Indonezja to kraj o którym ostatnio jest bardzo głośno. Jeszcze niedawno należał do najszybciej rozwijających się państw Azji Południowo - Wschodniej.
Dynamika rozwoju całego tego regionu przyprawiała o zawrót głowy wszystkich. Bogactwo Indonezji, która próbowała rywalizować z potęgami światowymi na zastrzeżonych dla nich rynkach kłuło w oczy. Krach przyszedł nagle i nazywał się atak kapitału spekulacyjnego, a potem program dostosowawczy MFW. Opierający się przed realizacją żądań MFW prezydent Suharto został usunięty przez zrewoltowaną młodzież akademicką. Koktajle Mołotowa, rozruchy w najbogatszych dzielnicach, palenie sklepów i lincz bogatszej mniejszości chińskiej dokonywany przez zubożałą ludność autonomiczną miały być sposobem na rozwiązanie problemów Indonezji.
Ponieważ Suharto nie chciał poddać się dyktatowi MFW jego los był przesądzony. Przez wiele lat Suarto - dyktator był dla wolnego świata dobry. Uwielbiany przez swoich i obcych za to, że prowadzi swój kraj ścieżką dobrobytu nagle stał się wrogiem numer jeden wszystkich. Kryzys gospodarczy, wywołany przez międzynarodowe spekulacje był jego winą. Przeszkodą w przełamaniu zapaści był jego upór. Nagle również okazało się, że rozwój gospodarczy jest hamowany przez brak demokracji i poszanowania dla praw człowieka. Manifestacje studentów i obalenie Suharto miały być dla 190 milionowej społeczności Indonezji jedyną drogą wyjścia. Suharto upadł, studenci wrócili na uczelnie, program dostosowawczy przygotowany przez MFW jest posłusznie realizowany przez nowy rząd. Są już tego pierwsze efekty. Indonezja stanęła na skraju głodu. Ten niedawno jeszcze azjatycki tygrys notujący przez ostanie lata 6 - 7 procentowy wzrost gospodarczy po zastosowaniu kuracji MFW może wkrótce być krajem powszechnego głodu. Obecny prezydent Indonezji Jusuf Habibi zwrócił się do swoich rodaków aby pościli przez dwa dni w tygodniu. Sytuacja jest tak dramatyczna, że Habibi zaapelował aby indonezyjczycy zrezygnowali przez dwa dni w tygodniu z jedzenia ryżu.
Odwołując się do islamu Habibi zażądał aby w poniedziałki i czwartki stosować ścisły post. Już teraz ocenia się, że 70 milionów mieszkańców tego kraju żyje na granicy ubóstwa. Wkrótce liczba ta może się zwiększyć do 94 milionów. Bogaty i kwitnący gospodarczo kraj nagle stanął przed perspektywą powszechnego głodu. Gospodarka Indonezji, która do niedawno całkiem dobrze radziła sobie na wymagającym azjatyckim rynku z dnia na dzień stała się nic nie warta. Wszystko to w tym samym czasie kiedy MFW i Bank Światowy przyznały Indonezji ponad 40 mld USD kredytu pomocowego. Okazuje się, że każdy dolar takiej pomocy zamiast oddalać przybliża widmo nędzy i ubóstwa. Ścisłe stosowanie się do kuracji aplikowanej przez MFW i Bank Światowy przynosi oczekiwane rezultaty - pacjent zdycha. Zdychającym z głodu tygrysem ma się zajmować wyspecjalizowana organizacja czyli FAO (światowa organizacja walcząca z głodem). Indonezja dzięki staraniom MFW dołączyła do krajów takich jak Somalia i Sudan.
Tymczasem miłość amerykanów do skośnookich przesunęła się na inny kraj. Ulubieńcem jankesów, po wtrąceniu w otchłań gospodarczej zapaści krajów Azji Południowo - Wschodniej, stały się Chiny. Tam amerykanom w robieniu interesów nie przeszkadza brak demokracji. Wprost przeciwnie. Clinton, który odwiedził Chiny ogłosił wszem i wobec, że nie masz bardziej szanującej prawa człowieka władzy niż ta w Chinach. Nagle okazuje się, że zdaniem Billa Chiny to normalny kraj i już wkrótce, ,,w niczym nie będzie się różnił od demokracji typu zachodniego. Prezydent USA był pod wrażeniem "ogromnych przemian jakie dokonały się w państwie środka.
Perspektywa doskonałego interesu jaki amerykanie mogą tam zrobić przesłoniła Clintonowi to co się działo na placu Tienanmen. Bill dziarsko defilował po tym samym placu, na którym niedawno czołgami rozjeżdżano jego dotychczasowych sojuszników - studentów - walczących o wolność na amerykańską modłę. W towarzystwie chińskiego komunistycznego przywódcy Jiang Zemina oddawał cześć kompanii chińskich żołnierzy. Część z nich zapewne uczestniczyła w tłumieniu studenckich wystąpień, które w USA przedstawiane były jako zryw do wolności.
Obecnie Chiny to ulubiony amerykański partner w interesach. W zasadzie jankesi zaczynają wątpić czy w ogóle kogokolwiek wtedy w Chinach zabito, a z czołówek telewizyjnych przekazów zdjęto królujące tam do tej pory obrazki egzekucji przez komunistyczną władzę chińskich obywateli, którzy dobierani są do odstrzału pod kątem zamówień na organy ludzkie.
Cóż biznes ma swoje prawa, a ten obecnie ma być robiony w Chinach. Teraz, kiedy z rywalizacji odpadły inne kraje Azji takie jak Japonia, Korea, czy choćby Indonezja, Jankesi mogą sobie na to pozwolić. Amerykanie nie pozostają w samotności w swej polityce uprzejmości wobec Chin. Podobnie jak kiedyś zachodnie demokracje oddały hitlerowskiej Rzeszy Czechy i Austrię pod pretekstem ratowania światowego pokoju, co doprowadziło do ogólnoświatowej wojny, tak dziś za poprawienie bilansu handlowego te same demokracje oddają w chińskie łapy swoich dotychczasowych sojuszników: Honkong i Tajwan. Przy okazji zhandlowania przez brytyjską królową obywateli swej byłej kolonii użyto nawet nowego sloganu ,,Jeden kraj dwa systemy. Oznacza on, iż komunizm nie może być przeszkodą w robieniu interesów. Wzajemne uprzejmości, uściski i serdeczności chińskich komunistów i amerykańskich wielbicieli wolności i praw człowieka zakłócił tylko jeden incydent. Jakiś dureń zapytał czy prawdą jest, że chiński rząd wspierał milionami dolarów kampanię wyborczą amerykańskiego prezydenta. Oburzony Jiang Zemin gorączkowo zaprzeczył. Ta nerwowa reakcja chińczyków nie wpłynęła dobrze na rozwianie wątpliwości w tej sprawie. Na koniec Chińczycy złożyli zapewnienie, że zmniejszą ilość przeprowadzanych egzekucji aby także w tej dziedzinie oddać prymat swoim amerykańskim sojusznikom. W tym samym dniu, kiedy Clinton serdecznie ściskał się z Jiang Zeminem, w Watykanie Papież Jan Paweł II apelował o to aby "nie kupczyć prawami człowieka. Jak zwykle wskazaniami Kościoła przejmują się biedni i maluczcy. Clinton i jego obecny skośnooki kolega Jiang na pewno do takich nie należą.