Nie oddamy Chinom Związku Radzieckiego
Kilka miesięcy temu w artykule "Globalna wioska i wesele słoni napisaliśmy, że być może prawdziwym tłem wydarzeń w krajach Azji Południowo - Wschodniej jest rozgrywka nie o to, kto dziś będzie rządził Rosją, która została już zdobyta, ale kto będzie rządził Chinami.
Warto wrócić do tego teraz. W tym samym czasie kiedy Papież Jan Paweł II przestrzegał aby "nie kupczyć prawami człowieka amerykański prezydent Bill Clinton odbywał historyczną wizytę w Chinach i wypowiadał znamienne słowa, że "Chiny to normalny kraj, który za kilka lat nie będzie się niczym różnił od demokracji zachodnich.
Stwierdzenie Clintona oznacza, że Ameryka musi się przygotować do robienia interesów z Chinami takimi jakimi są. Skoro nie udało się Chin zmienić trzeba się pogodzić z tym, że komunistyczne Chiny są dobrym partnerem w interesach. W końcu Chiny komunistyczne czy demokratyczne są takim samym rynkiem zbytu. Dla Amerykanów ważniejsze zatem jest obecnie nie pytanie o prawa człowieka w tym kraju, lecz o to, ile wkrótce można będzie na tym ogromnym rynku sprzedać Coca - Coli, gumy do żucia lub kurczaków.
Oświadczenie Clintona oznacza bowiem, że tak jak w normalnych krajach Chińczyk musi uznać wyższość Coca - Coli nad gotowaną wodą i wyższość samochodu nad rowerową rykszą. W zasadzie nie jest ważne czy nad restauracjami Mac Donalda będą powiewać w Pekinie krwawo-czerwone sztandary. Ważne jest, że tam powstaną, a turyści zwiedzający plac Tienanmen i Chiński Mur będą się opychać frytkami i chikenami, ze sprzedaży których zyski płynąć będą do kieszeni ich producentów i właścicieli w Stanach.
Mnożenie przez miliard
Już dzisiaj amerykanie prześcigają się w symulacyjnym liczeniu tego, ile na chiński rynek trzeba będzie wyprodukować telefonów, telewizorów, komputerów i co najważniejsze samochodów aby zaspokoić zapotrzebowanie ponad miliarda ludzi. Aby zapewnić każdemu chińczykowi szczoteczkę do zębów potrzeba przecież grubo ponad miliard takich szczoteczek. Oślepieni wizją setek miliardów dolarów jankesi przeliczają według kryteriów zachodnich, że gdyby każdy Chińczyk podobnie jak statystyczny Amerykanin lub Europejczyk miał posiadać po dwa samochody, komputer, mieszkanie lub dom o amerykańskim standardzie i umeblowaniu to przez dziesiątki lat, setki amerykańskich i zachodnioeuropejskich koncernów będzie miało co produkować i na czym zarabiać.
Rynek zbytu składający się z ponad miliarda konsumentów chłonnych najróżniejszych dóbr konsumpcyjnych przyprawia ich o zawrót głowy. Co bardziej niecierpliwi jak na przykład amerykański koncern motoryzacyjny General Motors już się na nim instalują.
Sprint w izolacji
Gospodarka Chińska należy do najdynamiczniej rozwijających się na świecie. Sprinterskie tempo chińskiego rozwoju datowane jest od kilku lat i nie wynika z otwarcia się Zachodu na Państwo Środka. Wprost przeciwnie. Najbardziej dynamiczny rozwój gospodarki chińskiej nastąpił po ogłoszeniu przez państw zachodnie polityki izolowania Chin po masakrze na placu Tienanmen. To rozwój gospodarczy Chin zmusił Stany Zjednoczone do uznania, że polityka izolacji, blokowania i konfrontacji nie przynosi efektu. Dlatego Clinton w 98 roku zdecydował się jechać najpierw do Chin, a być może dopiero później zechce udać się z kurtuazyjną wizytą do Moskwy.
