Górnictwo przez szereg lat było branżą tonącą w długach. Stan taki zdawał się odpowiadać dokładnie wszystkim.
Na zadłużonych po uszy kopalniach zarabiali wszyscy. Banki, kredytujące kopalnie, pośrednicy handlu długami, firmy kooperujące z kopalniami. Najdziwniejsze było to, że choć kopalnie były zadłużone po uszy, drzwiami i oknami pchali się różni biznesmeni, chcący robić z kopalniami interesy.
W tej mętnej wodzie, niektórzy poruszali się całkiem nieźle, robiąc bajońskie interesy. Taka sytuacja odpowiadała nie tylko tym, którzy z kopalniami robili interesy ale także niektórym dyrektorom i związkom zawodowym. Klasycznym przykładem fortuny wyrosłej na interesach z zadłużonymi kopalniami jest "Silesia" i tamtejszy przewodniczący NSZZ "Solidarność" Kazimierz Żyrek.
Wcale nie ukrywał on, że za pośrednictwem firmy założonej na własną żonę, robił doskonałe interesy z kopalnią i byłą Nadwiślańską Spółką Węglową. Zadziwiające jest również to, że najlepsze interesy robił on wtedy, kiedy górnictwo było na skraju bankructwa. Kiedy sytuacja branży ulegała poprawie, jego interesy zaczęły zdychać.
Z nieuczciwymi interesami na górnictwie jest jak z handlem "skórkami" w Łodzi, najlepsze interesy robiło się na trupie. Zadłużenie branży było również pretekstem do likwidacji kopalń. Wiadomo, że przy likwidacji żywili się wszyscy. Taki trup, czyli likwidowana kopalnia, był żerowiskiem dla licznych. W jednej z likwidowanych kopalń bytomskich, z łaźni zginęły stare mosiężne klamki. W innych ginął sprzęt biurowy. Na samym końcu tego łańcucha byli złomiarze, którzy potrafili rozebrać wszystko łącznie z bramą i budką strażnika, w której siedział ochroniarz.
Nie to jest jednak najciekawsze. Najciekawsze, że przy likwidacji kopalń, potrafiły ginąć całe obszary, niekiedy nawet takie, na których posadowione były całkiem duże budynki. Niczym w trójkącie bermudzkim, coś było na stanie kopalni i nagle się dematerializowało. Znikało jako własność kopalni, po to, aby po jakimś czasie pojawić się jako własność prywatna. Tak potrafiły ginąć całe budynki, ba nawet ośródki wczasowe z wyciągami narciarskimi. Dawid Copperfield to grzeczny harcerzyk, który niewiele umie, przy tych macherach, którzy czarowali z majątkiem kopalń.
Największe okazje zdarzały się oczywiście na trupach, czyli przy likwidacji kopalń. Jednak prawdziwe eldorado przyszło wraz z dużym trupem, czyli czasem, kiedy likwidowane były całe spółki węglowe. W trakcie licznych przekształceń w górnictwie, niektóre spółki przejęły ośrodki wczasowe od wchodzących w ich skład kopalń. Później kopalnie weszły do nowo tworzonej kompani, a spółki pozostały obok. Zostały do likwidacji.
Teraz, także byłe spółki węglowe, przechodzą pod kompanię. Po drodze jednak to i owo z nich zginęło. Kiedyś mieliśmy ponad 70 kopalń. Dziś została z tego połowa. Była sobie między innymi kopalnia "1 Maja" w Wodzisławiu Śląskim. Kopalnię tą, w ramach szaleńczych programów likwidacyjnych, oczywiście zamknięto. Jakiś głupek zamknął ją, albo dlatego, że nazywała się "1 Maja"- a to robotnicze święto i przeżytek po PRL -u - albo z jakiejś innej, równie istotnej przyczyny. Po kopalni "1 Maja" słuch zaginął. Słuch zaginął również po majątku socjalnym, jaki ta kopalnia miała.
