Gdzieś koło 20 lutego tego roku zadzwonił do mnie dziennikarz jednej z regionalnych gazet śląskich"> STRUKTURA MANIPULACJI
Kurier Związkowy
Numer 53  1999-09-03
KZ
TYGODNIK SPOŁECZNY KOMISJI KRAJOWEJ WZZ SIERPNIEŃ 80
czyli jak to się robi w tygodniku "Polityka"
STRUKTURA MANIPULACJI

Bretton Woods i tygodnik "Polityka"

Gdzieś koło 20 lutego tego roku zadzwonił do mnie dziennikarz jednej z regionalnych gazet śląskich. Zapytał mnie czy to prawda, że uczestniczyłem w zorganizowanej przez Instytut Schillera z Waszyngtonu konferencji w Bretton Woods. Cierpliwie wyjaśniłem mu, iż byłoby to nawet fizycznie niemożliwe, jako że urodziłem się dobre kilka lat po 1944 roku. A prawdą jest tylko to, że jako jeden z czterech posłów na Sejm II Kadencji miałem odwagę podpisać w 1996 roku "Pilny apel do Prezydenta Clintona o zwołanie nowej konferencji w Bretton Woods", w którym kilkuset polityków z różnych krajów ostrzegało przed nadciągającym światowym krachem finansowym. Inicjatorem tego apelu był właśnie Instytut Schillera z Waszyngtonu. Dodałem też, że skoordynowane w czasie i w przestrzeni prasowej "zainteresowanie" Instytutem Schillera w Polsce wskazuje na możliwy udział w tym "przedsięwzięciu" służb specjalnych, choć nie wiem, czy polskich. Jako żywo przypomina bowiem prasową nagonkę na premiera Waldemara Pawlaka. Nieco zaskoczony mój rozmówca odpowiedział, że jego zainteresowanie "Schillerem" powstało pod wpływem artykułów w tygodniku "Polityka". Ponieważ nie czytuję "Polityki" dla i z zasady od 1975 roku, postanowiłem tym razem dowiedzieć się u źródła, cóż takiego interesującego pisze o Instytucie Schillera, iż wzbudza zainteresowanie regionalnych mediów.

I tak trafiłem na artykuł Wojciecha Markiewicza "Stawka na Leppera" ("Polityka", 20-02-1999 r.). Jego główna teza brzmiała: "W "Polityce" nr 6 informowaliśmy, że Andrzej Lepper" jest wspierany - co najmniej ideowo - przez Instytut Schillera. Organizacja ta jest obecna w Polsce nie od dziś i szuka przyczółków na wielu frontach. Jej patron, Lyndon H. LaRouche ma korzenie marksistowskie i trockistowskie. Dziś jego idee znajdują posłuch u tych, którzy - tak jak on - uważają ,że fortecą przeciwko globalnemu rządowi spekulantów jest narodowe państwo oparte na prawie naturalnym".

Postanowiłem tedy przyjrzeć się bliżej technikom i metodom dowodzenia powyższej tezy.

Wiązanie insynuacjami.

Sam artykuł ma dwie strony "rozkładówki" z kompozycją czterech wizerunków: łba świni nabitego na kij z ceną 1,80 zł na otwarcie pierwszej strony, oraz zdjęciami logo Instytutu Schillera i niewielką podobizną Helgi Zepp - LaRouche (żony Lyndona H. LaRouche). Formalnie ma to ilustrować związek "Samoobrony" i Andrzeja Leppera z Instytutem. Faktycznie ma wywołać działające na podświadomość negatywne skojarzenia estetyczne z Instytutem i jego liderami.

W dowodzeniu tezy o związku między działaniami "Samoobrony" i Instytutu Schillera posłużono się grą insynuacji. Najpierw mamy przypuszczenie Jana Marii Rokity, że "Samoobrona może być finansowana z funduszy zagranicznych". Potem mamy rozwinięcie domniemania, iż Lepper nie może sam z siebie robić tego co robi. Nie może, ponieważ sam twierdzi, iż to Goebbels "ustawiał Hitlera". "Kto w takim razie ustawia Leppera? Skąd ma tą wiedzę" pyta autor. I zaraz kolejną insynuacją sam odpowiada sobie w postaci pytania - "Czy szefa "Samoobrony" finansuje prorosyjski Instytut Schillera?" Związków merytorycznych tu co prawda brak, ale ta gra wielorakich insynuacji tworzyć może przekonanie, iż co prawda poszczególne wiązania są absurdalne lecz przy takiej ich ilości i zapętleniu coś w tym może jest.

