Są lepsi od kłamców komunistycznych, którzy w przeszłości napadając na sąsiednie kraje, uzasadniali to "walką o światowy pokój.
Tak było w Budapeszcie w 1956 roku czy Czechosłowacji w 1968 roku. Tę samą śpiewkę Sowieci zastosowali napadając w 1978 roku Afganistan
Hipokryzja solidaruchów bije wszelkie rekordy. W swoim zakłamaniu są już nawet chyba lepsi.
Najpełniej widać to w przypadku zarzynania polskiego górnictwa! Tutaj ich kłamstwa i programowe oszustwa nabierają szczególnego znaczenia.
Nie chodzi oczywiście o jakiegoś pojedynczego kretyna i zawodowego kłamcę, ale chodzi o całą formację polityczną jaką jest obecnie partia władzy solidarność, która "programowo i powszechnie kłamie.
Wpierw, bo w 1989 roku kilku (....)synów wystąpiło z wnioskiem o zlikwidowanie zagłębia węglowego w Wałbrzychu. W uzasadnieniu napisali, że koszty wydobycia tony węgla w wałbrzyskich kopalniach są za wysokie i trzeba je "zrestrukturyzować. Pod wnioskiem podpisały się tamtejsze solidaruchy z Międzyzakładowej Komisji Solidarności zrzeszającej komisje zakładowe byłych (już nie istniejących kopalń) Thorez, Wałbrzych, Viktoria. Dzisiaj nie ma tam już tych kopalń, 12 tysięcy górników (byłych) jest obecnie żebrającymi dziadami, a ich dzieci zajmują się zbieraniem złomu. Czasami zostają złapane i wtedy ochroniarze tłuką malców za kradzież cegieł oraz kawałków żelaza, które wyrwą ze sterczących z ziemi kikutów niegdysiejszej kopalni.
Tam miały być odprawy, nowe miejsca pracy, a jest dzisiaj nędza i ubóstwo. Były podpisywane "śmiecie, w których solidaruchy mąciły w głowach ludziom, deklarując, że jak pozwolą na zlikwidowanie ich kopalń to oni załatwią francuskiego inwestora, który postawi tam fabrykę. Nie ma fabryki, nie ma ani Francuzów czy nawet Portugalczyków. Nie ma fabryki jest za to połowa miasta, która się wali ludziom na głowy z powodu braku zabezpieczenia rejonów byłej eksploatacji. No i co? Ano nic! Obecnie rządzący palant podczas sejmowej debaty odbywającej się w ubiegłym roku na temat "ichniejszego programu restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego (ale tego z Górnego Śląska - bo Wałbrzych już zarżnęli) powiedział, że likwidując kopalnie na Śląsku trzeba "uniknąć błędów Wałbrzycha. I wszystko na ten temat. Zdania skruchy. Co z tej deklaracji mają obecni wałbrzyscy górnicy? Nic poza nieregularnie wypłacaną zapomogą z MOPS-u w wysokości do 35 złotych na osobę. Złośliwiec mógłby powiedzieć: ,,wierzyli kłamcom i agentom, to mają co chcieli. Tak jednak nie jest! Oni zostali zdradzenie przez tych, którzy mienili się ich obrońcami, a okazali się pachołkami Balcerowicza! Tak samo jak teraz, gdy są bardziej jego kelnerami niż nawet wspólnikami.
Obecnie solidaruchy na Górnym Śląsku znów usiłują powtórzyć scenariusz przećwiczony tak skutecznie w Wałbrzychu. Wpierw trzeba wmówić górnikom, że są balastem, branżą zbędną. W prasowych "śmieciach jakie wydają wciąż podtrzymują kłamliwą tezę (opracowaną po raz pierwszy przez Bank Światowy i MFW), że nasz węgiel nie jest konkurencyjny i nazbyt drogi, by opłacalnie go wydobywać. Intelektualne i merytoryczne gówno jakie zaprezentowali w 1997 roku zaczyna się od tezy: za dużo węgla, za dużo górników, za dużo kopalń.
