Euro - afera łapówkarska w Brukseli czyli korupcyjne standardy Unii
Komisarze Unii zostali zmuszeni do podania się do dymisji. Powodem były ustalenia tzw. Rady Mędrców, która doszła do wniosku, że korupcja w Unii ma rozmiary egipskich piramid.
Okazało się, że rację mieli ci, którzy już kilka miesięcy temu zarzucali biurokratom Unii czerpanie korzyści materialnych ze sprawowanych funkcji. Dwudziestu unijnych komisarzy na nadzwyczajnym nocnym posiedzeniu wolało podać się do dymisji, niż czekać na publiczny pręgierz, jakim mogła być debata nad specjalnym raportem o korupcji w organach Unii. Unijny rząd komisarzy raz już uniknął odwołania. Kiedy w styczniu, Parlament Europejski głosował nad wnioskiem o wotum nieufności dla Komisji Europejskiej, ponad 40% deputowanych głosowało za dymisją komisarzy. Nie wystarczyło to do przyjęcia wniosku jednak autorytet najwyższych unijnych urzędników sięgnął bruku. Powołana po tym głosowaniu Rada Mędrców, miała być delikatnym sposobem na wyjście z gęstej od korupcyjnych oskarżeń atmosfery.
Korupcja wśród eurobiurokratów jest zjawiskiem tak powszechnym, że do zbadania sprawy powołano specjalny komitet. Przewodniczący KE Jacgues Santers zobowiązał się do tego, że jeśli ustalenia Komitetu będą dla Komisarzy Unii niekorzystne, to sam wystąpi o odwołanie winnych. Ustalenia te musiały być wyjątkowo paskudne, skoro Santers wolał przed ogłoszeniem raportu, podać się do dymisji razem z wszystkim komisarzami. Do najczęściej oskarżanych o korupcję należeli urzędnicy zajmujący się współpracą z Afryką, Ameryką Łacińską ale i Hans van den Broek, odpowiedzialny za współpracę z Europą Wschodnią.
Jak widać korupcja nie zna żadnych granic i pod tym względem już dawno spełniamy wszelkie unijne wymogi. Jedyna różnica dotyczy tego, że tam pod pręgierzem oskarżeń o korupcję i marnotrawstwa publicznych środków, od czasu do czasu ktoś jednak musi podać się do dymisji. U nas prędzej można się spodziewać tego, że w sam środek Pałacu Kultury i Nauki trafi meteoryt niż dobrowolnej dymisji któregoś z rodzimych aferałów. Dla Polski afera korupcyjna w Unii oznacza, ni mniej ni więcej, tylko odsunięcie o następne kilka lat decyzji kiedy i czy w ogóle do Unii przyjmować nowych klientów, gotowych do ssania unijnego szmalu.