W mniej skomplikowany sposób dowodzona jest teza o prorosyjskości LaRoucheŤa - "Można odnieść wrażenie - twierdzili informatorzy "Polityki" - że Instytut Schillera to agentura moskiewskich kół, które nie chcą wejścia Polski, Czech i Węgier do NATO i Unii. Tym bardziej, że szef amerykańskiej partii matki dla Instytutu Schillera Lyndon H. LaRouche, przyjeżdżał do Polski zawsze z Rosji". Tajemniczy "informatorzy Polityki" nie informują przy tym o faktach, tylko o dziwo o swoich "wrażeniach", które jeszcze na dodatek nie tyle oni sami odnoszą, tylko tak w ogóle "można odnieść". Dlaczego? tego już nie mówią, a jakby na dodatek ("zwłaszcza") podają fakt, iż do Polski Lyndon H. LaRouche przyjeżdżał z Rosji (kiedyś agenturalności Tymińskiego dowodzono na podstawie tego, że miał międzylądowanie samolotu w Trypolisie w Libii). Ale nawet tu następują przekłamania, gdyż LaRouche był w Polsce z tego co wiem tylko raz. Autor zaś celowo używa słowa "zawsze", chcąc stworzyć wrażenie jakiejś stałej praktyki lot…ów samolotem, z których coś wynika.

Manipulacja znaczeniem słów.

Zasadniczą techniką tworzenia struktury dezinformacji jest manipulowanie słowami i ich sensem. I tak w sugerowaniu, iż pieniądze "Samoobrony" pochodzą z Instytutu Schillera, manipulowanie słowami tworzy wrażenie dowodu na to, iż A. Lepper był szkolony w siedzibie Instytutu Schillera w Wiesbaden. Powołując się na anonimowych znowu współpracowników (acz nie wiadomo czy "Polityki", czy Leppera), autor stwierdza, że "Lepper gościł w jego (Instytutu Schillera- przypis W. B.) siedzibie na czymś w rodzaju szkolenia". To "coś w rodzaju szkolenia" podlega następnie dość prostackim manipulacjom. Lepper przeczy, że był na ich szkoleniach. A przedstawiciel Instytutu Schillera potwierdza, że Lepper był na ich seminarium. Nikt co prawda Leppera nie pytał o seminarium tylko o szkolenie, ale pozwala to autorowi zadać retoryczne pytanie, dlaczego szef "Samoobrony", "który pilnie studiował Goebbelsa, obawia się przyznać do uczestnictwa w seminarium zorganizowanym przez Instytut Schillera?" Można więc powiedzieć, że jest to pytanie nie tyle retoryczne, ile goebbelsowskie.

Jedną z kluczowych tez mających skompromitować samego LaRoucheŤa ma być teza o jego marksistowskim rodowodzie. Autor podaje, iż LaRouche "był pod urokiem marksizmu i w latach 1949-1966 członkiem trockistowskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej, w której chciał być wodzem, więc go usunięto". Dokonuje przy tym zamiany znaczeń, gdyż najpierw sam określa tę partię jako trockistowską, nie podając tego powodów, a potem już używa tego określenia jako nazwy własnej tej partii. Autor każe nam w tym wszystkim wierzyć na słowo. Przemilcz zaś skrzętnie fakt współpracy LaRoucheŤa z administracją rządu Ronalda Reagana nad SDI, czyli "programem wojen gwiezdnych". Uniemożliwiałoby to bowiem przeprowadzenie ukrytego wiązania jego przynależności partyjnej z byciem "agenturą moskiewskich kół". "Urok marksizmu" jest bowiem potrzebny do wzmocnienia tezy "prorosyjskości" LaRoucheŤa.

A poza wszystkim, czyż domniemany zarzut o bycie pod urokiem marksizmu do 1966 roku, nie brzmi na łamach tygodnika "Polityka" jakby nieco śmiesznie?

Insynuacje wspierane prawdą

Stale stosowaną w artykule techniką jest nieustanne mieszanie insynuacji i pomówień z rzeczywistymi faktami i zdarzeniami. Uwiarygodnia to insynuacje i tworzy ogólne wrażenie zasypywania czytelnika faktami. Wskazówką szukania insynuacji jest anonimowość źródeł informacji. I tak czytamy, iż "Wysłannicy Instytutu - wspomina etatowa pracownica Komisji Krajowej "Solidarności" - przychodzili albo przesyłali do KK zaproszenia na bardzo atrakcyjne imprezy, zwane seminariami, wyjazdy do Brazylii, na egzotyczne wyspy, z hotelami klasy Ritz i bardzo wysokimi dietami do 4 tys. dolarów". Aż się prosi o zacytowanie takiego "zaproszenia". Gdyby oczywiście było.

