Człowiek roku czy agent roku?
Jerzy Buzek, profesor Politechniki Śląskiej w Gliwicach, opiekun doktora Mariana Krzaklewskiego.
Ukochany premier NSZZ "Solidarność". Jego osobę związkowi liderzy wskazali jako najbardziej godną do sprawowania urzędu Premiera RP. Staraniem Mariana Krzaklewskiego Buzek został umieszczony na liście wyborczej AWS z okręgu gliwickiego. Również Krzaklewski zadbał o to, aby to Buzek czuwał w kampanii wyborczej nad programem gospodarczym AWS-u. Niewiele to pomogło profesorowi Buzkowi, w swoim okręgu wyborczym otrzymał kompromitująco małą ilość głosów, bo zaledwie około tysiąca.
Już w trakcie forsowania kandydatury Buzka na premiera, staraniem Mariana Krzaklewskiego i jego kamaryli tworzona była wokół Buzka legenda tajemniczego przywódcy solidarnościowego podziemia, dzięki któremu "Solidarność" przetrwała mroczne czasy stanu wojennego. Legendę tworzono skutecznie. Buzek, o którym wcześniej mało kto słyszał, został wykreowany na podziemnego przywódcę tak ważnego, że o jego roli, działaniach i istnieniu nikt nie miał prawa wiedzieć i słyszeć. Przygłupie solidaruchy natychmiast uwierzyli, że był ktoś kto niczym mózg działając w całkowitej konspiracji wodził za nos komunę, całą esbecję i z głębokiej konspiracji pociągał za sznurki antykomunistycznej armii powstańczej, na czele której stał skromny ale sprawny generał Jerzy Buzek konspiracyjne pseudo "Karol". Lansowanie wraz z nazwiskiem nikomu nieznanego profesoraka z Gliwic konspiracyjnego pseudonimu, miało przekonać wszystkich, że Buzek to rzeczywiście legendarny przywódca podziemia, bez wątpienia ważniejszy dla "Solidarności" niż sam Lech Wałęsa.
Obecna "Solidarność" Mariana Krzaklewskiego traktuje Buzka niczym bohatera i zbawiciela ludzkości. Owacją na stojąco witano i żegnano go na zjeździe delegatów. Tygodnik Solidarność przyznał Jerzemu Buzkowi tytuł człowieka roku '98. Jak napisano otrzymał dyplom "za szlachetność w służbie publicznej i wierność ideałom "Solidarności". Wszystkie solidaruchy sprawiają wrażenie, że gotowi są dać się za swój rząd i stojącego na jego czele premiera Jerzego Buzka żywcem pokrajać. "Karol" stał się dla nich w ciągu zaledwie kilku tygodni postacią niemal świętą i nietykalną.
Tymczasem niektórzy pamiętają, że nie zawsze tak było. Są tacy, którzy twierdzą, że Jerzy Buzek oprócz pseudonimu "Karol" miał także inny kryptonim. "Docent" taki kryptonim operacyjny profesor Jerzy Buzek miał sobie podobno wybrać jako tajny współpracownik SB. Jeden z rzeczywiście działających w podziemnej "Solidarności" działaczy, były przewodniczący związku w Hucie "Baildon" publicznie postawił Buzkowi zarzut współpracy z SB. Buzek, który nigdy nie wysuwał się do pierwszego szeregu po tym oskarżeniu zaszył się całkowicie. Dopiero jego protegowany Marian Krzaklewski wyciągnął go niczym mag, królika z kapelusza po wyborach parlamentarnych w 1997 roku.
Ze sceny solidarnościowej Buzek schodził w 93 roku z piętnem oskarżenia o współpracę z SB i podpisanej w stanie wojennym lojalki. Oskarżenie rzucone przez Zbigniewa Martynowicza, spowodowało, że w 93 roku delegaci nie chcieli głosować na osobę , na której ciążą tego typu podejrzenia.
Już kilka lat później, w glorii chwały, na ten sam piedestał wprowadził Buzka, "Karola", lub jak inni twierdzą "Docenta" Marian Krzaklewski namaszczając go do roli premiera rządu RP.
Krzaklewskiego i Buzka od dawna łączy cienka, niewidzialna nić czegoś więcej niż zwykłej znajomości. W ich wzajemnych kontaktach można wyczuć wzajemną emocjonalną więź, której tajemnica do dzisiaj nie została wyjaśniona. Buzek otoczył na Politechnice Śląskiej młodziutkiego Maryjanka iście ojcowską opieką. Pod jego skrzydłami, w tym samym okresie zawieruchy, Jerzy Buzek prowadził robiącego karierę naukową Maryjanka niczym dobry oficer polityczny cały pluton młodego wojska. Znający relacje pomiędzy obydwoma panami twierdzą, że z kolei "Karol" jest tak skonstruowany psychicznie, że Maryjana nie zdradzi.
Dlatego pomimo licznych namów z prawa i z lewa, Buzek podobno nie wystartuje przeciwko Krzaklewskiemu w wyścigu do fotela prezydenckiego. Nie ma do tego uzasadnienia racjonalnego, bo wszystkie obecne sondaże wskazują, że Buzek ma większe szanse w rywalizacji o Belweder niż "gładki" Maryjan. Jedynym uzasadnieniem dla wierności Buzka wobec swojego wcześniejszego wychowanka, może być tylko to, że być może Krzaklewski zna jakąś szczególne sekrety i tajemnice z przeszłości swojego opiekuna.
Do takich nie wyjaśnionych okoliczności należy niewątpliwie to, jak to się stało, że w latach szalejącej komunistycznej władzy Jerzy Buzek mógł sobie dość swobodnie wyjeżdżać za żelazną kurtynę? W okresie stanu wojennego i później Buzek bez szczególnych problemów otrzymał od szalejącej wtedy SB-ecji paszport i zgodę na wyjazd do RFN-u. Podobno znany już wtedy służbie bezpieczeństwa, lider solidarnościowego podziemia, aktywnie działający w "Solidarności" lat 80 - 81,profesor jednej z uczelni bez wielkich problemów otrzymuje od SB zgodę na wyjazd za granicę i co jeszcze dziwniejsze po opuszczeniu kraju może do niego bez najmniejszych kłopotów powrócić. Dla znających tamtejszą rzeczywistość ludzi, musi to być co najmniej dziwne. Buzek nie tylko otrzymuje od wszechwładnego wtedy SB paszport i zgodę na wyjazd ale ma pewność, że nie będzie miał kłopotów z powrotem do kraju. Pogłoski o tym, jak to w ogóle było możliwe, stały się obecnie na tyle głośne, że w wywiadzie Gazety Wyborczej z 17 grudnia 98 roku dziennikarz pyta wprost panią Ludgardę Buzek, czy to prawda, że w zamian za paszport jej mąż podpisał lojalkę.
Na pytanie dziennikarza "pojawiają się pogłoski, że wyjazd dla ratowania życia córki mąż opłacił podpisaniem jakiejś lojalki?" - "Bzdura" odpowiada oburzona Ludgarda.
Rzeczywiście w komunistycznych służbach specjalnych musieli pracować sami faceci o miękkich serduszkach i skorzy do wzruszeń, skoro mając na widelcu "Karola" nie skorzystali z tej okazji aby okoliczność tę wykorzystać. Świadczy to również o tym że służby specjalne PRL były tak nieudolne i nieprofesjonalne, że dziwić się należy iż czołowym "antykomunistom", do których niewątpliwie należeli dwaj panowie Karol i Maryjan, obalanie ustroju zabrało, aż tak dużo czasu.