Przedruk za ,,Polityka", nr 51/2004
Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe (SKOK) miały służyć najuboższym: udzielać im tanich pożyczek, przyjmować wysoko oprocentowane lokaty. Stały się maszynką do zarabiania pieniędzy dla wąskiej grupy osób " władz Kasy Krajowej. Dużych pieniędzy.
Kilka tygodni temu w raporcie "Wielki SKOK" (POLITYKA 47) opisywaliśmy system powiązań polityczno-biznesowych, który od kilku sejmowych kadencji pozwala SKOK forsować w parlamencie korzystne dla siebie ustawy. Przedstawiliśmy też układ rodzinno-biznesowy, który oplótł Krajową SKOK. Po artykule rozpętała się burza. Władze Kasy Krajowej rozesłały do swoich pracowników pismo, w którym sugerowały, że krytyczne publikacje na temat SKOK powstają z inspiracji obcego kapitału. Opisani w tekście politycy lobbujący na rzecz Kas zagrozili nam sądem.
Ale odebraliśmy także dziesiątki telefonów i listów od byłych członków władz różnych SKOK, ich pracowników i klientów, którzy potwierdzali istnienie opisanych przez nas mechanizmów. Z ich relacji wyłania się obraz nieprawidłowości na skalę o wiele większą, niż mogliśmy przypuszczać.
Wysysanie Kas
Przypomnijmy: pomysł utworzenia w Polsce Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych, które będą gromadzić pieniądze swoich członków i ze zgromadzonych środków udzielać im pożyczek, przywiózł z USA Grzegorz Bierecki, były dyrektor Komisji Krajowej NSZZ Solidarność, bliski współpracownik ówczesnego przewodniczącego związku " Lecha Wałęsy i wiceprzewodniczącego " Lecha Kaczyńskiego. Bierecki zaszczepił pomysł działaczom Solidarności. To w oparciu o struktury związku, a później także o parafie, powstały pierwsze SKOK. Każdy z nich prowadził własną politykę finansową. Cel był jasny i ważny: możliwie najtańsze pożyczki i najkorzystniejsze lokaty. Koszty działania Kas były minimalne " funkcjonowały kątem w siedzibach związków i na plebaniach, a członkowie ich władz pracowali często społecznie.
W 1992 r. za namową Biereckiego kilka istniejących wówczas SKOK utworzyło spółdzielnię Kas " Krajową SKOK. Bierecki przekonywał, że będzie ona gwarantem bezpieczeństwa finansowego i stabilności Kas. Były działacz Solidarności, który uczestniczył w tworzeniu Krajowej SKOK, twierdzi jednak, że Bierecki po prostu chciał uzyskać kontrolę nad systemem, którego czuł się ojcem. Udało się: został prezesem SKOK czapy, a członkami zarządu jego najbliżsi współpracownicy: Lech Lamenta i Wiktor Kamiński. Przy wsparciu brata Grzegorza Biereckiego " Jarosława i gdańskiego prawnika Adama Jedlińskiego rządzą Kasami do dziś. Pracownicy Kas nazywają ich Wielką Piątką.
W 1995 r. dzięki wsparciu ówczesnego posła Unii Pracy Bogusława Kaczmarka Wielkiej Piątce udało się przeforsować w Sejmie ustawę, która nakazała wszystkim SKOK zrzeszenie się w Kasie Krajowej. Mając pewność, że żaden SKOK nie będzie już mógł działać poza podległym im systemem, władze Krajowej SKOK zaczęły nakładać na szeregowe Kasy coraz większe obciążenia. " Wielka Piątka zabezpieczyła się przed ewentualnym buntem Kas i odwołaniem z funkcji. Władze Kasy Krajowej wybiera wprawdzie walne zgromadzenie wszystkich SKOK, ale o liczbie głosów, którymi dysponują one na walnym, decyduje Kasa Krajowa. Najwięcej głosów ma SKOK im. Franciszka Stefczyka, w którego radzie nadzorczej zasiadają bracia Biereccy, Kamiński, Lamenta i Jedliński " mówi była wiceprezes SKOK im. Ks. Wawrzyniaka w Gdańsku.
