Ciemne interesy pyskatego ministra
Był w rządzie AWS-UW Minister Transportu Eugeniusz Morawski. Z racji tego, że wygadany, nazywany pyskatym lub z racji tego, że w przeszłości był komuchem, nazwano go ,,czerwonym ministrem".
Jak to jest w zwyczaju ,,wybitnie prawicowego" Krzaklewskiego, gdy formowano koalicję rządzącą AWS-UW po wygranych wyborach 1997 roku, na ministra transportu - wiadomo, ważna fucha - wziął sobie Maniek najbardziej zaufanego, takiego, który interesu z autostradami dopilnuje, czerwonego ministra.
Gienek Morawski to wypróbowany komuch, który już niejedno świństwo w życiu robił, nie jednego zdradził, nie na jednego doniósł, nie jednego oszukał! W sam raz kompanion dla Mańka. W rządzie Suchockiej robił za sekretarza stanu pod Markiem Polem, wówczas ministrem likwidowanego I Balcerowiczem przemysłu. Jak upadał rząd Suchockiej przyglebił i Morawski.
Krzywdy jednak z tego upadku nie odniósł wielkiej, gdyż jak przystało na starego asekuranta, miał pod ręką spółeczkę, dzięki której czas chudoby idzie przetrwać. Wiadomo, odstawienie od rządowego koryta boli, a Morawski cierpieć nie lubi. Znacznie bardzie woli, gdy w wyniku jego aktywności cierpią inni. Jego firma Mikama z siedzibą w Sosnowcu od lat jest znana z wysysania wielu okolicznych przedsiębiorstw. Robi swoje ,,cudne interesy" nie tylko z Hutą Katowice, ale także ze spółkami węglowymi. Jedną z nich jest Rudzka Spółka Węglowa. Do ostatnich dobrych interesów, jakie realizowała Mikama należy porozumienie zawarte w dniu 30 XI 98, w oparciu o które kopalnie Rudzkiej Spółki Węglowej wystawiły faktury, zobowiązujące RSW do odprowadzenia podatku vat w wysokości 17,6 mld starych złotych. Sprzedaż została zaksięgowana, węgiel dostarczony, ale pieniędzy spółka na razie nie dostała. Łączna wartość sprzedaży (80 miliardów starych złotych) jako nieściągnięta należność pozostała nadal do zapłacenia przez Mikamę, która kwotę odjęła od swojego podatku vat, należnego urzędowi skarbowemu.
Mikama jest dealerem Rudzkiej Spółki Węglowej, korzystającym z upustów cen, a także z 30-dniowego terminu zapłaty za odbierany węgiel. Zwyczajem Rudzkiej Spółki Węglowej jest udzielenie 3% upustu firmom, które odbierając węgiel, płacą gotówką. Tymczasem firma Morawskiego korzysta aż z dwóch form upustu, wpierw dwu-procentowego a następnie jako dodatkowy, nie wiadomo z jakiego tytułu prezent, ma kolejny upust, tym razem 7%.
Na każdych stu miliardach starych złotych Mikama uzyskuje 9 miliardów zysku. A wszystko dzięki temu, że Morawski był kiedyś ministrem. Za jego interesy z Rudzką Spółką Węglową płacą oczywiście kopalnie, które wymienione są w dokumencie obok.
Morawski w Rudzkiej Spółce Węglowej nie jest bynajmniej prekursorem. Obecny wiceminister gospodarki Jan Szlązak, gdy był prezesem Rudzkiej Spółki Węglowej, w 1993 roku wprowadził rewelacyjną innowację. Sprzedawał węgiel różnym zaprzyjaźnionym spółkom w ten przemyślny sposób, że data sprzedaży była z okresu letnich cen węgla (czyli od czerwca do sierpnia), a węgiel był odbierany w sezonie zimowym (czyli gdy cena węgla była wyższa).
Morawski został w 1997 roku Ministrem Transportu, tylko dzięki temu, że Solidarność (ponoć związek zawodowy) wygrała wybory. Gdy w wyniku strajku kolejarzy Minister Morawski składał rezygnację z zajmowanego stanowiska publicznie oświadczał, że: nie będą związki zawodowe mu rządzić! W publicznych wystąpieniach oskarżał związki zawodowe, że się szarogęszą i wtrącają do polityki. Chodziło mu oczywiście o związki zawodowe, działające na kolei. Solidarność, która go z lodówki wyjęła i na ministerialny fotel posadziła, nie była przedmiotem krytyki, gdyż ta najwyraźniej według Morawskiego do polityki się nie miesza i się nie szarogęsi.
Morawski po raz kolejny udowodnił, że wypnie się na każdego, a należy do takiego rodzaju topielców, których bezpiecznie jest gdy toną, odepchnąć bosakiem od burty, niż podawać mu rękę, bo nie dość, że rękę ugryzie, to i zegarek ściągnie.