Nazwali ten śmieć: Solidarnościowym Programem Restrukturyzacji Górnictwa. Nie przyznali się jednak do tego, że przy jego powstawaniu w 1997 roku korzystali z pieniędzy zachodnioeuropejskiego funduszu pomocowego Phare. Tak więc palanty, program dla naszej branży robiły za pieniądze obce. Czy jest coś w tym złego może zapytać jakiś naiwniak? Oczywiście, że tak. Podobnie było w komunie gdy terroryści z IRA i ETA byli szkoleni za pieniądze KGB w Karlovych Warach, czy w obozach pod Trypolisem. Tamci byli agentami (jak piszą dziś palanty w swoich szmatławcach). Oni oczywiście są patriotami dbającymi o naszą rację stanu. Są co prawda "patriotami za "dojczmarki i dolary, a ich "suwerenne programy są pisane w Brukseli, ale to przecież "drobiazg, którym nie warto zaprzątać sobie głowy. Solidaruchy są nawet na tyle bezczelne, że nawet własną stronę internetową "ozdobili napisem: "... strona ta została utworzona przy pomocy funduszu Phare. Kto nie wierzy niechaj sam sprawdzi (http://www.solidarnosc.org.pl).
W trakcie przedstawiania tego obcego, szkodliwego dla naszego górnictwa "śmiecia miała miejsce debata w radiu podczas której uczestniczyłem wspólnie z solidarnościowym ministrem Januszem Steinhoffem. Zarzuciłem mu wówczas, że cały solidarnościowy program jest pisany pod dyktando obcych instytucji finansowych i właściwie jest tylko, polskojęzyczną wersją wcześniejszego anglojęzycznego oryginału, który oni mają jedynie wpierw przetłumaczyć na język lokalny a potem skwapliwie zrealizować. Nazwałem go wówczas antygórniczym, agenturalnym i absurdalnym. Minister pełen wzburzenia, odpowiadał, że protestuje, że program jest "dorobkiem solidarności i że jest suwerennym. Oczywiście kłamał! Kłamstwo najwyraźniej zaś wyszło na wierzch w sprawie KWK "Siersza. Załoga tej kopalni w 1998 roku rozpoczęła protest w obronie swoich miejsc pracy. Powstał międzyzwiazkowy komitet, który postawił sobie zadanie uratowania około 2 tysięcy miejsc pracy. Po licznych protestach (już w połowie zeszłego roku) doszło do podpisania porozumienia pomiędzy Nadwiślańską Spółka Węglową a protestującymi związkowcami, na mocy którego ustalono, że przez cały rok (od września 1998 do września 1999 roku) kopalnia przeprowadzi program naprawczy i po jego zakończeniu zarząd NSW S.A. podejmie decyzję o dalszych jej losach. Załoga uwierzyła. Przez cały rok, pełen poświęceń i wyrzeczeń zarówno szeregowi pracownicy jak i kierownictwo kopalni wręcz ,,stanęli na głowie, aby uzyskać wyniki ekonomiczne, które kwalifikowały by kopalnię do dalszego jej istnienia.
Gdy górnicy "orali jak woły, inny przedstawiciel rządzących solidaruchów, w dniach od 11 do 22 kwietnia 1999 r. Jan Szlązak spotkał się w Waszyngtonie z Johnem Strongmanem, będącym doradcą ds. Górnictwa przewodniczącego Zespołu Zadaniowego Zespołu Banku Światowego ds. Górnictwa (czyli z siódmym garniturem tej instytucji). Zawarł z nim "suwerenne uzgodnienia.