Od decyzji Kasy Krajowej nie ma się do kogo odwołać " SKOK nie podlegają bowiem nadzorowi bankowemu " choć coraz bardziej przypominają normalny bank " ani Krajowej Radzie Spółdzielczej (forma spółdzielcza dobrze natomiast chroni przed jakąkolwiek zewnętrzną ingerencją). Przestrzegania przynajmniej niektórych procedur w Kasach mogłyby pilnować sądy gospodarcze " ale ich sędziów w zakresie przepisów dotyczących SKOK szkoliła Kasa Krajowa!
Wielka Piątka może więc bez przeszkód podejmować decyzje, dzięki którym pieniądze szeregowych SKOK zasilają szerokim strumieniem Kasę Krajową oraz powiązane z nią spółki i instytucje, a wieloma węższymi strumykami " portfele członków jej władz.
" Im więcej pieniędzy jest w obrocie w SKOK, tym większy trzeba płacić haracz Kasie Krajowej " twierdzi Zenon Baszczyński, były prezes SKOK Sezam w Szczecinie.
Kasa Krajowa zobowiązała na przykład wszystkie SKOK do korzystania z programów komputerowych opracowanych przez należącą do niej spółkę H and S. " Za program nie płaci się jednak jednorazowo, ale bierze się go w dzierżawę. Wysokość opłaty zależy od majątku danego SKOK. Gdy majątek rośnie " opłata rośnie razem z nim.
H and S dzięki temu ma na zawsze zapewnione dochody " mówi Baszczyński. W radzie nadzorczej H and S zasiadają bracia Biereccy, Kamiński, Lamenta oraz Grzegorz Buczkowski " jeden z zaufanych ludzi Wielkiej Piątki, prezes należącego do Kasy Krajowej Towarzystwa Ubezpieczeń Wzajemnych. Wszystkie SKOK płacą też Kasie Krajowej za reklamę " choć reklamowany jest głównie SKOK im. Stefczyka.
Kandydaci na członków władz poszczególnych SKOK muszą ukończyć studium finansowo-administracyjne Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych (prezesem jest Grzegorz Bierecki) i zdać egzamin w Krajowej SKOK. " Szkolenie kosztuje 4 tys. zł za semestr od osoby. Za egzamin płaci się osobno. Ale to nie koniec " bo co dwa lata trzeba potwierdzać swoje kwalifikacje, a to oznacza szkolenia uzupełniające i kolejne egzaminy. I tak bez końca " wylicza Zenon Baszczyński. Według niego po zapłaceniu wszystkich obowiązkowych składek małe Kasy zostają niemal bez grosza: " Zgodnie z ustawą o spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kapitałowych SKOK miały odprowadzać do Kasy Krajowej tylko 1,22 proc. aktywów na tzw. fundusz stabilizacyjny. Ale krajówka wyciąga od nich kolejne pieniądze: każe przekazywać sobie wpłacane przez członków w momencie zapisywania się do SKOK wkłady (w różnych Kasach 20"40 zł " przyp. aut.), wniesione przez nich udziały (50"70 zł), odprowadzać na konto krajówki 5 proc. funduszu pożyczkowego, obowiązkowo ubezpieczać się w Towarzystwie Ubezpieczeń Wzajemnych SKOK.
SKOK na bank
Jedną z niewielu swobód, jakie pozostały SKOK, jest posiadanie własnych rachunków w wybranych bankach. Na nich trzymają pieniądze pozostałe po wniesieniu wszystkich wymaganych opłat do Kasy Krajowej. " Ale i te konta stoją Wielkiej Piątce kością w gardle, chciałaby mieć własny bank i kazać SKOK przenieść do niego wszystkie rachunki " mówi prezes jednej z Kas na południu Polski. W 2000 r. władze Kasy Krajowej podjęły próbę przejęcia znajdującego się wówczas w trudnej sytuacji finansowej Wielkopolskiego Banku Rolniczego.
