BALCEROWICZA SKOK NA NIERUCHOMOŚCI
(...) W Ministerstwie Finansów trwa "rozgrzewka przed kolejnym skokiem: na nasze mieszkania, domy i domki oraz działki.
Jest ona przeprowadzana w tajemnicy przed społeczeństwem i środowiskami fachowymi, szczególnie bezpośrednio zainteresowanymi problematyką katastru nieruchomości.
Ostatnio znów wyciekły do prasy okruchy informacji. Okazuje się, że wszystko, co dotychczas powiedziano merytorycznego a krytycznego o projektach utworzenia odrębnego, niezwykle kosztownego tzw. katastru fiskalnego, spłynęło po specach pana ministra finansów i wicepremiera jak woda po gęsi. Robią swoje. Nie pomógł nawet memoriał autorytatywnego grona, zgromadzonego na konferencji naukowo-technicznej, do wicepremierów Janusza Tomaszewskiego i wspomnianego już Leszka Balcerowicza. Kamień w wodę.
Grabienie Rodzin
Uważam, że pod przykrywką tej pozornej - moim zdaniem - arogancji kryje się zamysł "ambitniejszy: wywłaszczenie podstawowej masy niezamożnych i średnio zamożnych posiadaczy nieruchomości czyli - grabienie rodzin. Chodzi przecież o rewolucyjną zmianę naliczania podatku od nieruchomości, a więc o przejście od dotychczasowego liczenia go od wielkości obiektu do uwzględniania jego wartości. Ta nowa formuła jest przez speców fiskusa nazywana "naukowo ustalaniem podatku ad valorem.
Nasuwają się jednak od razu następujące pytania:
1. jak obiektywnie i z uwzględnieniem naszych realiów gospodarczych i socjologicznych ustalać wartość katastralna nieruchomości,
2. czy moralnie uprawnione jest "karanie podatkiem ad valorem wszystkich tych, którzy (kosztem wyrzeczeń, rezygnacji z wystawnej konsumpcji, zaciskając wręcz pasa) zadbali o podwyższenie wartości swych nieruchomości,
3. jak ustalać stopę podatkową, żeby nie puścić społeczeństwa z torbami, zakładając mu na szyję stryczek hipoteki,
4. do jakiego stopnia można wykorzystywać podatek od nieruchomości do stymulacji pożądanego sposobu zagospodarowania terenów,
5. jakie działania prawne i organizacyjne należy podjąć, aby wspomniana rewolucyjna operacja fiskalna kosztowała jak najmniej samego podatnika.
Odpowiedzi na powyższe pytania można uzyskać po dyskusji w społeczności właścicieli i posiadaczy nieruchomości oraz po analizie dokonanej w kompetentnych środowiskach fachowych. Nie ma też żadnej potrzeby nadzwyczajnego pośpiechu. Nie pogania nas nikt oprócz Leszka Balcerowicza. System podatkowy, szczególnie system podatków majątkowych jest zbyt subtelnym i wrażliwym socjologicznie systemem zarządzania państwem, by jego konstruowanie traktować jak łapanie pcheł. Przekonał się zresztą o tym parę miesięcy temu sam projektant na pozór logicznego, ale społecznie niestrawnego "podatku liniowego.
Kokietowanie samorządów
A jak w świetle postawionych wyżej pytań wygląda działalność ministra finansów i jego fiskalnej świty? Przede wszystkim minister kazał olać równiutko wyniki wszystkich dotychczasowych prac badawczych i wdrożeniowych w zakresie powszechnej taksacji nieruchomości, inspirowanych i zrealizowanych przez Głównego Geodetę Kraju, zgodnie z jego ustawowymi kompetencjami i zadaniami. Minister finansów - jak się dowiadujemy - nie ustąpił na krok od swych pierwotnych planów i zamierza wdrażać "swój tzw. kataster fiskalny, najpierw przy pomocy specjalnie obłaskawionych samorządów, na przykład Krakowa, Poznania, Zgierza.