W 1997 roku otrzymałem zaproszenie na seminarium Instytutu Schillera do Wiesbaden w sprawie krachu finansowego w Azji. Nie pojechałem tylko dlatego, że koszt tej trzydniowej imprezy wraz z podróżą, czyli kilkanaście milionów starych złotych przekraczał ówczesne możliwości mojej kieszeni. Każdy tam bowiem, jak to bywa w cywilizowanym świecie, płacił za siebie.

Tradycyjnie już, jak na tego typu tekst przystało, pojawia się zarzut antysemityzmu. A ponieważ pewnie był duży kłopot aby coś wymyślić, argumentem jest to, iż jedno z kilkunastu pism związanych (?) z LaRouchem "miało wyraźnie zabarwienie antysemickie". Na wzmocnienie tego autor zarzuca nas dodatkowymi faktami typu - "Inne pismo (,,The Compaigner") propagowało "ruch na rzecz ratowania naszych dzieci od diabelskich narkotyków, pornografii i muzyki rockowej". "Fusion" - poświęcone było rozwojowi pokojowego wykorzystywania energii atomowej. W ten sposób tworzony jest w oparciu o rzeczywiste fakty kontekst, który sugeruje, że istnieje jakieś specjalne pismo, które zajmuje się programowym propagowaniem antysemityzmu. Acz jego tytułu autor w tym wypadku nie podaje.

Agenturalność i pieniądze

Tak jak A. Lepper nie może działać sam i za własne pieniądze, lecz musi za nim ktoś stać i go finansować, oczywiście z zagranicy i pewnie jakaś agentura, tak i LaRouche, i Instytut Schillera nie może działać samodzielnie i za własne pieniądze. Ten stary jak świat i polityka chwyt, dzięki któremu kiedyś wysyłano na szubienicę lub pod ścianę, dziś służy do wykonywania wyroków śmierci cywilnej i politycznej.

Techniką w tym przypadku stosowaną jest nieustanne przeplatanie tym wątkiem innych wynurzeń. Przy czym konstrukcja agenturalności i obcych pieniędzy jest piętrowa. Za Lepperem i innymi, "którzy - tak jak on (LaRouche - przyp. W. B.) uważają, że fortecą przeciwko globalnemu rządowi spekulantów jest państwo narodowe oparte na prawie naturalnym", stoi obca agentura i obce pieniądze, czyli Instytut Schillera i LaRouche. Ale i za Instytutem Schillera oraz LaRouche`em stoi agentura i obce pieniądze. Autor wprost używa określenia "agentura moskiewskich kół" i "prorosyjski Instytut Schillera", przy czym jedynym argumentem jest to, iż LaRouche przyjechał raz do Polski z USA podobno przez Rosję. Przy braku możliwości insynuacji co do agenturalności Instytutu Schillera, główny nacisk idzie na pieniądze. Metoda polega na tworzeniu wyobrażenia o wielkich pieniądzach jakie są do dyspozycji Instytutu Schillera, jak choćby sławetne wyjazdy do Brazylii z hotelami klasy Ritz, czy pojawianiu się działających na wyobraźnię kwot kilku milionów dolarów rocznie, które ponoć ma Instytut Schillera wydawać tylko na swe kilkanaście gazet i pisemek "często rozdawanych za darmo".

Po stworzeniu wyobrażenia wielkich pieniędzy, metodą następną jest tworzenie wrażenia braku jakichkolwiek możliwości własnego ich zdobycia. I wniosek musi nasunąć się sam. Ktoś finansuje Instytut Schillera z zewnątrz.

Główny nacisk idzie jednak na stworzenie wyobrażenia Instytutu Schillera jako agentury samej w sobie, która wdziera się również do Polski. W tym celu autor tworzy konstrukcję nazwaną "Siecią LaRouche`a", którą wybija kolorem i czcionką ze swego tekstu. Na "sieć" składa się LaRouche, jego żona Helga, nieistniejący z tego, co wiem syn Ekkehard, oraz wszystko, co żyje i współpracuje lub utrzymuje stałe kontakty z Instytutem Schillera, a więc fundacje, wydawnictwa, stowarzyszenia, redakcje. Autor naliczył tego w USA i Niemczech 12 sztuk. Mamy tam zarówno wydawcę tygodnika "EIR", który "co wytropi, przekazuje FBI, CIA, policji", jak i komitet, który "infiltruje demokratów", czy wreszcie nieistniejącego syna Ekkeharda, redagującego pismo, które jest "bliskie EAP, której celem jest oderwanie Europy od USA". Co to jest owe EAP, autor nie podaje, ale silne wrażenie działalności agenturalnej pozostaje.