W okresie 93 - 97 Chiny należały do najszybciej rozwijających się państw świata. W roku 97 wzrost gospodarczy wyniósł tam 8,8 %. Notowane są rekordowe zbiory w rolnictwie. Chiny jako kraj o największej liczbie ludności przestały się borykać z wcześniej wszechobecnym głodem. Wartość produkcji przemysłowej w ciągu pięciu ostatnich lat rosła średnio o imponującą wielkość około 15 % rocznie ! Jeszcze większe wrażenie robi stale wzrastająca wartość obrotów handlu zagranicznego. W roku 93 wynosiła ona 165 mld USD aby w roku 97 podwoić się do wielkości 325 mld USD. Rezerwy walutowe Chin wzrosły z około 19,4 mld USD do astronomicznej kwoty 140 mld USD na koniec roku ubiegłego.
Dla porównania warto wiedzieć, że obecne całkowite rezerwy walutowe Rosji wynoszą zaledwie około 15 mld USD są więc prawie dziesięciokrotnie mniejsze niż rezerwy Chin. Rosja ma obecnie mniejsze rezerwy walutowe niż Polska, która posiada ich około 24 mld USD.
Biznes
i demokracja
Jeśli wziąć pod uwagę, że efekty takie Chińska gospodarka osiągnęła w warunkach sprawowania władzy przez komunistyczną monopartię, to można stracić wiarę w wyższość demokracji. Ta sama wiara w demokrację kazała amerykanom wyprzeć się prezydenta Indonezji Suharto. Brak demokracji nie przeszkadza im jednak w przypadku Chin. Podczas obecności w USA pewny siebie prezydent Chin Jiang Zemin oświadczył, że "stłumienie czołgami studenckiej rebelii było słuszne bo zagrażała ona jedności Chin. Na tej samej konferencji prasowej chiński przywódca oświadczył, że "Chiny nigdy nie wyrzekną się zastosowania siły wobec swej zbuntowanej prowincji Tajwanu. Pełniący rolę gospodarza Bill Clinton miłośnik praw człowieka i dotychczasowy sojusznik Tajwanu uśmiechał się głupkowato jakby Jiang opowiadał mu o smakołykach chińskiej kuchni.
Kilka miesięcy później podczas obecności w Pekinie Clinton już gładko i pokornie stwierdził, że on - Ameryka "nie popiera idei niepodległości Tajwanu ani dwóch Chin. To bezprecedensowe stwierdzenie prezydenta USA oznacza dla mieszkańców wyspy, to samo co dla Polaków kiedyś oznaczało oświadczenie, że "na zachodzie nikt nie ma zamiaru umierać za polski Gdańsk.
Rozwój bez
Poślizgu
Trudno podejrzewać aby rozwojowi Chińskiej gospodarki służył międzynarodowy izolacjonizm. Na pewno natomiast gospodarka Chińska rozwijała się bez udziału ekspertów Banku Światowego i MFW. Okazało się to być zbawienne, ponieważ to właśnie Chiny, a nie wydawałoby się potężna Japonia okazały się być jedynym krajem odpornym na wywołany w tym regionie kryzys finansowy. Także w tym roku, który dla państw azjatyckich okazał się być rokiem gospodarczego kataklizmu, w Chinach oczekuje się wzrostu gospodarczego na poziomie co najmniej 8 % i inflacji nie przekraczającej 3%. W rozwijających się gospodarczo przez ostatnie kilka lat niezwykle dynamicznie Chinach nikt jednak nie bredzi o gospodarczym przegrzaniu, potrzebie hamowania rozwoju i obawie wpadnięcia w poślizg.
decydenci
i dysydenci
Jest tam również zwyczaj rozstrzeliwania skundlonych elit politycznych za branie łapówek. Tak długo jak długo Państwo Środka nie zafunduje sobie chińskiego Balcerowicza i nie dopuści specjalistów Banku Światowego i MFW gospodarce Chin wydaje się nic nie grozić. Wprost przeciwnie. Na jej rozwój z niepokojem patrzą światowe potęgi. Niestety w ostatnich latach coraz głośniej zaczęto mówić o tym, że w Pekinie działa jakiś chiński Wałęsa.
