Łużniak wpadł w zachwyt! Powodem radości jest przegłosowanie przez Sejm AWS-owskiej ustawy likwidującej górnictwo.
Przy okazji Łużniaka martwi to, że ustawa, którą przegłosowano, spowoduje, że w przyszły roku ponownie ma zabraknąć pieniędzy na osłony. W roku bieżącym górnicy, którzy zgłosili gotowość odejścia na osłony mogli natychmiast odejść. Na pieniądze natomiast czekali po kilka miesięcy. Niektórzy czekają do dziś. W przyszłym roku pieniędzy ma zabraknąć już w połowie roku. Okazuje się, że w takiej sytuacji każdy kto wpadnie w sidła "solidarności i zgłosi gotowość odejścia na osłony pieniędzy może nie zobaczyć, albo będzie czekał jeszcze dłużej niż w roku bieżący. Dalej Łużniak poseł AWS, twierdzi rzecz niebywałą. Otóż ustawa, za którą podnosili łapkę wszyscy posłowie AWS i UW przesądza sprawę płac w górnictwie. Stanowi, że płace nie mogą rosnąć powyżej wskaźnika zakładanej inflacji. Dla górników oznacza to, że ich zarobki będą realnie maleć. Z roku na rok będą więc zarabiać mniej. Górnicy dzięki takiej ustawie są traktowani gorzej niż sprzątaczki w państwowej fabryczce bombek choinkowych, której to zarobki mogą rosnąć powyżej wskaźnika inflacji w stopniu określonym przez Komisję Trójstronną. Ustawę w Sejmie klepnięto - klamka zapadła. Tymczasem Łużniak udaje głupiego. Polewa górników wodą niczym w śmigus dyngus. Wyrażając radość z przyjęcia ustawy rezolutnie zauważa, że przegłosowanie przez Sejm prawa, stanowiącego o tym że płace nie będą rosnąć powyżej wskaźnika planowanej przez Ministerstwo Finansów inflacji, nic nie znaczy. Łużniak wygłosił pogląd, że "to , czy płace ostatecznie zostaną zamrożone, okaże się po konkretnych negocjacjach w spółkach węglowych (cyt. Życie 2.12.98). Pewnie - zawsze jeszcze płace mogą maleć. Jeśli Łużniak ma na myśli to, że negocjacjami "Solidarność może załatwić górnikom, że dostaną mniej niż przewiduje ustawa to zgoda. Łużniak i jego solidaruchy zawsze mogą zrobić wiele aby górnicy dostali mniej niż im się należy. Sugerowanie jednak, że zapis w ustawie pozwoli na wyższe podwyżki niż to tam określono jest nabijaniem górników w butelkę. O ile będą mogły wzrosnąć płace czarno na białym w ustawie solidaruchy i ich koledzy z UW napisali - nie więcej niż inflacja określana przez najlepszego przyjaciela górników - ministra finansów Leszka Balcerowicza. Tak przegłosowali to ku radości solidaruchów posłowie AWS i UW. Jeśli Senat i Prezydent tego nie zmienią, to mówienie o tym, że płace w górnictwie mogą być wyższe, to opowiadanie ludziom o tym, że w przyszłym roku w grudniu na polskich polach zakwitną pomarańcze, które będziemy zbierać koszami. Łużniak takie dyrdymały może opowiadać, bo dawno granatem od rzeczywistości ,,oderwało go na Gdańskie i Warszawskie salony. Jego durne solidaruchy z sekty Maryjana Krzaklewskiego w te wizje wierzyć mogą, ale wymaganie od normalnych ludzi słuchania i dawania wiary takim kawałkom wymagać nie można. Łużniak zachęca górników, którzy zostaną w kopalniach do cięższej harówy i plucia krwią, twierdząc, że skoro tak dużo odejdzie z roboty to pozostali pracując więcej może więcej będą zarabiać. Otóż jest to obiecywanie głupiemu przysłowiowych gruszek na wierzbie. Ci, którzy zostaną w kopalniach, dzięki solidarnościowemu programowi, będą pracować na tych co odejdą (już teraz wiele kopalń i spółek węglowych płaci odprawy z środków własnych), na likwidację kopalń, na kontrakty menedżerskie dla legionów prezesów i członków rad nadzorczych. W świetle dosłownych zapisów ustawy i "perspektyw dla górnictwa zaprogramowanych w rządowo - solidarnościowym programie, opowiadanie przez Łużniaka górnikom o tym, że los ich płac rozstrzygnie się w negocjacjach z pracodawcą, jest stwierdzeniem, że los cielęcia rozstrzygnie się w rzeźni. Trudno się domyślić jaki to będzie los ?