Kokietowanie samorządów krociowymi wpływami do kasy gminnej z tytułu tzw. podatku katastralnego stało się już zresztą "stałym fragmentem gry świty fiskalnej ministra. Za przeproszeniem - a od kogo to niby te krocie maja spłynąć? Czy przypadkiem nie od obywateli?
Działaczy samorządów trzeba tu przestrzec, żeby pewnego poranka wyborcy nie wywieźli ich za granicę gminy na wozie z obornikiem, jak to się przytrafiło kiepsko się prowadzącej niejakiej Jagnie Borynowej z Lipiec
Tak zwany kataster fiskalny będzie kosztował podatników olbrzymie sumy wysupłane na coś, co wkrótce zostanie wyrzucone na śmietnik informacyjny. Czy znowu mamy wszyscy finansować podobne kolejne "dokonanie resortu finansów, jak np. nie rozliczone dotąd kolosalne straty związane z informatyzacją tego resortu? "Kataster fiskalny ma być podobno otulony giezłem tajemnicy, jako forma intymnego kontaktu fiskusa z podatnikiem, do czego ma posłużyć ustawa o ochronie danych osobowych. Bardzo sprytnie. Żadnych tam powszechnych taksacji, żadnego korzystania z ogólnego, jawnego katastru nieruchomości, (obecnie nazywanego jeszcze ewidencją gruntów i budynków), służącego wielu celom, jako podstawowy element systemu informacyjnego państwa. A dlaczego mówię, że ten cały balcerowiczowski "kataster fiskalny będzie lada moment informacyjnym bublem? A no radzę rzeczonej świcie fiskalnej zapoznać się np. z wywiadem, jakiego udzielił pismu fachowemu "Geometre (nr. 11/98) szef francuskiego katastru. Powiedział on mianowicie, że w roku 2000 francuski kataster będzie w Internecie (!) i wszyscy jego użytkownicy (także fiskalnicy) będą brać z niego wszystkie potrzebne im informacje poprzez serwer albo telematycznie. Zresztą podobnie już jest w niektórych stanach USA. To ja się pytam: gdzie my są, panie profesorze Balcerowicz.
PARĘ TYSIĘCY ,,SWOICH URZĘDNIKÓW
Ta cała sekretność "katastru fiskalnego ma jeszcze inne podteksty. Można się izolować skutecznie od społeczeństwa i zastosować wypróbowany już wielokrotnie chwyt za gardło, tym razem, - wobec właścicieli i posiadaczy nieruchomości. Przypomnijmy jak się wykonuje ten chwyt. Otóż zabiera się jakiejś grupie społecznej lub działowi gospodarki 40 procent, a następnie "cyka się po trochu czyli trochę zwalnia uścisk, głosząc jednocześnie jak to się dba o "rozwój ofiary. Powiedzmy, że najpierw ustali się np. 0,99 proc. podatku od wartości (czyli przecież mniej niż jeden procent!...). Jak już będziemy wisieć w hipotece - to się poluzuje np. do 0,90 proc. itd. Dobrą ilustracją jest tu raport ONZ w sprawie polskiej oświaty czy ostatnie podduszanie rolnictwa.
Następny podtekst - kadrowy. Można będzie usadzić za nasze, podatników pieniądze parę tysięcy swoich urzędników w powiatowych "urzędach katastru fiskalnego. Można przy tym skłócić środowisko rzeczoznawców majątkowych, dając tylko poniektórym, wybranym czyli, "swoim, "specjalne uprawnienia ministra finansów do określenia tej jakiejś, bardzo tajemniczej "wartości fiskalnej nieruchomości. Możliwe są jeszcze inne "dokonania tego typu.
Tak więc - uwaga! Nie dajmy fiskusowi wykonać skoku na nasze nieruchomości. Nie dajmy sobie założyć na szyję stryczek hipoteki. Od tego już tylko krok do wywłaszczenia.