Górnictwo tonie. Zatapiającym jest "Solidarność". Program AWS -su spłodzony przez solidaruchów niszczy górnictwo.
Spustoszenie spowodowane przez AWS i "Solidarność" w górnictwie jest nieprawdopodobne. Przeciwko niekompetencji, likwidacji kopalń i niszczeniu górnictwa przez program rządowy, wspierany przez "Solidarność", protestowały w Katowicach 1 kwietnia centrale związkowe skupione w tzw. "12". Demonstracja rozpoczęła się od wiecu w katowickim rynku. Następnie protestujący przeszli pod PARG. Także tam odbył się wiec podczas, którego uczestniczący w nim górnicy wyrazili swoje oburzenie wobec tego co dzieje się w górnictwie i co z górnictwem węgla kamiennego wyprawia "Solidarność". Dalsza realizacja solidarnościowego programu likwidacji górnictwa gwarantuje tylko jedno, dalsze nasilające się protesty załóg górniczych i reprezentujących je związków zawodowych. O sytuacji w górnictwie i stachanowskim dziele ministrów solidarnościowego rządu piszemy poniżej.
Górnictwo rok ubiegły zakończyło gigantyczna stratą 3,2 mld. złotych. Jest to wyłączna zasługa AWS -sowskich ministrów zawiadujących tą branżą.
Kiedy Steinhoff i Szlązak przejmowali branżę twierdzili, że mają program. Obecnie okazało się, że jest to program powodowania gigantycznych strat, wielokrotnie przekraczających nawet wcześniejsze założenia autorów programu. W roku 98 AWS-owscy spece od górnictwa planowali stratę zaledwie na poziomie 600 mln złotych, a wyszło im ponad pięć razy więcej. W roku bieżącym planowano wynik finansowy górnictwa na minus 1,4 mld złotych. Tymczasem za pierwsze dwa miesiące strata wyniosła aż 411 mln, a za cały kwartał może sięgnąć ponad 600 mln. Jeśli tak dalej pójdzie to strata na koniec roku będzie wynosić grubo ponad 2 mld złotych. Są nawet tacy, którzy twierdzą, że strata będzie dużo wyższa niż w roku ubiegłym. Oznacza to całkowite bankructwo AWS-owskiego programu lansowanego przez Szlązaka i Steinhoffa oraz wszystkich, którzy w popieranie tego programu się zaangażowali. Dziś za ten bubel jednak, coraz mniej chętnych chce brać odpowiedzialność.
AWS -owscy ministrowie uciekają od odpowiedzialności twierdząc, że program się nie powiódł, bo nadal wydobywamy za dużo węgla. Tak jakby wydobywanie go w mniejszej ilości, miało pozwolić na wydobywanie go taniej. Minister Szlązak tchórzliwie wypiera się jak żaba błota autorstwa listy kopalń do likwidacji, zrzucając odpowiedzialność na zarządy spółek węglowych. Zarządy twierdzą, że były zmuszone wytypować kopalnie do likwidacji, ponieważ to było podstawą do skorzystania z budżetowych pieniędzy. Pieniędzy zresztą i tak nie ma, bo budżet trzeszczy w szwach i na pewno nie starczy na osłony socjalne, w przewidywanej w rządowym programie absurdalnie wysokiej skali zwolnień i likwidacji miejsc pracy.
Ministerialna lista kopalń do likwidacji zawiera 15 pozycji do całkowitego zamknięcia i 9 do likwidacji częściowej. Oznacza to 32 tysiące ,,zbędnych, zdaniem AWS, górników pracujących na kopalniach likwidowanych całkowicie i około 45 tysięcy pracujących, na kopalniach przewidzianych do likwidacji częściowej. W najbardziej optymistycznym wariancie mowa jest o kwocie zaledwie 250 mln na tegoroczne odejścia z kopalń. Oznacza to, że maksymalnie 5 tysięcy osób ma szansę na uzyskanie osłon. Co z resztą "zbędnych górników nikt nie wie. Nie wie ani Ministerstwo Gospodarki, ani Minister Finansów. Ręce umywa również zasobna w prezesów, w tym tych z ostatniego solidarnościowego miotu Państwowa Agencja Restrukturyzacji Górnictwa.
Tymczasem machina fizycznej likwidacji kopalń ruszyła. Z kopalń znajdujących się na liście do likwidacji część górników złożyła już wnioski na odprawy. Na pieniądze czekają od szeregu miesięcy i mogą się w ogóle nie doczekać. Pretekstów do odmowy wypłacenia odpraw jest mnóstwo. Najpierw tłumaczono się brakiem rozporządzeń, później nie przesłaniem wniosków do PARG-u, następnie tym że PARG opóźnił przesłanie wniosków do Warszawy.
Kilka tygodni temu Szlązak stwierdził publicznie, że pieniądze już wypłynęły z Warszawy na Śląsk. Płyną chyba Wisłą i to pod prąd, bo do dziś ich nie ma. Część pracowników została zmuszona do podpisania oświadczeń, że godzą się czekać na pieniądze, bez względu na to jak długo to będzie trwać i nie będą zgłaszać żadnych roszczeń. Oznacza to, że ich wszystkich solidarnościowa reforma górnictwa pozostawi bez roboty i środków do życia. Maniek Krzaklewski, który jest akuszerem solidarnościowych chorych pomysłów na likwidację górnictwa, do najbliższych wyborów górników nie potrzebuje. Solidarnościowi notable udają, że protestują dbając faktycznie jedynie o umieszczanie "swoich przy korycie czego najlepszym przykładem awanse solidaruchów w rodzaju Trybusia z Nadwiślańskiej.
Solidaruchy niczym rasowe hieny cmentarne chcą sobie dalej dobrze i suto żyć z górnictwa, które na ich wniosek i według ich recepty dobija dzisiaj ich własny rząd.