Komu potrzebny jest Balcerowicz?
Niezorientowani sądzą naiwnie, że proces tworzenia obecnie rządzącej koalicji AWS UW był dziełem przypadku, a wynik wyborów parlamentarnych zmusił zwycięską Solidarność do sojuszu z balcerowiczowską Unią!
Może jest w tym "gram prawdy", że najłatwiejszą koalicją dla Solidarności była ta z "uwolami". Były możliwe inne (np. postulowana przez A.Słomkę koalicja z PSL-em) ale wymagały one nie tylko głębokich kompromisów programowych (bo przecież nie personalnych) ale należało by odrzucić nachalną retorykę "etośniaków" o tym, że mogą współpracować jedynie ze swoimi. Ze swoimi nawet wówczas gdy są oni spod ciemnej gwiazdy! Solidarność nie musiała zawierać koalicji większościowej z UW! Ona tej koalicji chciała!
AWS po wygranych wyborach chciała, a praktyka ich rządów dowiodła tego już niezbicie, realizować swoje zobowiązania jakie zaciągnęła wcześniej względem USA i niektórych krajów Unii Europejskiej! Krzaklewski ubiegając się o wygranie wyborów parlamentarnych w 1997 roku, wcześniej zabiegał u eurobiurokratów i Jankesów o uzyskanie ich politycznego przyzwolenie, a być może nawet poparcia dla restytucji Solidarności u władzy. Wiadomo, wielcy tego świata mają swoje interesy, a Maniek nie lubi iść im wbrew! Do głównych zobowiązań jakie "Solidarność" musiała poczynić należy oczywiście forsowanie prywatyzacji kapitałowej, czy też trwałe podcięcie branż i przemysłów, które mogą jeszcze stanowić realne zagrożenie swą konkurencyjnością dla światowych potentatów. To te zobowiązania sprawiły, że górnictwo ma być likwidowane na niespotykaną skalę, hutnictwo musi ograniczyć swą produkcję zwalniając 40 tysięcy pracowników, z czego zaledwie 1400 może otrzyma osłony, a rolnictwo ma dążyć do maksymalnego ograniczenia swej produkcji. Na ołtarzu tych zobowiązań została też złożona "Stocznia Gdańska" - kolebka, z której wespół z Mańkiem "wykołysano" solidarnościowego, przygłupiego bachora. Reforma administracyjna kraju też niczemu innemu nie służyła jak tylko przygotowaniu jego struktury do odpowiednio sprawnego landyzowania i wchłaniania przez Niemców.
PSL jako sojusznik w tworzeniu Rządu Buzka nie wchodził więc w rachubę, ponieważ trudno było wymagać od tej partii np. firmowania polityki antychłopskiej, która zaowocowała ostatnimi protestami pod wodzą Andrzeja Leppera. Idealnym kandydatem był oczywiście Balcerowicz, o którym od dawna Naród, a szczególnie jego pracownicza część, miał wyrobione już zdanie.
Łatwiej było Krzaklewskiemu przekonać AWS-owską szarą piechotę, zarzuciwszy swe wcześniejsze, niepochlebne opinie, by "pokochała" Balcerowicza, niż przekonywać zagranicznych mocodawców do zmiany ich oczekiwań na temat "rozkwitu" naszej gospodarki. Krzaklewski wolał więc wypiąć się na swój elektorat (potrzebny mu będzie dopiero przy wyborach Prezydenckich w 2000 roku) niż zadzierać z międzynarodowymi koncernami lub urzędnikami Unii Europejskiej (co na jedno wychodzi). Krzaklewski musiał się liczyć także z opiniami krajowych "magnatów" przemysłu i giełdy, a ci doskonale wiedzą gdzie leżą ich interesy!
Aby "Solidarność" mogła rządzić, potrzebowała zgody sił politycznych i gospodarczych w świecie, które nie przywykły do inwestowania w próżno! Pewnym symbolem tych uwikłań jest fakt powszechnego dotowania "Solidarności" np. przez fundusz PHARE.
By rządzić, Maniek potrzebował również kogoś kto wykona za niego czarną robotę! Takim piorunochronem kumulującym na sobie niezadowolenie społeczne jest dla Krzaklewskiego oczywiście wicepremier Balcerowicz. Znienawidzony przez środowiska pracownicze, rolników i bezrobotnych posiada osadzenie w części zamożnego społeczeństwa, no i może egzaltowanych niewiast, dla których liczy się bardziej wygląd niż intencje!
Balcerowicz jest zatem użyteczniejszym dla Krzaklewskiego, niż jakikolwiek inny polityk. Monetarysta z przekonań lub międzynarodowego nadania! No może tylko Belka z Borowskim potrafili by robić to samo co Balcerowicz, ale ponieważ swoim "politycznym warsztatem" o kilka klas wyprzedzają Balcera, nie mogli uzyskać akceptacji Mańka. Ich polityczna przeszłość wbrew potocznym opiniom, przeszkodą nie jest, gdyż zaaprobowano w tym rządzie takich "prawilnych" komuchów jak Morawski czy Geremek. Pewnie też nie zgodzili by się uczestniczyć w tak groteskowym rządzie, w którym Premier ma mniej do powiedzenia niż sekretarka PRZEWODNICZĄCEGO.
Balcerowicz był więc dla Mańka od samego początku, kandydatem idealnym. Obecne protesty rolników pokazały jednak, że nie do końca da się obciążyć odpowiedzialnością Balcerowicza, bo "wkład" solidarnościowych ministrów jest porównywalny. Ostatnie notowania popularności polityków i rządu wskazują jednoznacznie, że Balcerowicz nie spełnia powierzonej mu przez Mańka funkcji 100 % odgromnika. Pomimo jednak tej oczywistej konstatacji Krzaklewski nie chce się jeszcze pozbywać Balcerowicza. Wniosek Klubu Parlamentarnego PSL-u, poparty nie tylko przez część posłów SLD ale także przez Ruch Odbudowy Polski, Krzaklewski jednoznacznie krytykuje stwierdzając, że jest to akcja polityczna ( jakby wniosek o odwołanie wicepremiera mógł być kiedykolwiek akcja "nie polityczną") i deklaruje, że posłowie AWS będą głosować w obronie Balcera!
Heroiczne stawanie w obronie ministra finansów demaskuje Krzaklewskiego w oczach jego związkowej gawiedzi, ale z tą może się przecież kompletnie nie liczyć! Pozostanie mu więc gratka by wyrzucić Balcerowicza dopiero przed kampaniom prezydencką, zresztą akt ten będzie stanowił jej istotny element!
Cały ten mańkowy scenariusz mogą jednak diabli wziąć gdyby się okazało, że w szeregach samego AWS-u znajdą się tacy, którzy za nic mają prezydencką grę Krzaklewskiego i poprą wniosek PSL-u. Szkopuł byłby niebywały: kto będzie realizował zagraniczne zobowiązania Krzaklewskiego i jego solidaruchów gdy zabraknie Balcerowicza? Przecież Buzek jest od telewizyjnych reklam, w których tak udanie daje głosowy, sugestywny podkład!
Daniel Podrzycki Bogusław Ziętek