadku konieczności redukcji załogi znacznie ograniczyły lub złagodziły skutki zwolnienia. Ostatnie takie wystąpienie poczyniliśmy ponad rok temu - propozycja nasza wylądowała w szufladzie bielskich metalowców i solidaruchów. Z tamtego poziomu na pewno nie będzie skutkować żadnymi rozwiązaniami! By skutecznie wdrożyć w życie jakiekolwiek zapisy, potrzebna jest zgoda wszystkich związków - a takiej, jak widać nie ma. Pisaliśmy o tym wielokrotnie. (...)
Ten pozorny protest Solidarności i Metalowców z dnia 28.02.2000 już w samych zamiarach nie ma rozwiązać problemów pracowniczych. Nie ma w tym proteście takiego celu, by pomóc załodze. Nie przyczyni się także do obrony ani jednego miejsca pracy. Ten protest ma inny cel! Celem jest oczywiście uratowanie stołków i posadek związkowych dla liderów bielskich. Kilka lat temu zgodzili się na "poszatkowanie" załogi, na dokonywane "tercjalizacje", na zwolnienia. Zapomnieli jednak, że związek bez członków przestaje istnieć! I najbardziej ich teraz boli, że z kilkutysięcznych struktur związkowych pozostały im szczątki. Bielski zakład przestaje istnieć - nie będzie załogi, ale nie będzie także etatowych liderów! Stołeczki i posadki diabli wezmą!
W pozorowanym proteście brak jest propozycji - jaka istnieje alternatywa, by nie dopuścić do zwolnień, do tragedii? Pomysłów w obliczu zagrożenia brak liderom bielskich związków.
Systematycznie oskarżano nas o straszenie pracowników. W nas szukano wroga. A kto w takim razie jest dla nich sprzymierzeńcem?
Władze Solidarności? Nic nie zrobiły dla tej załogi. Obiecanki to za mało. Nie pomogą - raz: bo nie chcą, a dwa: bo nie potrafią. Przykładem niech będzie ostatnie wystąpienie solidaruchów do Komołowskiego, by załatwił pracownikom Fiata odprawy porównywalne z odprawami górniczymi! Chyba mózgi im uciekły - dlaczego budżet miałby płacić pracownikom prywatnej firmy? Ten temat winien być załatwiony (o czym mówiliśmy nieraz) przy prywatyzacji firmy!
Władze Metalowców? Buńczuczne okrzyki i przeogromne lenistwo umysłowe. Też nie pomogą: przecież nie oni teraz rządzą. Przez kilka lat rządów nic nie zrobili - to i teraz nic nie zrobią.
A może pomocy udzieli kandydat na prezydenta - Olechowski? Podobno ten mason z Bilderbergu i złodziej jest autorytetem moralnym obecnej koalicji! Obłowił się sowicie na prywatyzacji FSM-u - nie pomoże, bo mogłyby wyjść wtedy na jaw wszystkie jego machlojki.
Senator Tyrna i posłanka Staniszewska (oboje wiele krwi napsuli załodze Fiata) także nie pomogą - ale, zapewne w następnych wyborach znowu dostaną mandaty od bielskiej społeczności.
A może pomoc zaoferuje przedstawicielka UW - Suchocka. To za jej rządów okradziono załogę FSM-u, a teraz jako minister sprawiedliwości i prokurator generalny sprytnie topi wszystkie nasze interwencje. Nasze doniesienie o popełnieniu przestępstwa przy przekształceniu FSM, ta baba chowa w najgłębszych zakamarkach swoich szuflad! Ona nie pomoże, gdyż ma ręce upaprane prywatyzacją FSM-u.
Nie czarujmy się. Nikt z zewnątrz nam nie pomoże - bo nie widzi w tym interesu! Na zasadzie kiełbasy wyborczej może znowu jakiś nawiedzony Krzaklewski obiecywać złote góry - a jak zostanie wybrany, to szybko zapomni o pracownikach Fiata. Załoga miała szansę obronić się w 1992, potem w 1994 roku. Jednak Solidarność i Metalowcy skutecznie w tym przeszkodziły, realizując swoje prywatne cele. Załoga w końcu winna wystawić im rachunek - dziwi mnie tylko to, że pracownicy nie zrobili tego do tej pory.
Jednak sprawy pracownicze dalej nie są uregulowane. Prawie 1500 osób w tym roku pożegna się z Fiatem przechodząc do innych spółek. To nie jest jeszcze najgorszy dramat. Kilkaset osób z Bielska i okolic będzie musiało dojeżdżać codziennie do tyskiego zakładu - jest to znacząca uciążliwość i niedogodność. Jednak kilkaset osób jest zagrożonych utratą pracy - i to jest prawdziwy dramat wielu rodzin. Co będzie dalej? Czy powstaną gwarancje dla obecnej załogi Fiata? Czy w spółkach kooperujących także nie trzeba będzie zwalniać załogi? Rynku pracy nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Jednak sprawy pracownicze winniśmy uzgodnić i stworzyć zabezpieczenia socjalne. Pomysły mamy - tylko potrzebna jest ścisła współpraca całej załogi. Na bielskich liderów nie ma co liczyć, skoro ich najważniejszym zadaniem jest utrzymanie stołków i posadek?
Nieraz pisaliśmy, że potrzebna jest silna reprezentacja załogi - wtedy skuteczność walki z pracodawcą będzie większa. Nadal jednak spora grupa pracowników nie należy do związków, część należy do jakiś przedziwnych, lokalnych, nic nie znaczących struktur, które powstają tylko po to, by dać ochronę kilku członkom komisji. Takie działania widać w nowo powstających spółkach - są próby tworzenia jakiś dziwnych, lokalnych struktur związkowych, które w najlepszym układzie będą miały maksymalnie 10 członków. Co będzie w stanie załatwić taki związkowy plankton, bez zaplecza prawnego, bez środków technicznych, bez wsparcia z zewnątrz? Nie tędy droga. Zrozumienie tej zależności może odmienić sytuację pracowniczą. Nasz Związek już od dawna pomaga pracownikom tych małych firm - stworzyliśmy w branży motoryzacyjnej MKZ, który w razie potrzeby wspomaga nowe struktury w zakresie prawnym, organizacyjnym i technicznym. Czeka nas dramatyczna walka i musimy ją wygrać. Wygrać wspólnie przeciwko wrogom z zewnątrz i sabotażystom ze środka.