Mamyy w naszych "łapach ten wiernopoddańczy śmieć eufemistycznie nazywany "Uzgodnionym protokołem negocjacji w sprawie "pożyczki dostosowawczej dla górnictwa węgla kamiennego Rzeczypospolitej Polskiej na którym widnieje podpis obu "negocjatorów. O ile negocjacje na kolanach można nazwać negocjacjami, zamiast sprzedawaniem naszego górnictwa. Mały Jasio wielkim nie jest, toteż klęcząc najwyraźniej nosem po blacie stołu jeździł, nie przeczytał i dlatego gładko zobowiązania podpisał. Być może jest to jedyne dla niego wytłumaczenie
W tym protokole stoi jak wół w dziale pod znamiennym tytułem: "Zaprzestanie produkcji pkt.24, że (cytat za oryginałem przełożonym na język polski przez tłumacza mgr Andrzeja Trojanowskiego - Przysięgłego Sądu Okręgowego w Warszawie, dokonującego translacji w dniu 26 kwietnia 1999 roku Nr 6450-83) ; "...delegacja polska i przedstawiciele Banku (oczywiście Światowego - od autora) uzgodnili, że produkcja będzie wstrzymana w czterech kopalniach podlegających całkowitej likwidacji i wymienionych w Dokumencie Polityki Rozwoju Sektora (mianowicie Gliwice, Niwka-Modrzejów, Rozalia i Siersza) oraz w 3 kopalniach ulegających częściowej likwidacji (ruch Miechowice w kopalni Bobrek-Miechowice, ruch Katowice a kopalni Katowice-Kleofas i ruch Poręba w kopalni Bielszowice), oraz, że definicja i weryfikacja zakończenia produkcji będą następujące:
Zarząd spółki węglowej podjął uchwałę o likwidacji kopalni w określonym terminie (itd.).
Jeszcze raz podkreślę, że zobowiązania w sprawie likwidacji "Sierszy podejmował Szlązak 11 do 22 kwietnie 99 r, czyli w chwili, gdy Załoga "wypruwała sobie flaki, aby uzyskać jak najlepsze parametry ekonomiczne. O zobowiązaniach jakie robił Szlązak względem Banku Światowego milczał zarówno Prezes NSW S.A. Henryk Stabla jak i zakładowe solidaruchy. Dalej tumanili załogę opowieściami o tym, że oni także są z ludźmi. Część wierzyła. Kilku baranów nawet protestowało gdy nasz związek oskarżał zakładową solidarność, że ich minister sprzedał załogę "na pniu. Cierpiącym na sklerozę przypomnę, że Szlązak jest sekretarzem stanu w Ministerstwie Gospodarki (czyli wice Steinhoff) z poręki Solidarności. W 1993 roku jako "świeży partyjny działacz chrześcijańskiego, doraźnie powołanego na Śląsku tworu ubiegał się (oczywiście nieskutecznie) o mandat pasła. W swojej ulotce wyborczej kłamał pisząc, że jego priorytetem jest "wpierw miejsca pracy potem zwolnienia w górnictwie. Elektorat nie nabrał się na te czcze obietnice i małemu Jasiowi, poza goryczą porażki, pozostała wyspa Mann oraz ciepła synekura prezesa w Jastrzębskiej Spółce Węglowej. Ponieważ był człowiekiem Solidarności zaraz po wyborach w 1997 roku, palanty zrobiły go wiceministrem i dokańcza dzieła, które zaczęli w 1989 roku w Wałbrzychu, tym razem zarzynając nasze górnictwo na Górnym Śląsku.