Tymczasem jednak ofensywa gospodarcza Chin trwa nadal. W okresie kiedy ten region świata dotknięty jest potężnym kryzysem Chiny - rozkwitają. Światowe agencje ratingowe obniżają wiarygodność kredytową Japonii ostrzegając inwestorów przed tym krajem, padają najpotężniejsze Koreańskie czebole, a Koreą wstrząsają wielusettysięczne demonstracje, w Indonezji głód, tymczasem Chiny zwiększają swój eksport łatwo i zgrabnie przerzucając jego kierunek z ogarniętej kryzysem Azji na państwa UE, USA i Kanadę. Tylko w roku bieżącym eksport Chin wzrósł o prawie 8%, a dodatni wynik w wymianie handlowej z zagranicą wyniósł 22 mld USD. Chiny rozwijają się jakby każdy dzień kryzysu pozostałych państw Azji służył zwiększeniu ich bogactwa. W wymianie handlowej z największą potęgą świata USA Chiny w roku ubiegłym zanotowały nadwyżkę w kwocie 50 mld USD!
Zły sen
Czy jankesi mogą spać spokojnie, kiedy pod ich nosem rośnie imperium atomowe, którego potencjał ekonomiczny staje się coraz większy i groźniejszy. Dlatego Bill grzecznie pojechał do komunistycznych Chin i nie przestawał wpadać w ochy i achy nad tym co tam zobaczył. Efektem ocieplenia na linii Waszyngton - Pekin jest zainstalowanie pomiędzy stolicami tych państw specjalnej "gorącej linii telefonicznej. Podobna gorąca linia działa również pomiędzy Pekinem i Moskwą.
Jeszcze dzisiaj wielu amerykańskich polityków określa Chiny mianem Wielkiego Szatana. Skoro tak to jankesi obecnie zabierają się za robienie interesów z diabłem. Ceną tych interesów może być zwiększenie sprzedaży hot-dogów w Chinach w zamian za co do Stany będą musiały oddać Chińczykom najpierw Tajwan, a później duszę i całą resztę. Sytuacja Tajwanu jest z dnia na dzień gorsza.
Od kiedy w styczniu 98 r. RPA nawiązała stosunki dyplomatyczne z Pekinem "uznając, że rząd Chińskiej Republiki Ludowej jest jedyną legalną władzą reprezentującą całe Chiny, ostatnim uznającym Tajwan państwem jest osamotniony Watykan. RPA wyszła na tym dyplomatycznym zwrocie wspaniale - wymiana handlowa pomiędzy tymi państwami zwiększyła się z 14 mln USD w 1991 roku do 1,5 mld USD. Z Chińskim przywódcą ściskali się więc nie tylko Jelcyn, Clinton i Mandela ale również Jacques Chirac, co dało Francji wielomiliardowe kontrakty oraz Kanclerz Niemiec Helmut Kohl, który w zamian za chińskie zamówienia na kilka miliardów marek złożył wizytę w tym samym garnizonie wojskowym, którego żołnierze strzelali do studentów na placu Tienanmen.
Zdobywanie przestrzeni Życiowej
Przykład Hongkongu świadczy o tym, że tego typu wiązane interesy są obecnie w stosunkach międzynarodowych bardzo popularne. Ponad rok temu Brytyjska Królowa olała prawa i interesy mieszkańców tej byłej kolonii i żyjących w niej swoich poddanych wpuszczając chińską armię do ich domów. Polityka szukania przez USA "strategicznego partnerstwa z Chinami, wiąże się z przesunięciem amerykańskich sympatii i sojuszy. Dlatego coraz bardziej cierpkie słowa padają pod adresem Japonii, a coraz cieplej instytucje międzynarodowe kontrolowane przez Stany wypowiadają się o Chinach.
Dobre chiny,
zła Japonia
Na wspólnym spotkaniu ministrów finansów najbogatszych państw i przedstawicieli MFW oraz Banku Światowego wszyscy oni ganili Japonię krytykując ją za zbyt mały wysiłek na rzecz przełamania kryzysu w Azji i słabe zaangażowanie w ratowanie gospodarek regionu. Grożono również, że obecna pomoc dla Japonii jest ostatnią okazją dla jej ratowania i jeśli samuraje z tej okazji nie skorzystają to mogą sobie pruć bebechy samurajskim mieczem i na nikim nie zrobi to wrażenia. Los ich zdaje się być przesądzony skoro zaledwie w kilka dni po tym spotkaniu jedna z najpoważniejszych agencji oceniających zdolności kredytowe poszczególnych państw Moody s wydała komunikat grożąc obniżeniem oceny dla gospodarki tego państwa.
