Jak hartował się kapitalizm
"Ze względów politycznych jesteśmy przeciw prywatyzacji strategicznych gałęzi gospodarki, kolei, banków, PZU, chyba że przez polski kapitał (…)" powiedział Gazecie poseł Ligi Polskich Rodzin Roman Giertych.
Kiedy we wrześniu 1992 roku powstał Wielkopolski Bank Rolniczy S.A.. nikt nie przypuszczał, że stanie się on poletkiem doświadczalnym liderów Ligi Polskich Rodzin. Problemy banku rozpoczęły się w roku 2000.
Przewodniczącym Rady nadzorczej WBR SA zostaje Witold Hatka (obecnie poseł LPR) a jej sekretarzem Roman Giertych.
29 sierpnia 2000 roku zostaje powołana spółka Hatrol. Firmę zarejestrował Witold Hatka, działający w imieniu WBR SA i Romuald Starosielec. Kapitał zakładowy spółki wynosił 2 miliony 320 tysięcy złotych, z czego Bank wyłożył "tylko" 2 miliony 300 tysięcy oraz pokrył koszty aktu notarialnego w wysokości 14 tysięcy 920 złotych. Tym samym w Hatrolu Wielkopolski Bank Rolniczy objął 2300 udziałów natomiast drugi wspólnik, osoba prywatna, otrzymał udziałów 20. Jednocześnie przyjęto rozwiązanie, zgodnie z którym decyzje podejmowane w Hatrolu są ważne tylko wtedy, gdy 100% głosów opowie się za danym rozwiązaniem. Oznacza to, że mając 20 udziałów kontrolujemy całą spółkę. Nie ma się czemu dziwić aferze PZU, gdzie za pieniądze PZU próbowano kupić PZU. Jak się okazuje, historia polskiego kapitalizmu w owym okresie znała już podobne przypadki. Wystarczyło jedynie skopiować.
Tamtego też dnia w skład pierwszej, czteroosobowej Rady Nadzorczej weszli Roman Giertych i Witold Hatka. I znów niespodzianka. Rada została wybrana na 9 lat. Tyle oburzenia przewija się obecnie w mediach w sprawie tzw. umów społecznych, które gwarantowały 10 letni okres zatrudnienia zarządom zakładów energetycznych. To też okazuje się nie jest pomysłem nowym. 9 lat ciepłej posadki…dla Romana Giertycha i jego znajomych. To nie jedyna spółka, którą powoływali liderzy Ligi Polskich Rodzin.
Przewodniczący Roman lubi działać w drugim szeregu. Nie wpycha się na afisz, żadnych tam prezesów, szefów. Zawsze albo sekretarz Rady, albo członek. Od wchodzenia na szyld ma "zaufanych" ludzi. W LPR prezesem jest Marek Kotlinowski, przewodniczącym klubu parlamentarnego LPR jest Marek Kotlinowski. Roman G. jest skromnym posłem, przewodniczącym Kongresu, członkiem prezydium zarządu.
Niektórym wyda się to nieprawdopodobne, ale wystarczy zajrzeć w statut Ligi i wszystko będzie jasne. To prawda, że w telewizji Roman, w radio Roman, w gazetach Roman, ale przecież już Marian Krzaklewski udowodnił, że najlepiej się kieruje z tylnego siedzenia. Nie tak dawno w jednym z programów publicystycznych z rozbrajająca szczerością Krzaklewski na pytanie dotyczące jego odpowiedzialności przy okazji prywatyzacji PZU stwierdził, że on nie pełnił żadnych konstytucyjnych stanowisk i w związku z tym nie grozi mu żaden Trybunał Stanu. Stanąć przed Trybunałem mogą premierzy, ministrowie, prezydenci…ale nie on, skromny przewodniczący AWS.
18 lutego 2004 roku sejm debatował nad pociągnięciem do odpowiedzialności karnej posła Witolda Hatki. Prokuratura w Kaliszu postawiła mu zarzut popełnienia przestępstwa z art. 296 par.1 i 3 Kodeksu Karnego, czyli o dokonanie szkody na rzecz Wielkopolskiego Banku Rolniczego na kwotę co najmniej 2 milionów 670 tysięcy 558 złotych. Podczas posiedzenia sejmowej Komisji Regulaminowej i Spraw Poselskich, przygotowującej wniosek o uchylenie immunitetu oskarżony Hatka był reprezentowany przez obrońcę.. Romana Giertycha, posła, byłego członka Rady Nadzorczej Hatrolu, który jako sekretarz Rady Nadzorczej Wielkopolskiego Banku Rolniczego, do wyprowadzenia pieniędzy z WBK SA ręki nie przyłożył…
I Marian Krzaklewski by się tego nie powstydził.
Według zasady: najlepszą obroną jest atak, zrodził się pomysł lansujący tezę, że za atakiem na "rodzinę Giertychów" stoi Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe. Zmienił się Sejm, zmieniła się koalicja rządząca, zmieniła się teza. Obecnie jest to "prowokacja" zorganizowana przez SLD. Przewidujemy, że gdyby po jesiennych wyborach na czele nowego rządu stanął Jan Maria Rokita oficjalna teza będzie brzmieć, że afera to spisek liberalnej Platformy przeciwko radiomaryjnej Lidze. Wszak to Rokita powiedział z trybuny sejmowej, że Roman Giertych jest postacią w polskiej polityce wyjątkowo cyniczną.
Akta prokuratury w Kaliszu o sygnaturze DS. 26/01 tak czy inaczej przejdą do klasyki kapitalizmu politycznego obok takich spraw jak PZU, Orlen, Stocznia Gdańska czy FOZZ.
Szkoda tylko, że do dziś prokuraturze w Kaliszu nie udało się przesłuchać w tej sprawie Romana Giertycha i Marka Kotlinowskiego, których jeszcze chroni immunitet. Przecież zawsze można powiedzieć : "Nieprawdą jest, że spotkałem się z panem Kulczykiem".