Solidaruchy i Ministerstwo Gospodarki systematycznie, co kilka dni ogłaszają, że właśnie uruchomiono osłony socjalne.
Także w ostatnich dniach bijąc się w pierś Szlązak zaklinał się, że pieniądze płyną już z Warszawy i za kilka dni dopłyną na Śląsk. Przygłupie solidaruchy, które są pudłem rezonansowym rządu natychmiast wydały komunikat o uruchomieniu osłon. W swoim organie z 12 marca wykrzyknęli "osłony ruszyły, informując naiwnych, że od początku marca górnicy mogą korzystać z osłon. Żaden górnik, póki co w roku bieżącym, z osłon nie skorzystał. Wiedzą o tym doskonale solidaruchy, a ich nakłanianie ludzi do tego aby zapisywali się na odprawy, wynika z radości jaką im sprawia nabijanie tych ludzi w butelkę. Każdy kto ma skończonych pięć klas niezreformowanej przez solidaruchów szkoły podstawowej rozumie, że osłony są z premedytacją wstrzymywane prze Szlązaka, ponieważ nie ma na nie pieniędzy.
Pod rządami solidaruchów w budżecie państwa nie ma zresztą pieniędzy na nic. Nie ma pieniędzy na podwyżki płac dla nauczycieli i dlatego, choć były one zapisane w budżecie od stycznia minister do spraw likwidacji edukacji w Polsce, przeciąga rozmowy na temat ich wprowadzenia, w taki sposób aby weszły dopiero od kwietnia. Nie ma pieniędzy na trzynastki dla pracowników służby zdrowia i dlatego rząd solidaruchów gra w ping - ponga z kasami chorych o to, kto ma wypłacić trzynastki za rok ubiegły pracownikom służby zdrowia.
Ping-pong trwa, a służba zdrowia trzynastki ma szansę oglądać jak nasz wieprzek "Czesio gwiaździste niebo. Tak samo jest z osłonami. Solidaruchy twierdzą, że już są, a rzeczywistość mówi coś innego. I dla nikogo oprócz solidaruchów nie jest to zaskoczeniem. Według szacunków rządowych wychodzi, że pieniędzy na osłony starczy dla nie więcej niż 10 tysięcy osób. Z tego jednorazówki dostanie może 5 tysięcy. W rzeczywistości pieniędzy na osłony starczy dla około 5 tys. pracowników. Urzędnicy rządowi wcale się z tym nie kryją, że pieniędzy braknie. Wprost przeciwnie twierdzą, że szanse na osłony, mają pracownicy z kopalń całkowicie likwidowanych, a na pozostałych kopalniach jednorazowych odpraw nie będzie albo wcale, albo będą w śladowych ilościach.
Dlatego już na początku roku uprzedzaliśmy, że jeśli osłony ruszą w kwietniu, to do 1 maja się skończą. Tymczasem solidaruchy nakłaniają ludzi do zapisywania się na osłony, wiedząc, że pieniędzy na ich realizację nie będzie. Co zrobią ludzie którzy zapiszą się na osłony, zadłużą, zrezygnują z pracy, a później dowiedzą się, że kasy nie ma i nie wiadomo kiedy będzie. Pewnie będą się wieszać. Powinni wieszać ale tych, którzy ich dziś oszukują. Już teraz w kopalniach likwidowanych, a więc tych z których górnicy powinni w pierwszej kolejności dostawać osłony, wymaga się od nich podpisywania samobójczych oświadczeń o treści :
Oświadczam, że po rozwiązaniu umowy o pracę ... zgadzam się czekać na wypłacenie pieniędzy z chwilą otrzymania dotacji budżetowej przez kopalnię. Chciałoby się powiedzieć "czekaj tatka latka. Każdy kto podpisze takie oświadczenie, zgadza się na to, że pieniądze może dostać za dziesięć lat. Przy okazji powinno się rozdawać górnikom oświadczenie, komu wypłacić odprawę, jeśli oni jej nie dożyją. Tak wyglądają osłony, o których solidaruchy trąbią, że już są i nie ma z nimi problemu.
Inny przykład dotyczy jednej ze spółek węglowych gdzie z limitu 1,7 tysiąca pracowników, którzy mogą liczyć na osłony 1,3 tysiąca przypada na już wypełnione wnioski w jednej z likwidowanych kopalń. W całej spółce wniosków jest kilka razy więcej niż przyznany limit i w dalszym ciągu są zbierane. Po co ? Czyżby solidaruchy i Ministerstwo Gospodarki przewidywali przeprowadzenie loterii. Jeśli tak, to proponujemy fantową. Załóżmy, że zebranych będzie 20 tysięcy wniosków na jednorazówki, co czwarty wylosuje odprawę, a pozostałych piętnaście tysięcy po lizaku, kopa w tyłek i za bramę. Restrukturyzacja a`la "Solidarność.
Inny sposób wymyślił solidaruch Boroń z Kazimierza Juliusza. Ten postanowił pohandlować ludźmi co w "Solidarności jest praktyką stałą. Za każdego przyjętego z kopalni likwidowanej chce wytargować od ministerstwa dwie odprawy. Boroń ma gdzieś to, że jego kochana, solidarnościowa władza ma zamiar zlikwidować całkowicie prawie 20 kopalń i skoro w kopalni Kazimierz Juliusz ma być dwa razy więcej odpraw to gdzieś indziej pieniędzy zabraknie. Ale Boroń się tym nie przejmuje powtarza za swoim chlebodawcą Karbownikiem, że " w roku bieżącym bez względu na fakt czy kopalnia jest w stanie likwidacji czy nie będą w pełni realizowane odejścia bezwarunkowe.
Solidaruchy jeśli chcą koniecznie kogoś wzorem rampowego w Oświęcimiu wpychać na ruszt krematoryjnego pieca, to niech zaczną od siebie. Boroń jeśli tak bardzo podoba mu się program likwidacji górnictwa, niech pierwszy zgłosi się do odejścia z kopalni. Jak poczeka kilka miesięcy na pieniądze, a później przysolą mu podatek to przestanie bredzić, że Polska rzeczywistość, pod rządami jego kumpli solidaruchów nie jest tragiczna. Może nie jest dla kumpla Boronia, Karbownika, który na likwidacji górnictwa nieźle zarabia, dla jego kolesi solidaruchów, którzy znaleźli ciepłe posadki w PARG-u i spółkach węglowych.
Dla górników, którym "Solidarność zgotowała program likwidacji kopalń, zamrożenia płac i przymuszanie do odejść, a których już wkrótce spotka następne dobrodziejstwo w postaci emerytur po(d)mostowych, rzeczywistość jest nieco inna. Boroń należy jednak do tej samej kasty bezmyślnych solidaruchów, która reprezentuje stowarzyszenie reklamujących pastę do zębów na czele której stoi Buzek i Krzaklewski. Dla nich wszystkich jest wyłącznie kwestią marketingu.