Wyszedłem do nich i jak Chrystus do Żydów na pustyni mówiłem! Mówiłem do nich - proszę wysokiego Sądu - a oni wcale nie słuchali!
{Józef Pólkowski wiceprzewodniczący Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność" }
Ten melomański cytat pochodzi z rozprawy jaka toczyła się przed Sądem Rejonowym w Bełchatowie przeciwko Józefowi K. i uczestnikom zajść podczas osławionego strajku w KWB "Bełchatów" z lutego 1997 roku. ,,Mesjasz" Pólkowski poskarżył się w Prokuraturze, że podczas strajku kilkudziesięciu związkowców wtargnęło do jego biura i doznał on zniewagi polegającej na tym, że Józef K. wyciągnął go siłą (twierdził, że się bronił jak diabli) na korytarz gdzie wzburzeni ludzie urągali i obszarpywali go. A mieli za co! Otóż w chwili przystąpienia przez Załogę do strajku (od dawna trwał spór zbiorowy z dyr. Wagenknechtem) Zarząd Regionu "S" z Piotrkowa Trybunalskiego z Mrozińskim na czele, wyrejestrował strajkujący związek. Nic dziwnego, że protestująca Załoga podejrzewała, że Maniek chce ich przehandlować Wagenknechtowi. Strajk - za nielegalny uważał również Pólkowski no i oczywiście Wagenknecht. Ten ostatni wiedział, że nabroił nieźle i wylot z kopalni ma "murowany". Dlatego tak bardzo zależało mu na tym, by Krzaklewski mianował potulnego Pólkowskiego, od którego zagrożenia już się nie obawia. Cały plan oczywiście szlag trafił, Załoga nie dała się wykiwać. Pojawił się też "upiorny sen" Mańka - "Sierpień 80", do którego wstąpiła przeszło 3-tysięczna struktura ,,S". W sądzie oskarżając działaczy "Sierpnia 80" Pólkowski przedstawiał się jako mesjasz, którego nie chcieli słuchać Żydzi! Jemu się już całkiem pomieszało. To przecież on usiłuje skazać w procesie karnym związkowców, których zespół z Mankiem chciał sprzedać. Bardziej więc on jest Judaszem, niż Chrystusem. Czy za swoje ,,dzieło" otrzymał srebrniki nie wiadomo, chociaż z noszącego teczkę za wodzem, awansował na jego zastępcę. Wódz wart teczkonosza.