W lecie tego roku Załoga "Sierszy, zorientowawszy się, że pomimo jej wysiłków kopalnia jednak będzie zamknięta rozpoczęła protesty. Prezes NSW S.A. Henryk wentylator Stabla (równie szybko obracają się mu poglądy i tak na przestrzeni lat od 1989 roku, od komucha przez człowieka PSL, później znów przez dwa lata robił za miłośnika czerwonych, aby polecieć w 1997 roku do Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowkiego Solidarności z bukietem kwiatów dla przewodniczącego Mariana), udawał, że negocjuje z protestującymi na temat przyszłości kopalni. Grał na czas i oszukiwał. Pomagał mu w tym Młodzik, niegdysiejszy solidarnościowy działacz, obecnie pracownik w NSW S.A. odpowiedzialny za kontakty ze związkami zawodowymi, by nie rzec za uwalanie ich protestów i obronę solidarności przed załogami kopalń. Młodzik ma okrągłą czaszkę. Pomyliłby się jednak ktoś, kto by go podejrzewał o wodogłowie. Przebiegle rozprowadzał protest wmawiając, że wszystko jest możliwe, liczą się jednak "wskaźniki ekonomiczne! Jakie wskaźniki się liczą, skoro jego partyjny, AWS-owski koleś sprzedał "Sierszę w kwietniu do Banku Światowego, za obietnicę pożyczek na likwidację kolejnych polskich kopalń? Tych kopalń, które swoją produkcją przeszkadzają jankesom. Tylko w 1997 roku zalegało im na zwałach około 200 milionów ton węgla, które koniecznie chcą upchnąć w Europie. Tutaj wciąż zawadza im nasz węgiel. Ale od czego są palanty. Oni im pomogą niszcząc nasze górnictwo i robiąc z dotychczasowego eksportera węgla, Polski jej importera. Kto nie wierzy niechaj sprawdzi, że w ich programie restrukturyzacji górnictwa zapisali, że będziemy w przyszłości IMPORTOWAĆ węgiel.
To w interesie jankeskich kopalń i tamtejszej koniunktury gospodarczej zarzynane są nasze kopalnie. Dlatego solidaruchy wystąpiły o likwidację kopalń wałbrzyskich, a teraz firmują program dobijania Śląskiego Węgla. Polska należy jeszcze do elitarnego "klubu 18 krajów w świecie posiadających pełną samowystarczalność energetyczną (oczywiście obok USA). Ten stan rzeczy chcą zmienić amerykańscy właściciele kopalń oraz działający za "braterskie dotacje palanty.
AWS wytacza propagandowe działa przeciwko byłym czerwonym, że brali "moskiewskie pieniądze. Nazywają to wprost, lub pośrednio agenturalnością. Branie szmalu z zachodu nie jest oczywiście agenturalnością. W myśl tej logiki Miller to "moskiewski pachołek, agent, łajdak no i zdrajca. Oni zaś są cacy. Oni są emisariuszami wolnego rynku za dojczmarki i Phare-dolary. Jednym słowem patrioci i związkowcy, tylko ta ciemna nadwiślańska hołota (w rodzaju "Sierpnia 80) czepia ich się niesłusznie.
Szmal otrzymywany przez solidaruchów marnować się oczywiście (do końca) nie może. Część rozkradnie ichniejsza nomenklatura (czego dowodem Kempski-gate), część natomiast musi być przeznaczona na ogłupianie ludzi. Temu służyła ich ostatnia akcja blokowania torów w Łazach i Tarnowskich Górach. Kilkudziesięciu palantów zasilonych szerszą grupą (wcześniej wykręconych odprawami, którym za udział obiecali załatwienie zaległego szmalu), zwabiono na tory, aby blokowali wysyłkę węgla. Związkowy aparat miał płacone dniówki, autokary "zasponsorował zaprzyjaźniony prezes i już można było udawać, że solidaruchy są z ludźmi, przeciw złej władzy. Kilku uwierzyło nawet w to, że rządzą krasnoludki, a AWS jest w opozycji.