Jest to poważne ostrzeżenie stanowiące dla międzynarodowego kapitału hasło do odwrotu. W grupie państw G7 tylko Japonia ma tak trudną sytuację. Pomimo tego, że gospodarka Japonii jest nadal około siedem razy większa od Chińskiej amerykanie już ją poświęcili. Japonia w najlepszym wypadku pozostanie dla jankesów jedynie dużych rozmiarów naturalnym lotniskowcem u wybrzeży ich przyszłego partnera. W tym samym czasie i na tej samej konferencji ci sami ludzie, którzy starali się Japończyków wytrącić z równowagi, piali peany pochwalne pod adresem Chin.
Uczestnicy szczytu MFW, Bank Światowy i ministrowie finansów 18 najbogatszych państw pochwalili Chiny, dziękując im za działania na rzecz stabilizacji w tym regionie. Wypowiedzi w podobnym tonie słychać z wszystkich stron świata. Chińczykom dziękował Clinton za rolę w powstrzymywaniu kryzysu finansowego w Azji. Jednocześnie wygłosił on opinię o tym, że "współpraca jest najlepszym sposobem pokonywania różnic. Jankesi zadeklarowali również, że ich biznes gotowy jest do wspierania procesu przestawiania deficytowych (chińskich) przedsiębiorstw państwowych na mechanizmy rynkowe.
Jeśli oferta ta zostanie odrzucona amerykanie mogą mieć problemy z powstrzymaniem chińskiej ekspansji. Chińska gospodarka jest na razie mało podatna na huśtanie rynkami kapitałowymi przez wszechobecny światowy kapitał spekulacyjny. Ten doskonały sposób na rujnowanie gospodarek zdusił państwa Azji Południowo - Wschodniej. Obecnie natomiast pompuje Rosję. Jej żałośnie niskie rezerwy finansowe oraz fakt, że Jelcyn i Kirijenko rzucają na rynek ostatnie odwody powoduje, że o ten ogromny obszar rozegra się wkrótce śmiertelna batalia.
Resztki po rosji
Na rynek trafiają resztki rosyjskich firm. Są to takie potęgi jak Rosnieft ( na którą to firmę zresztą nie było chętnych) czy wszechpotężny Gazprom. Ostatnio Jelcyn wydał dekret polecając sprzedaż 5% akcji tej firmy. Po wykonaniu tego dekretu Rosji pozostanie kontrola nad zaledwie 35 % kapitałem Gazpromu i dalsze problemy z łataniem tzw. dziury budżetowej i milionami swoich obywateli, którzy nie dostają pensji, emerytur i rent przez kilkanaście miesięcy. Sprzedaż 5 % nawet takiej potęgi jak Gazprom może załatać najpilniejsze potrzeby na bardzo krótki czas. Nikt nie wie co potem?
Niedawno rosyjska prasa donosiła, że czy to z oszczędności czy dlatego, że armia musi być zawsze zła, rosyjskich żołnierzy karmiono konserwami dla psów. Borykające się z brakiem rubli służby zaopatrzenia rosyjskiej armii oszczędzały na żołnierskim wikcie żywiąc "najpotężniejszą armię świata karmą dla psów. Afera z wojskowymi wybuchła też w Kraju Krasnojarskim gdzie generał Aleksander Lebiedź, obecnie gubernator tej prowincji, staną na czele manifestacji zbuntowanych żon dowódców tamtejszej grupy wojsk rakietowych, które protestowały przeciwko nie wypłacaniu od pół roku ich mężom pensji.
Żony pułkowników dowodzone przez gen. Lebiedzia wystosowały do cara Jelcyna list żartobliwie grożąc secesją. Lebiedź złożył Jelcynowi propozycję wypłacenia zaległych pieniędzy oficerom w zamian za co "poprosił go o kontrolę nad nuklearnymi pociskami rakietowymi rozmieszczonymi na podległym mu terytorium.
Należy przy tym pamiętać, że Syberia to jedna trzecia terytorium Rosji i prawie 80 % bogactw naturalnych tego państwa. Niektórzy sądzą, że można powiedzieć inaczej. Rosja to dodatek do Syberii stanowiący co prawda dwie trzecie terytorium tego kraju ale posiadająca zaledwie 20 % bogactw naturalnych. W rosyjskiej armii pułkownicy nie otrzymują pensji, żołnierze albo głodują albo dostają konserwy dla psów, a wielomiliardowe fortuny zagranicznej pomocy lądują na zagranicznych kontach walutowych nielicznych. Rosyjskie imperium rozpada się wisząc na wyżebranej od zachodu pomocy i sowchozach swego jedynego sojusznika Łukaszenki.
