Dyskryminowany za 18 tys. miesięcznie
Każdy poseł otrzymuje miesięcznie ok. 8 tysięcy złotych uposażenia.
Do tego rozmaite przywileje - darmowe przejazdy koleją, hotel sejmowy, bilety lotnicze, refundowane przez kancelarię Sejmu. Ponadto posłowie otrzymują ok. 10 tys. złotych miesięcznie na utrzymanie biur poselskich. Za te pieniądze powinni wynająć lokal, opłacić w nim czynsz, media, telefony i płace pracowników. Niektórzy spośród posłów potrafili utworzyć za 10 tysięcy aż 10 biur w swoim okręgu wyborczym.
Na całkiem odwrotny pomysł wpadł jeden z liderów Ligi Polskich Rodzin Witold Hatka. Poseł ten - znany szerszej publiczności głównie ze względu na udział w aferze z "kierowaną" upadłością Wielkopolskiego Banku Rolniczego - postanowił bowiem zamknąć swoje biuro poselskie.
Nie wiemy, co było przyczyną takiej decyzji, być może miał już dość oszukanych wcześniej rolników, którzy nachodzili go w biurze.
Geniusz posła Hatka polega jednak na tym, że mimo faktu likwidacji biura postanowił nie rezygnować z 10 tysięcy miesięcznie.
Zgłosił więc w Kancelarii Sejmu nowy adres biura w... swoim prywatnym mieszkaniu. Tam też przeniósł całe wyposażenie, jakie otrzymał od kancelarii Sejmu - ksero, fax, komputer, itp.
Oczywiście o tym biurze w mieszkaniu miał nikt się nie dowiedzieć. Nie zawisła żadna tablica informacyjna, żadnych interesantów Hatka w prywatnym mieszkaniu przyjmować nie zamierzał. Nie odbierał również telefonów.
Nawet sąsiedzi nie mieli pojęcia, że jego mieszkanie jest teraz "biurem poselskim". Dzięki temu miał jednak dodatkowe 10 tysięcy miesięcznie na drobne wydatki.
Mógł opłacać czynsz, wodę, prąd, telefon, gaz, czyli całe koszty utrzymania mieszkania z pieniędzy sejmowych. Nie wiemy, czy rozliczał również koszty np. sprzątania swojego mieszkania. Tak czy inaczej, sowicie opłacany z budżetu poseł wymyślił, jak można mieszkać za darmo i jeszcze na tym zarobić.
Gdy dziennikarze ,,Gazety Wyborczej" odkryli pomysł, na który wpadł Hatka, w Sejmie zawrzało. Marszałek Nałęcz najbardziej obawiał się, co będzie, gdy inni posłowie postąpią podobnie. Póki co sprawą ma zająć się komisja etyki.
Jak na zarzuty zareaguje poseł Hatka można się jednak domyślać.
Niedawno, gdy ktoś wytknął mu oszukanie tysięcy udziałowców banku, którym kierował, poseł Hatka wyszedł na mównicę sejmową, by zwrócić się to swojego adwersarza tymi słowami: Ja, poseł Witold Hatka, więzień stanu wojennego, prześladowany i wygnany na lata z ziemi ojczystej, syn Ludwika represjonowanego i więzionego za czasów stalinowskich i późniejszych, oświadczam z wielkim żalem, że większość sejmowa na nowo jawnie wypowiedziała przedstawicielom narodu wojnę na śmierć i życie. Teraz zapewne Hatka będzie mógł dodać: ..wojnę na śmierć i życie, oraz darmowy czynsz, telefon, wodę i gaz".