Głupich co prawda nie sieją, ale kilku uwierzyło, że oto solidaruchy się "obudziły i są przeciw. Cóż za naiwność! Protest potrwał kilkanaście godzin i stojący na jego czele Henio szczerbiec Nakonieczny (uzębienie nieco przetrzebione i zgnite jak poglądy Niesiołowskiego) ogłosił, że porozumienie z rządem zostało zawarte i właśnie "koniec akcji. Solidaruchy popyskowały, w telewizji puszczono kilka wypowiedzi w rodzaju ,,zdrajca, ,,sprzedawczyk i zgodnie z wolą KC w Gdańsku z torów zeszli. Paru, bardziej "ambitnych zapowiedziało nawet strajk, który ponoć odbył się w całej Rybnickiej Spółce Węglowej. WZZ "Sierpień 80 sprawdził i okazało się, że raptem przez kilkadziesiąt minut stały dwie kopalnie i na tym "szlus. Aby jednak ludzi skołować palanty zaczęły wrzawę propagandową, której głównym celem było "odkręcenie, społecznego przekonania, że oto Solidarność znów dała to, do dawania czego od dawna przywykła.
W ich lokalnych publikatorach rozpoczęli przekonywać, że oto na torach załatwili wiele i że nie było to kolejne się "wykolejenie związku. Najwidoczniej znają klasyków ogłupiania w rodzaju Goebbelsa, który tym mocniej wrzeszczał o nieuchronnym zwycięstwie III Rzeszy nad wrogami, im bliżej sowieckie czołgi były Berlina. Był na tyle w kłamstwach skuteczny, że gdy w 1944 r. kilka tysięcy "sprzymierzonych bombowców leciało nad Niemcami "ugotować na twardo całe Drezno, wielu sądziło, że oto przepowiednie szefa propagandy Trzeciej Rzeszy się sprawdzają i widzą nie alianckie samoloty, lecz "ukryte rezerwy Luftwaffe. Efektem było pół miliona zwęglonych niemieckich trupów, ale za to jakie musieli mieć słodkie uczucie "stumanienia w chwili śmierci od fosforowych bomb. Cóż za niedościgniony wzór propagandy.
Aby ogłupić górników w lokalnych pisemkach, a nawet w wydawanym przez Gdańsk tygodniku zamieszczono szereg "obiektywnych ocen tej akcji. Od czytania tych bzdur skręca każdego kto ma powyżej trzech szarych komórek, czyli ponad przeciętność palanta. Wśród lokalnych piśmidełek "rekordy pobił tytuł " Dziękuję wam, koledzy za tę akcję. Albo głupi, albo masochista!
Zaraz po kabarecie na torach okazało się jakie to "nowinki rządzące solidaruchy przygotowały dla górników. Zawierają się one w korekcie programu. Dla porządku jedynie przypomnę, że WZZ "Sierpień 80 program ten (gdy powstawał w 1997 roku) od razu ocenił nie tylko jako szkodliwy dla górników i branży ale również jako nierealny do wprowadzenia. Nagle okazało się, że ponoć doskonały program trzeba modyfikować.
Trup, z którym tak dziarsko do grobu podróżowali z trumny im wypadł i trzeba poprawiać. Trzeba zrobić to szybko i sprawnie bo się jeszcze wyda, że choć jeszcze żywy, oni go do trumny kolanem upchnęli i na cmentarz wleką. Popłoch w orszaku, bo już stypa czeka, a fundator, Bank Światowy coraz bardziej niecierpliwy, że się pochówek niepotrzebnie przedłuża. Panika wśród grabarzy, bo mogą stracić robotę na rzecz konkurencji. Kilku nawet już odwołali. Nie ma czasu, trzeba się spieszyć.
W piątej wersji (z dnia 8 października) ekspresowo przygotowanych poprawek solidaruchy zawarły między innymi:
1. całkowite zamrożenie górniczych płac
2. zmniejszenie wielkości odpraw dla pracowników przeróbki mechanicznej węgla o 30% po to, aby "za mniejsze pieniądze zwolnić więcej górników
3. powołanie spółki "Restrukturyzacyjnej do której wsadzi się kopalnie przewidziane do dalszego zamknięcia, czyli takie prosektorium dla kopalń.
