Uczą kinomanów w horrorach, że wyciągnięcie z serca wilkołaka osikowego kołka kończy się dla sprawcy tego miłosiernego czynu pożarciem przez zbudzonego wampira.
Wyciągnięcie z szafy Noferatu Balcera przez Krzaklewskiego, który w 1997 wespół z Unią Wolności postanowił stworzyć koalicję rządzącą, dziś owocuje pożeraniem AWS-u.
Unia Wolności w latach 1993-1997 marginalizowała się konsekwentnie i pewnie, gdyby nie pomocna dłoń Krzaklewskiego, dziś byli by zdolni przejąć co najwyżej peryferyjne sołectwo. Krzaklewski, głuchy na rady i podpowiedzi z boku, np. A. Słomki, postulującego sojusz rządowy z PSL-em i częścią Unii, postawił na Balcerowicza. Rozpoczął swą grę o prezydenturę, naiwnie sądząc, że będzie w stanie, gdy zajdzie potrzeba, na niego właśnie zrzucić odpowiedzialność za bajzel w państwie. Sądzi, że pomysł jego, jako niewątpliwie chytry, nie zostanie zdemaskowany, a AWS niepodzielnie rządząc Unię Wolności traktować będzie jedynie, jako koalicjanta o peryferyjnym znaczeniu.
Minione głosowanie w parlamencie nad wnioskiem o votum nieufności dla Balcerowicza, z dwóch powodów okazało się kompletną klęską dla Krzaklewskiego. Pierwszym powodem jest, że praktycznie cały AWS, stając w obronie Balcerowicza olał własny, zresztą w dużym stopniu pracowniczy (i katolicki) elektorat. Drugim jest całkowite uwolnienie się Balcerowicza od jakichkolwiek gróźb ze strony AWS-u, że ten ,,wypowie mu posłuszeństwo. Najbliższe pół roku upłynie pod znakiem dyktatu i arogancji ze strony Unii Wolności, która wybrzydzając na współkoalicjanta, pouczać go będzie, po europejsku, jak ten ma się zachowywać. 25 marca w programie ,,Polityczne Grafitti (Polsat, RMF) Andrzej Potocki, rzecznik Unii Wolności, komentując wewnętrzne utarczki w AWS-ie, do swego rozmówcy - Janiaka (AWS) powiedział, że nie interesują go ,,gry wirtualnych trupów w AWS-ie, które usiłują Unii Wolności stawiać warunki. Zarzucił także, głosem dalekim od pokory, że AWS nie radzi sobie z rządzeniem. Ta wypowiedź Potockiego, nie pierwsza zresztą w ustach UW-oli, stanowi doskonałe świadectwo arogancji tej partii, która zdając sobie sprawę z malejących notowań w opinii publicznej AWS-u, twardo realizuje politykę budowania strefy wpływów we wszelkich możliwych instytucjach, które z takim zapałem opanowywuje.
AWS w tym koalicyjnym związku pełni rolę wielkiego, nieruchawego przygłupa, którego obsztorcowuje UW-olski, przemądrzały kurdupel.
Unia Wolności ze swym elektoratem, wahającym się między 12 a 14 procentami, w dupie ma oczywiście środowiska pracownicze, rolników, emerytów i rencistów, czy dużą część sfery budżetowej. To nie ich elektorat, lecz AWS-u (względnie SLD). Balcerowicz musi się liczyć jedynie z głosami tzw. warstwy średniej, a tę dość sprawnie jak na razie oszukuje, wmawiając różnorakim sklepikarzom, rzemieślnikom, hurtownikom i drobnym przedsiębiorcom, że studzenie gospodarki nakręci im koniunkturę, podniesie popyt wewnętrzny. Naturalny elektorat AWS-u z kolei nie jest przedmiotem troski UW-oli, dlatego też z taką radością ludzie Balcerowicza wykazują, jak bardzo AWS, ulegając UW-olskim wpływom, wypina się na swój elektorat.
Krzaklewski w nosie ma całe te rozważania, bo nie mają one dla niego na razie znaczenia wyborczego, a jedyne dla niego ważne wybory to prezydenckie. Rachunek za to wszystko zapłaci oczywiście Solidarność, lecz kto by z nich się nimi przejmował, wszak jest to jedynie przedwyborcze mięso armatnie. I tak Solidarność będzie musiała agitować za Krzaklewskim na prezydenta. Będą mogli na tym także nieco zarobić.
Gdyby ludzie Solidarności, oglądając horrory, widzieli jak kończą ci, którzy osikowe kołki z piersi wampira wyciągną i potrafili z tego wyciągnąć wnioski, to dziś Balcerowicz byłby wstydliwym echem przeszłości w marginalizującej się Unii Wolności. A teraz, gdy przyjdą następne wybory, które niechybnie przerżnie AWS, Unia Wolności, gdy nawet wprowadzi mniej, niż ma obecnie posłów, stanie się sojusznikiem zwycięskiego SLD. Ktoś, kto tego nie widzi, jako faktycznego celu obecnej polityki Unii Wolności jest głupcem lub tępym solidaruchem - co na jedno wychodzi.