Przedruk za ,,Nowy Tygodnik Popularny", nr 47
Przy okazji walki o podatki powiedziano tyle słów, że już nikt niczego nie rozumie.
Leszek Balcerowicz tak to wszystko zamotał i zakręcił, że w potocznym odbiorze wiadomo ledwie tyle, iż chce on dokonać wiekopomnych zmian (Balcerowicz, cokolwiek robi, jest to wiekopomne), a siły tajemne mu w tym zbożnym dziele przeszkadzają.
Spróbujmy jednak nieco uporządkować informacje. Balcerowicz zaczął bitwę o swoją kolejną reformę od ogłoszenia tzw. białej księgi i zgłoszenia propozycji wprowadzenia podatku liniowego, to znaczy takiego, że wszyscy obywatele, bez względu na zarobki, płacą ich równy procent. Okazało się, że rząd, w którym on, Geniusz Ekonomii, jest wicepremierem, nie chce tego. Bo współrządząca AWS przypomniała sobie, że głosiła populistyczne hasła wyborcze, a Balcerowicz po prostu stara się wyłączyć z realnego rynku trzy czwarte społeczeństwa.
Następne propozycje, uwzględniające już obawy uczciwszej części AWS (o ile taka istnieje), nieco łagodziły skrajnie liberalne zamiary. Trzeba jednak pamiętać i o innych, niż osobiste podatki, obciążeniach. VAT np. spowoduje, że ci najbiedniejsi, którzy zyskają parę groszy na podwyższeniu progu wolnego od podatku, stracą na cenach towarów i usług, które zostaną obciążone VAT-em.
Jednak obecny obraz obecnej podatkowej batalii, z brakiem kworum w Sejmie, poprawkami i pośpiechem legislacyjnym, wynika przede wszystkim z faktu, że koalicja, rząd, a także i Ministerstwo Finansów po prostu nie radzą sobie same ze sobą i nałożonymi na nie obowiązkami. Jest to kolejna odsłona polskiego cyrku.
Za nadętymi słowami o interesie państwa, przez który Balcerowicz rozumie swój osobisty autorytet, a AWS Krzaklewskiego dalszą realizacje doktryny Teraz K... My, kotłują się partyjniackie interesy, pogarda dla biedniejszych obywateli i chęć zagarnięcia dla siebie wszystkiego, co się da. Po nich, choćby potop. Oto jest państwotwórcze myślenie naszej piekielnej koalicji.