Doić kapitalistę lub być dojonym oto w strefie jest pytanie?
Katowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna miała tworzyć miejsca pracy. Tworzy je - inaczej.
W podstrefie tyskiej na przykład w taki sposób, że oto likwiduje się spółkę na przykład w nie odległym Chełmku. Maszyny, kontrakty i pracowników przenosi się do podstrefy tyskiej. Pracownicy przyjmowani są na nowych warunkach - gorszych, maszyny przechodzą przez pośredników, to że umowy z kooperantami i skład udziałowców oraz władz jest dokładnie taki sam, przestępstwem nie jest.
W Chełmku wyparowała firma, która zatrudniała kilkaset osób, na terenach strefy pojawiła się nowa - ta sama spółka - zatrudniająca z grubsza tych samych pracowników na gorszych warunkach.
Dwieście miejsc pracy zlikwidowanych w jednym miejscu, ujawnia się w innym. Niby nic - w przyrodzie nic nie ginie. Owszem ginie i to sporo. Giną pieniądze skarbu państwa gdyż firmy, które powstają w SSE powstają tam głównie z tego powodu, że uzyskują różnego typu zwolnienia podatkowe.
W odpowiedzi do WZZ "Sierpień 80 z Ministerstwa Gospodarki Jerzy Eysymontt pisze, że "likwidowanie już istniejących miejsc pracy i przenoszenie działalności do stref jest niepożądane i zadaniem spółek zarządzających strefami jest przeciwdziałanie takim zjawiskom. Minister swoje, a urzędnicy w strefach swoje. Dokładnie bowiem z takim, encyklopedycznym przykładem patologii, mamy do czynienia w przypadku spółek Lear` a i jego klonów.
Albo więc minister jest mniej ważny, niż podlegli mu urzędnicy albo ma niedowidzących urzędników. Zarząd Strefy, bowiem nie tylko nie "przeciwdziała takim zjawiskom jak chciałby tego minister, ale nawet w ogóle ich nie zauważa. Stare polskie przysłowie mówi o tym, że "jak się chce uderzyć psa to kij sam się znajdzie.
Prezesi spółek działających w strefie przysłowie to znają i chętnie stosują. Pretekstem do zwolnień, jest wszystko od powodzi w Chinach zaczynając na dekoniunkturze światowej na rynku motoryzacyjnym kończąc. Jak twierdzi Jerzy Nowakowski reprezentujący Lear`a podczas spotknia w Strefie, zwolnienia są spowodowane ograniczeniem produkcji dla Volvo, Fiata i Saaba. Związkowcy jednak twierdzą, że to tylko pretekst, a rzeczywistym powodem zwolnień, jest maksymalizacja zysków i zejście z kosztów poprzez proste oszczędzanie na ludziach.
Dlatego zwolnienia, za którymi wcale nie następuje ograniczenie produkcji, w stopniu uzasadniającym ich rozmiary. Wprost przeciwnie według związkowców z WZZ "Sierpień 80 po zwolnieniach pozostała mniejsza liczba pracowników i tak będzie musiała zagwarantować produkcję na poziomie z okresu przed zwolnieniami. Pracownicy są szykanowani, zastraszani, zmuszani do pracy w soboty i niedziele, lub w godzinach nadliczbowych, bez dodatkowej za to gratyfikacji.
Zwolnienia pozwalają pracodawcy na przyjmowanie zwiększonych norm, które są podnoszone o 20 - 30%, a przy okazji płace są obniżane. W tych okolicznościach sugestia wiceprezesa KSSE Andrzeja Paska, który powiedział o tym, że trzeba "doić kapitalistę, ale nie tak, żeby go zarżnąć, skierowana do związkowców jest absolutnie nie trafiona. Owszem dojeni i to bez jakiejkolwiek litości w strefie są pracownicy, przez tegoż właśnie "kapitalistę, o dobre samopoczucie i kondycję którego zarząd strefy tak troskliwie zabiega.
Choć rezultaty spotkania nie usatysfakcjonowały w pełni przedstawicieli WZZ "Sierpień 80 pewne efekty jednak zostały osiągnięte. Po pierwsze, Lear ponownie przeanalizuje konieczność zwolnienia aż 200 pracowników i rozważy możliwość zapewnienia im innego zatrudnienia. Po drugie kierownictwo KSSE podejmie interwencję szukając inwestora i zatrudnienia dla tych, których miałyby objąć zwolnienia. Po trzecie zaś Ministerstwo Gospodarki zbada zarzuty stawiane przez nasz Związek.
Następne spotkanie w tej sprawie zostało na wniosek Związku uzgodnione na 26 lutego. WZZ "Sierpień 80 dołoży starań aby składane deklaracje nie zamieniły się w puste obietnice bez pokrycia. Tym bardziej, że w zupełności zgadzamy się z opinią przedstawiciela Ministerstwa Gospodarki, który skonstatował iż to co dzieje się w Learze daje argumenty przeciwnikom specjalnych stref ekonomicznych, które albo zgodnie ze składanymi publicznie deklaracjami mają służyć tworzeniu nowych miejsc pracy, albo są nikomu nie potrzebnymi strefami korupcji. Wtedy jedyny sens ich istnienia sprowadza się do wyłudzania zwolnień podatkowych i zamiast statusu specjalnych stref ekonomicznych, to co się w nich dzieje bardziej pasuje do określenia specjalnego obozu pracy, gdzie prawa i interesy pracownicze są dla pracodawcy niczym.
Z kronikarskiego obowiązku odnotowujemy również, że w spotkaniu uczestniczył wiceprezydent miasta Tychy, który niewiele miał do powiedzenia i nic do zaproponowania. Rozumiemy jednak samorządowców, którzy obecnie mają na głowie ważniejsze sprawy w rodzaju ustalania sobie pensji i diet. Dlatego nie mają czasu na inne sprawy.
Logicznym jest też zachowanie prezydenta miasta, który dopiero niedawno zaczął kadencję i dlatego nie bardzo martwi się o elektorat. Nie ma on nie tylko zamiaru fatygować się obecnością na spotkaniu ale nawet nie zawraca sobie głowy odpowiedzią na kierowane do niego pisma. Ale trudno się temu dziwić w końcu jest z AWS i to go usprawiedliwia.
Franciszek Gierot Wiesław Zioła