Kopalnia "1 Maja" była w Rybnickiej Spółce Węglowej. W Rybnickiej Spółce Węglowej była również kopalnia "Marcel", likwidująca i przejmująca majątek po "1 Maja". Formalnie "1 Maja" zlikwidowano przez połączenie z "Marcelem". Wszystko w ramach Rybnickiej Spółki Węglowej. Także kopalnia "Marcel" miała niezły majątek socjalny. Na stanie kopalni "Marcel" był między innymi ośrodek wczasowy "Marcel". Wiemy, że OW "Marcel" był własnością KWK "Marcel". Wiemy, że kiedy KWK "Marcel" weszła w skład Rybnickiej Spółki Węglowej, to KWK "Marcel" oddała OW "Marcel" do RSW. Wiemy, że KWK "Marcel" weszła do Kompanii Węglowej. Wiemy, że OW "Marcel" został w RSW. I dalej już nic nie wiemy. Nie wiemy, gdzie dziś jest i do kogo należy Ośrodek Wypoczynkowy "Marcel".
Nie jest to zresztą jedyny obiekt, który zaginął w zawiłych procesach restrukturyzacji górnictwa. Z tej samej kopalni, szlag trafił tak zwaną "Bażanciarnię" w Radlinie. Kiedy już kopalnia "Marcel" weszła do Kompanii Węglowej, nasi związkowcy z tej kopalni przypomnieli sobie o tym, że była kiedyś "Bażanciarnia". Bardzo byśmy chcieli wiedzieć, co z nią się stało, bo jako obiekt będący na stanie socjalnego, powinien służyć załodze, a jeśli został sprzedany, to pieniądze z jego sprzedaży, powinny trafić do pracowników KWK "Marcel". Zapytaliśmy więc w listopadzie 2004 roku Dyrektora, gdzie jest "Bażanciarnia". Dyrektor uprzejmie nam wyjaśnił w przydługim piśmie, że ostatnio "Bażanciarnię" widział przy Rybnickiej Spółce Węglowej, a było to wtedy, kiedy on i kopalnia przeszli do Kompanii Węglowej, zaś "Bażanciarnia" niechciana, została przy RSW.
Z pisma dyrekcji wynika, że obiekt "pozostawał w strukturach organizacyjnych RSW". Z tego, że " pozostawał" nie wynika, że pozostał. Z pisma tego nie wynika też, gdzie "obiekt" jest dziś. Skoro Dyrektor uprzejmie nas poinformował, że zostawił "Bażanciarnię" w RSW, to zwróciliśmy się tam, chcąc odzyskać dla pracowników KWK "Marcel", albo ich "Bażanciarnię", albo choćby szmal po niej. W RSW byli już mniej uprzejmi. Napisali nam, że "Bażanciarni" nie ma, a szmalu po niej, załoga KWK "Marcel" nie zobaczy i już. W RSW nie posiadają bowiem dokumentów, że obiekt był obiektem socjalnym kopalni, a skoro oni takich dokumentów nie mają, to nic nie muszą oddawać.
Wygląda to tak, jakby rąbnęli ci samochód. Idziesz patrzysz stoi na placu sąsiada. Mówisz mu: oddaj! A on: nie oddam, bo szukałem i w domu nie mam żadnych kwitów, że to był twój samochód.
Nie ma więc "Bażanciarni", ani szmalu po niej. Gdzie jest dziś, jeszcze nie wiadomo. To znaczy "Bażanciarnia" stoi tam gdzie stał, tylko nie wiadomo, kto jest teraz jej właścicielem i jak do tego doszło...
Podobnie rzecz się ma z Ośrodkiem Wczasowym "Marcel" w Dziwnówku. Stoi tam gdzie stał, ale dla kogo zarabia? Idąc tropem obiektów ginących z kopalń byłej RSW, odkryliśmy Wodzisławską Strefę Aktywności Gospodarczej. Myślimy sobie, cóż za szczytna inicjatywa. Na Śląsku szaleje bezrobocie, likwidowane są kopalnie, ludzie nie mają roboty i perspektyw na przyszłość, wodzisławianie widoków na pracę i aktywność gospodarczą, to "Strefa Aktywności Gospodarczej" im się przyda, jak nic. Zajrzeliśmy do udziałowców, którzy powołali to cudo i dopiero nabraliśmy szacunku.