Długi marsz
Tymczasem obok rośnie imperium sprawne i głodne przestrzeni życiowej oraz nowych bogactw. Chiny łakomie patrzą więc na Syberię. Markują działania na południe od swoich granic, w rzeczywistości jak twierdzą wtajemniczeni przygotowując się do wielkiego skoku na północy. Chiny stale podgrzewają swój konflikt o Tajwan. Mają z tego podwójną korzyść. Po pierwsze utrzymują jankesów w poczuciu winy, podnosząc wobec nich, że wspierając tę zbuntowaną prowincję mieszają się w wewnętrzne sprawy obcego państwa. Po drugie dając do zrozumienia, że kierunkiem ich ekspansji jest południe mają pretekst do rozwijania polityki likwidacji wpływów USA w tej części świata aż po Indonezję z maksymalnym osłabieniem pozycji takich dotychczasowych sojuszników Ameryki jak Japonia czy Indie.
Polityka ta przynosi Chinom doskonałe efekty. Świadczy o tym nie tylko ocieplenie stosunków na linii Waszyngton-Pekin ale również wbijanie klina między Japonię i Stany. Podobnie rzecz się ma wobec zachwiania układu USA - Indie. Dlatego, że Hindusi postanowili robiąc sobie wzajemnie na złość z Pakistanem porzucać bombami atomowymi, na razie przynajmniej w swoje terytoria, musiała się na nich obrazić miłująca pokój Ameryka. Dziwnym zrządzeniem losu Indie o wywołanie atomowej rywalizacji z Pakistanem oskarżyły właśnie Pekin, a na całej tej aferze najwięcej straciły objęte amerykańskimi sankcjami - aspirujące do roli przywódcy w tym regionie - demokratyczne Indie.
Ilu chińczyków zmieści się na główce szpilki?
Te dyplomatyczno - polityczne sukcesy Chin na kierunku południowym są jedynie zasłoną dymną dla prawdziwych działań na północy. Pełną parą rozwija się tam bowiem kolonizacja chińska na terenach rosyjskiej Syberii. Tej samej od zbuntowanych pułkowników atomowych wojsk rakietowych i generała Lebiedzia. Nikt nie potrafi rzetelnie określić ilu Chińczyków tam obecnie żyje. Jedni mówią, że zaledwie dwóch inni, że kilka milionów. Pewne jest natomiast, że zjawisko osiedlania się chińczyków na rosyjskim Dalekim Wschodzie to fakt. Według analityków NATO zagrożenie chińskim żywiołem jest obecnie dla Rosji groźniejsze niż utrata wpływów w Europie. Zdaniem rosyjskich ekspertów miliony nielegalnych chińskich emigrantów osiedla się w graniczących z Chinami prowincjach rosyjskich. Nie dzieje się tak przypadkiem. Chiny przygotowują się bowiem do Długiego Marszu po bogate w surowce naturalne tereny rozpadającego się imperium rosyjskiego. Natura nie znosi próżni, dlatego nie potrafiąca utrzymać swoich prowincji Rosja, coraz mocniej ustępuje pod naporem swojego potężnego sąsiada. Na razie Chiny stają się z dnia na dzień ważniejszym partnerem handlowym dla rosyjskiego Dalekiego Wschodu. Później przyjdzie czas na trwalsze zacieśnianie tych związków.
Syberia stanowi nie tylko olbrzymie surowcowe bogactwo ale jest również "przestrzenią życiową dla tych którzy potrafią ją zdobyć. Kto ją zdobędzie ? Można sobie już dziś odpowiedzieć na to pytanie. Nie będzie to na pewno sięgająca do swych pionierskich tradycji rozleniwiona społeczność amerykańska. Ta nie ma zamiaru trudzić się bardziej niż potrzebne to jest do wyciągnięcia karty kredytowej.
Tymczasem obok Syberii jest dynamicznie rozwijający się gospodarczo żywioł duszący się w swoich dotychczasowych granicach.