Szara masa, a jeszcze przydatna
Ludzie żyjący złudzeniami, gdy ich wielu, nazwać można szarą masą.
Powinni spełniać oni następujące kryteria: być bezkrytyczni wobec wodza. Należeć do jego ni to związku ni to partii. Wiernie na niego głosować przy każdych kolejnych wyborach. Tak, by później jego ludzie mogli wydawać polecenia pałowania.
Nie po to Soldiarność robiła cztery ,,wielkie reformy, żeby było gorzej! Gorzej jest już prawie wszystkim, czas więc, aby był ktoś, komu będzie lepiej. A że lepiej wszystkim być nie może, dlatego postanowiono reformę emerytalną przekuć w finansowy sukces Solidarności. W solidarnościowych pismach rozpoczęła się już jawna agitacja na ,,ich Zurich Solidarni.
Ma to być fundusz ubezpieczeniowy, w którym członkowie Solidarności ubezpieczając się łożą nie tylko swoją składkę, ale także uzależnią się na lata od matki - partii. W 1981 roku w Solidarności było 10 milionów członków. W 1989 podobno cztery. Tuż przed wyborami parlamentarnymi 1997 twierdzili, że jest ich dwa miliony. Teraz sami przyznają się w internetowym serwerze, że jest ich milion 200 tysięcy. Jeszcze dwa lata rządów AWS i z Solidarności wypisze się więcej ludzi, niż mógł tego dokonać Jaruzelski w 1981 roku.
Widać, że największym wrogiem Solidarności jest Krzaklewski. Komuna przez dziesięć lat nie wypisała im tyle, co oni sami w ciągu ostatnich kilku lat. Gdyby przyjąć dwa miliony członków Solidarności sprzed wyborów parlamentarnych i porównać z ich obecną cyfrą 1 200 tys., wychodziło by, że koalicja AWS-UW odchudziła Solidarność o 800 tys. Ponieważ koalicja chce rządzić jeszcze troszkę, a wypisy z Solidarności z całą pewnością będą się nasilać, to już za rok powinno ich być nie więcej, niż 400 tysięcy, a tyle nie wystarczy ani na utrzymanie rozległej działalności politycznej, ani na utrzymanie armii urzędników Solidarności (nawet, gdyby cudownym zrządzeniem losu przestali kraść, vide złodziejska afera na około 5 mld. zł. w Zarządzie Regionu Śląsko-Dąbrowskim). Postanowiono więc, wzorem XIX wiecznego karczmarza, co to na borg rozpijał okolicznych chłopów, by im później stodoły i dobytek zająć, wymyślić nowy sposób na ,,przykucie członków związku do obowiązkowej przynależności. Nic lepiej nie przykuwa, jak wizja posiadania, lub braku emerytury. Gdy się ktoś w Zurich Solidarni ubezpieczy, to niechaj spróbuje później mańkowej Solidarności podskoczyć.
Do tej pory wielu ludzi należało do Solidarności, bo naiwnie wierzyło, że są tam ideały Sierpnia roku 1980. Solidarnościowe pałowanie rolników (chyba, że Kempski z Buzkiem to SLD) pozbawiło wielu ludzi złudzeń.
Skoro w Solidarności nie ma idei, a w zamian stosuje się pałowanie, trzeba członków tejże uzależnić od siebie. Uzależnianie zaś, jak powszechnie wiadomo, jest czynnością którą wykonywać muszą dealerzy. Powinni oni działać subtelnie, z wyczuciem, i to być może nawet większym, niż ci, którzy małolatom prochy pod szkołami wpychają. Dlatego też przystępiono do zbierania aktywistów Solidarności i szkolenia ich (płatnego), aby wiedzieli jak zachęcać członków Solidarności do ubezpieczania się w Zurich Solidarni. Będą mieli za to prowizję. Szkolenia są bezpłatne.
Oto związek zawodowy, zamiast zajmować się deptanymi prawami pracowniczymi, depcze społeczeństwo (a prawie dosłownie rolników) i przystępuje do ogólnego się przebranżowienia.
Łowienie duszyczek będzie wysokoopłacalnym zajęciem dla solidarnościowego aparatu. Każdy wpisany członek Solidarności do Zurich Solidarni to dodatkowy pieniądz dla solidarnościowego menagmentu (również z Twojego zakładu pracy). I cóż w tym zdrożnego - a no nic, po prostu żona przewodniczącego kupi sobie nowe futro, a Ty będziesz miał postronek na szyi z napisem ,,własność Zurich Solidarni.