Prokuratura Krajowa podjęła decyzję o przekazaniu do Lublina sprawy związanej z kradzieżą pieniędzy w Zarządzie Regionu NSZZ "Solidarność.
Przypomnijmy, że ze związkowej kasy zginęło co najmniej 5 miliardów złotych. Przewodniczącym Regionu był w tym czasie, obecny wojewoda Marek Kempski. Nad związkową kasą z ramienia Komisji Rewizyjnej czuwał też, obecny przewodniczący Regionu Wacław Marszewski. Mimo to, pieniądze z kasy znikły, a to, co w "Solidarności miało miejsce określono stwierdzeniem, że mamy do czynienia "z prymitywną kradzieżą publicznych pieniędzy. Najpierw Kempski zwlekał z powiadomieniem o przestępstwie organów ścigania oświadczając, że robił tak ze względów politycznych. Później Krzaklewski aferę w Zarządzie Regionu nazwał: spiskiem komunistycznych służb specjalnych. Śledztwo trwa już prawie półtora roku i utknęło w miejscu. Niektórzy twierdzą, że utknęło na jednej osobie, do której prowadzą wszystkie nitki. Skarbnik Kempskiego, który siedzi od dłuższego czasu tą osobą nie jest. Gdyby prokuratura miała głównego winnego w swoich łapach, mogłaby przecież dawno śledztwo zamknąć. Tymczasem podjęta została decyzja o przekazaniu postępowania do innej prokuratury. Powody mogą być co najmniej trzy.
Po pierwsze, zaistniały okoliczności, wskazujące na to, że ktoś może wpływać na działania i decyzje prokuratury w Katowicach. Po drugie, ktoś mógł uznać, że prowadząca do tej pory postępowanie prokuratura dochodzi do niepokojących wniosków. Po trzecie, chodzi o zyskanie na czasie i wyciszenie afery w Zarządzie Regionu, bo kto w Lublinie będzie się sprawa interesował? Kto w Lublinie słyszał o jakimś tam Kempskim, a jeśli nawet słyszał to chyba tylko w kontekście tego, że jako pierwszy protestujących rolników pałował. Oczywiście sprawa "prymitywnej kradzieży społecznych pieniędzy prędko się nie skończy. Tak długo jak kasjer Zarządu Regionu siedzi w areszcie można sądzić, że żadna bomba nie wybuchnie. Słychać natomiast, że ta bomba cały czas tyka coraz głośniej i natarczywiej. Ze swej strony przypominamy, że w aferze w Zarządzie Regionu ginęły nie tylko miliardy złotych z tytułu składek członkowskich. Oprócz tych miliardów, o których już oficjalnie się mówi, w grę wchodzą również miliardy przepływające przez jedno z kont Zarządu Regionu z Funduszu PHARE. Do tej sprawy wszyscy jednak wolą podchodzić jak przysłowiowy "pies do jeża, uznając, że wokół "solidarnościowych (j)elit jest już wystarczająco dużo smrodu. Kempski, Pampuch i Marszewski, nie są bowiem jedynymi aktorami, którzy występują w tej farsie. Region Śląsko - Dąbrowski "Solidarności, w którego Zarządzie afera miała miejsce, szczyci się bowiem znaczniejszymi jeszcze personami. W czasach kiedy odbywała się "prymitywna kradzież, a skarbnik Eberchad Pampuch miał jeszcze biuro na Korfantego, a nie na Mikołowskiej, można tam było spotkać i obecnego premiera Jerzego Buzka i przyszłego kandydata na prezydenta wszystkich Polaków Mariana Krzaklewskiego. Według nieoficjalnych informacji osoby, które obecnie oskarża prokuratura obciążają w zeznaniach swoich ówczesnych przełożonych. Odebranie przez Prokuraturę Krajową sprawy Prokuraturze w Katowicach i przekazanie jej do Lublina, może więc przysłużyć się wyjaśnieniu roli w całej tej aferze byłych liderów Śląsko -Dąbrowskiej "Solidarności, którzy obecnie pełnią prominentne funkcje w AWS- ie, a także administracji państwowej. Ale może również służyć temu aby definitywnie "ukręcić łeb całej sprawie, w której będzie tylko jeden winny - Eberchard Pampuch, kiedyś skarbnik ZR i zaufany totumfacki Kempskich, Krzaklewskich i Marszewskich, dzisiaj wyrzut sumienia solidaruchów, który mimo blisko rocznego pobytu w areszcie i półtorarocznego śledztwa, pozostaje najwyżej postawionym funkcjonariuszem "Solidarności w stosunku do którego prokuratura zdecydowała się na przedstawienie zarzutu.