Tworzone jest przy tym wyobrażenie światowej siatki, dzięki stwierdzeniu, że "Podobne struktury do niemieckiej tworzone są na Dalekim Wschodzie, w Rosji, na Ukrainie, w Czechach, na Węgrzech, od 1996 r. - w Polsce". Należałoby teraz wreszcie spodziewać się konkretów i zalewu faktów, gdyż autor żyje w Polsce. I pokaże nam wreszcie "polską sieć LaRouche`a". Niestety, skazuje nas na domysły. I właśnie o to mu chodzi.

Cele pozorowane i ukryte.

Właśnie o to chodzi, gdyż wynika to z ukrywanego celu artykułu. Celem faktycznym nie jest atak na Leppera i "Samoobronę" poprzez insynuacje o jego programowaniu i finansowaniu przez Instytut Schillera. Sympatycy A. Leppera nie tylko, że nie czytają "Polityki", ale podejrzewam, że - najdelikatniej mówiąc - niezbyt sobie cenią jej zdanie. Natomiast oskarżanie A. Leppera i "Samoobrony" o agenturalne związki polityczne i finansowe ma być ostrzeżeniem dla tych, do których ten i podobnego typu artykuły są kierowane. Chodzi o tą część polskiej inteligencji, która odrzuca kompradorski i wasalny system polskiej polityki gospodarczej i występuje w obronie suwerenności gospodarczej i politycznej Polski.

Jest to niezbyt jeszcze liczna, acz zdolna do suwerennego myślenia część inteligencji twórczej, która nigdy nie znajdzie wspólnego języka z kręgami George a Sorosa i Fundacji Batorego, a która zaczyna od paru lat znajdować wspólny język z ludźmi z kręgu Instytutu Schillera.

Autor wymienia ukrywany cel ataku wprost, acz nie ujawnia, że jest to cel, pisząc: "iż w ostatnich latach w Polsce znajdował on (Instytut Schillera - przyp. W. B.) partnerów w Akademii Teologii Katolickiej, Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, na Uniwersytecie Jagiellońskim, w PAN, wśród Solidarności 80 (oczywista pomyłka- chodziło o WZZ "Sierpień 80" - przyp. red.), w Polskim Związku Katolicko - Społecznym". Ta część inteligencji znajduje wspólny język z Instytutem Schillera i jego tezami, głoszonymi od początku lat 90- tych o zagrożeniach światowej i narodowych gospodarek globalnym krachem finansowym, dzięki spekulacyjnej kreacji pieniądza przez oligarchię finansową typu George Soros. A że krach objął już ponad jedną trzecią światowej gospodarki i zagraża bezpośrednio Polsce, to nie jest to już dyskusja czysto intelektualna. Podobnie jak sprawa głębokiej ingerencji, a wręcz dyktatu Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego w sprawy polskiej polityki gospodarczej.

I aby uciąć taką dyskusję i przestraszyć oskarżeniami o agenturalność Instytutu Schillera wymienione celowo z nazwy kręgi inteligenckie, potrzebny był ten artykuł. I przyznam, że od czasów stanu wojennego nic bardziej parszywego nie czytałem.

*** Wojciech Błasiak jest ekonomistą i socjologiem, doktorem nauk humanistycznych, prezesem Stowarzyszenia Polskiej Myśli Strategicznej w Katowicach. W latach 1993 - 1997 był posłem na Sejm Polskiego Związku Zachodniego z listy KPN. Był współorganizatorem seminariów i spotkań z udziałem Instytutu Schillera, a w 1995 roku na jego zaproszenie przebywała w Sejmie z odczytem Helga Zepp - LaRouche.

Wojciech Błasiak

Ponadto w numerze


ŚWINIA O IMIENIU CZESIO

STRUKTURA MANIPULACJI

Kutnowski protest

Porozumienie

Przepustka do zwolnień

Cyrk polski: Buzkowi gra

Niszczenie firmy trwa

Afero - solidarność

Zespół na rzecz racji stanu

Spory o socjalny
Cała gazeta w formacie pdf.

Bezpłatna gazeta informacyjna Komisji Krajowej
Wolnego Związku Zawodowego ,,Sierpień 80" - Konfederacja.
Nakład: 50 tysięcy egzemplarzy
Adres redakcji: 40-009 Katowice, ul Warszawska 19, tel (0-32) 253-70-99, fax (0-32) 206-84-30

up
Polecamy strony: Trybuna Robotnicza, Polska Partia Pracy, KPiORP
(c) 2000-2001 Biuro KK WZZ Sierpień 80. All Rights Reserved!