Okazuje się, że o "aktywność gospodarczą" wodzisławian dbają, nie kto inny ale Rybnicka Spółka Węglowa - reprezentowana przez prezesa Franciszka Niezgodę i Piotra Rykalę oraz samorząd Wodzisławia. Gminę reprezentował Wacław Mandrysz. Każdy z udziałowców objął po połowie udziałów w spółce. Piękna nazwa, szczytne cele, zacni ludzie, myślimy sobie "Wodzisławska Strefa" powołana przez największego pracodawcę w regionie i samorząd, pewnie chce dbać o rozwój gminy i dobro jej mieszkańców. Ale gdzie tam, jak coś się tak ładnie nazywa, to musi być w tym jakiś szwindel. Okazuje się, że dziś "Wodzisławska Strefa Aktywności Gospodarczej" to spółka z. o.o. z większościowym udziałem prywatnej osoby " niejakiej Pani U. M. U.M. jest dziś większościowym udziałowcem spółki, a więc praktycznie jej prywatnym właścicielem.
12 grudnia 2003 roku Miasto Wodzisław sprzedało jej swoje udziały za ... uwaga 7 tysięcy złotych. Udziały, które miasto Wodzisław w 1999 roku objęło za 50 tysięcy, w trzy lata później, sprzedaje prywatnej osobie za ... 7 tysięcy złotych. Doskonały interes zamienić 50 tysięcy na 7. Nie było by jeszcze w tym nic nadzwyczajnego. Od miasto robi interesy jak umie. W końcu kupiła kobitka te 50% spółki, ale pozostałe 50%, wciąż należy do RSW. Więc kupiła niewiele, bo o niczym nie może zdecydować sama, bez zgody RSW.
Ale to nie ten obszar kulturowy, w którym wszystko jest jasne, czytelne i proste. W tym samym czasie spółka ta, podnosi bowiem kapitał o 10 tysięcy, a nowe udziały obejmuje wyłącznie pani U.M. Co robi RSW, kiedy traci kontrolę nad spółką? RSW nie robi dokładnie NIC. W ten oto sposób, prywatna osoba, przejęła kontrolę nad spółką o kapitale 110 tysięcy złotych, wydając na ten cel zaledwie 17 tysięcy. Dolce vita!
Nic by nas to może i nie obchodziło, gdyby nie to, że oto w tejże Wodzisławskiej Strefie Aktywności Gospodarczej, odnalazł się nasz Ośrodek Wczasowy "Marcel", który kiedyś należał do pracowników KWK "Marcel". Dziś zawiaduje nim spółka, w większości prywatna. Jak to się stało? Niedawno w Katowicach był na występach Dawid Copperfield - specjalista od znikania budynków. Może to jego wina? My póki co, w imieniu pracowników kopalni "Marcel" i byłych pracowników kopalni "1 Maja", przejętych przez inne kopalnie byłej RSW, pytamy co się stało z obiektami socjalnymi tych kopalń? Bażanciarniami, ośrodkami wypoczynkowymi, wyciągami narciarskimi, innymi obiektami w Wiśle, Dziwnówku, Zakopanem, Radlinie i innych "mało atrakcyjnych" miejscowościach turystycznych.
Mamy do tego prawo, bo część z tych ośrodków, to mienie socjalne należące do pracowników kopalni "Marcel" i "1 Maja". Pytamy również:
* Franciszka Niezgodę " byłego prezesa RSW, dziś wiceprezesa Kompani Węglowej, jak to się stało, że RSW utraciła kontrolę nad spółką, która zawiaduje obiektami wypoczynkowymi po kopalniach byłej RSW, a kontrolę tę przejęła prywatna osoba za sumę 17 tysięcy złotych?
* Miasto Wodzisław " które sprzedało swoje udziały w spółce o wartości 50 tysięcy złotych za 7 tysięcy złotych osobie prywatnej, jaki zrobiło na tym interes?
* Odpowiednie organy kontroli państwa " gdzie jest majątek socjalny kopalń przejęty przez RSW, który do tych kopalń nie wrócił.