Wiele firm upadło pod ciężarem własnych restrukturyzacyjnych programów.
Godząc się na wprowadzanie kolejnych programów oszczędnościowych i kolejnych grupowych zwolnień pracownicy i reprezentujące je związki niczym ćma zbliżali się do płomienia świecy, zataczając coraz mniejsze kręgi. Efektem takiej restrukturyzacji było w końcu dokonanie żywota przez firmę.
Obecnie na takiej drodze jest Ursus. Kilka miesięcy temu w Ursusie przyjęto program drastycznych działań, które miały doprowadzić do uratowania firmy. Działania przeprowadzono - firma pada. Jeszcze kilka miesięcy temu ursuska "Solidarność nie godziła się na żadne zwolnienia. Sytuacja firmy była zła. Obecnie po zwolnieniu 5 tysięcy pracowników sytuacja już nie jest zła, jest tragiczna.
Zakład zrealizuje plan ukochanego przez ursuską solidarność prezesa, o którym jego zwolennik majster Wąsacz wypowiadał się w samych superlatywach. Do pilnowania solidarnościowej sanacji Ursusa majster Wąsacz delegował nawet specjalnego wysłannika. Został nim bezrobotny solidaruch, wspieracz Mańkowej kampanii wyborczej, ulubiony cel emerytów bełchatowskiej kopalni węgla brunatnego Jerzy Wagenknecht. Już samo powołanie kogoś takiego do uzdrawiana Ursusa, powinno wśród wszystkich pracowników spowodować odruch obronny.
Kiedy jednak Wagen mianowany przez Wąsacza i Bortkiewicz mianowany przez Wrzodaka zaczęli Ursus uzdrawiać oczywistym było jak to się skończy. Program przewidywał ograniczenie produkcji ciągników i pozbycie się części majątku. Ursus między innymi poszatkowano na cały szereg odrębnych spółek, które do tej pory były filiami zakładu w Poznaniu, Nisku, Sulęcinie, Włocławku i Chełmie.
Część z tych zakładów to prawdziwe perełki, specjalistyczne zakłady od produkcji których Ursus jest uzależniony. Zgoda na ich wydzielenie w odrębne spółki to jak zgoda pacjenta na to aby obcinano mu palce dlatego, że ma za długie paznokcie. Głównym jednak elementem programu "naprawczego było zezwolenie na przeprowadzenie masowych zwolnień. Nie były by one możliwe bez przyzwolenia "Solidarności.
Z 12 tysięcznej załogi zostało ledwie 7 tysięcy pracowników. Jak na krótki okres uzdrawiania, bo zaledwie kilka miesięcy wynik 5 tysięcy pracowników Ursusa za bramą jest całkiem niezły. Ponieważ pierwszy etap "restrukturyzacji Ursusa przeprowadzony został tak sprawnie, obecnie niewątpliwie realizowany będzie następny.
Kolejna część majątku fabryki zostanie wyłączona, dojdzie do kolejnych ograniczeń produkcji, a przede wszystkim do dalszych masowych zwolnień. Po wykonaniu drugiego etapu po którym kolejne kilka tysięcy pracowników Ursusa straci robotę okaże się, że fabryka jest na skraju bankructwa i konieczne są natychmiastowe dalsze zwolnienia. Według oświadczenia ulubionego menadżera ,,Solidarności Jerzego Wagenknechta dotychczas przeprowadzone zwolnienia, to zaledwie skromny początek. Podczas konferencji prasowej oświadcztył on: ,,ostro zabierzemy się za restrukturyzacje warszawskich zakładów. Zakładamy, że za rok w całym Ursucie będzie pracować najwyżej 2500 ludzi.
W ten sposób "zrestrukturyzowaną fabrykę, bez zbędnej załogi kupi jakiś sklepikarz z Nowego Jorku, a minister Wąsacz będzie mógł pochwalić się tym, że upchnął kolejny kawałek Polski i nie musiał do tego dopłacić. Wobec tego, co dzieje się w Ursusie załoga KWB ,,Bełchatów może odetchnąć, że w odpowiednim czasie pozbyła się restrukturyzatora - Wagena.