4. prywatyzacje "perełek wśród kopalń z pozbawieniem pracowników szansy ubiegania się o akcje pracownicze.
5. dalsze pożyczanie pieniędzy na likwidację branży. Amerykanie wpadną chyba w alkoholizm jeżeli zaczną opijać "sukces zamykania naszych kopalń za ich kredyty, które później przez lata będziemy spłacali nie mając ani kopalń ani wpływów do budżetu państwa, za to kilkaset tysięcy kolejnych bezrobotnych i nowy rynek zbytu dla jankeskiego węgla z Apallachów.
6. zakaz pracy w godzinach nadliczbowych (poza kilkoma specyficznymi tylko sytuacjami)
7. zakończenie okresu "ochronnego, dla podmiotów wyłączonych w przeszłości z majątku ( i pracowników) kopalń. Wszelkie usługi po przetargach.
8. tworzenie nowych miejsc pracy tylko w oparciu o środki pochodzące ze sprzedaży majątku kopalń
Wiele innych tego typu "prezentów pod choinkę dla górników, można poznać osobiście zgłaszając się do Komisji Zakładowych WZZ "Sierpień 80.
Do zamiarów jakie mają rządzące solidaruchy, te zakładowe nie bardzo się chciały przyznać przed załogami. Zaczęli więc kłamać i motać. W kilku zakładowych pismach napisali, że są nawet "przeciw ale realnie nic nie zrobią, bo nie za to im płacą. Dlatego choć mówią, że też im się program nie podoba, dalej jednak się nie wychylą.
Solidarność nadal zachowuje się jak ich zakładowa komisja z KWK "Siersza. Przez prawie cały miniony rok udawali, że bronią kopalni. O protokole Szlązaka z Bankiem Światowym ani słowa. Gdy przyszło jednak do zamknięcia zakładu ,,przeszli na drugą stronę i od protestu załogi się odcięli. W odpowiedzi na to ludzie, spontanicznie poszli i zabili im drzwi dechami (nota bene prawie wszystkie media o tym milczały). I cóż z tego, że dziś ludzie z "Sierszy wiedzą kto ich zdradził? Cóż z tego, że wiadomo kto był szpiegiem wroga, gdy wojna już przegrana? Wie to każdy oficer i wojskowy, wie to każdy sąd polowy, że szpiegów i agentów rozwala się plutonem egzekucyjnym zaraz, nie zaś wówczas, gdy wojna już przegrana.
Załogę "Sierszy, załatwiły solidaruchy. Te z Warszawy i te lokalne - do zakładowych włącznie. Nie wolno nam dopuścić, aby to czego dokonali w stosunku do KWK "Siersza mogli powtórzyć względem całej branży. Nie wolno im zaufać. Chyba, że lubimy być oszukiwani. Tak samo jak ci z Wałbrzycha, czy byłych PGR-ów. Jeżeli zaś nadal ufać, to innego sensu nabiera pewien solidarnościowy plakat jaki rozwieszali w kopalniach w ramach reklamowania pakiety socjalnego. Brzmiał on tak: "Nie miej pretensji do solidarności, miej pretensje do siebie. Faktycznie można go uzupełnić stwierdzeniem: boś głupi przed szkodą i głupi po szkodzie.
PS. Nie jestem wrogiem NSZZ"Solidarność dlatego, że jest ona solidarnością. Jestem jej wrogiem bo prawdziwą solidarnością nie jest. Tę prawdziwą rozjechał wpierw Jaruzelski czołgami na KWK "Wujek a reszty dokonali oni, sprzedając ją po kawałku wszystkim kto chciał. Ostatnio Phare, Bank Światowy i MFW. W kolejce jest jeszcze Bruksela. Sprzedadzą tym bardziej, że jakby coraz tańsi i coraz bardziej spolegliwi o zatęchłej atrakcyjności.