O przejęcie kontroli nad bankiem starał się również Bank Pocztowy, ale pełniący wtedy funkcję przewodniczącego rady nadzorczej WBR Witold Hatka (obecnie poseł LPR) i ówczesny członek rady Roman Giertych (również LPR) poparli w tym wyścigu Kasy. Należące do Kasy Krajowej TUW SKOK objęło 10 proc. akcji banku. Mimo że zaangażowanie finansowe Kas w WBR było niewielkie, przypadło im 6 z 10 miejsc w radzie nadzorczej. Zasiedli w niej m.in. Grzegorz Bierecki, Lech Lamenta, Wiktor Kamiński i Grzegorz Buczkowski. " Powinni wówczas zostać odwołani z funkcji w Kasie Krajowej, bo jej statut zabrania członkom władz Krajowej SKOK zasiadania we władzach instytucji prowadzących konkurencyjną w stosunku do SKOK działalność, a WBR był bez wątpienia konkurencją dla Kas " przekonuje była wiceprezes gdańskiego SKOK. W SKOK wierchuszka utrzymała jednak swoje funkcje w Kasach i zaczęła rozdawać karty w WBR. Powołany przez nią zarząd WBR podpisał z podmiotami należącymi do systemu SKOK szereg umów, które, jak uznała później prokuratura, były niekorzystne dla banku. Dzięki nim z WBR do SKOK wypłynęło blisko 10 mln zł (chociaż to Kasy miały inwestować w WBR). Umowy były skonstruowane tak, że w razie wycofania się z nich bank musiałby płacić ogromne kary. Na ewentualne ich pokrycie musiał utworzyć 23 mln zł rezerwy (podczas gdy jego kapitał wynosił wówczas niecałe 20 mln zł).
Transakcje z Kasami ostatecznie pogrążyły WBR. Nadzór bankowy musiał wprowadzić w nim zarząd komisaryczny. W 2001 r. Prokuratura Okręgowa w Kaliszu stwierdziła, że w wyniku działalności władz WBR pokrzywdzonych zostało 2,5 tys. rolników " akcjonariuszy banku. Postawiła członkom zarządu i członkom rady nadzorczej WBR: Grzegorzowi Biereckiemu, Lechowi Lamencie, Wiktorowi Kamińskiemu, Grzegorzowi Buczkowskiemu zarzuty działania na szkodę banku. " Ale sprawa się przewleka. Jako skazani nie mogliby pełnić już funkcji w Kasie Krajowej " mówi prezes jednej ze SKOK.
Posesjonaci
Wielka Piątka i jej najbliżsi współpracownicy nie poprzestają na ściąganiu pieniędzy ze SKOK do Kasy Krajowej. Potrafią także zadbać o siebie.
Jak ustaliliśmy, SKOK im. Stefczyka " najbardziej związany z Kasą Krajową " wyraził w ubiegłym roku zgodę na to, by lokale, w których będą powstawać kolejne oddziały Kasy, wynajmować od członków władz tejże kasy, " czyli także od zasiadającej w radzie nadzorczej Stefczyka Wielkiej Piątki.
Członkowie władz Stefczyka natychmiast pozakładali firmy zajmujące się wynajmem nieruchomości. Grzegorz Bierecki i prezes SKOK Stefczyka Andrzej Sosnowski utworzyli spółkę Arenda, Jarosław Bierecki i Lech Lamenta " spółkę Bila, Wiktor Kamiński zdecydował się prowadzić działalność samodzielnie, a Adam Jedliński część lokali wynajmuje Kasom na własny rachunek, część do spółki z kolegami z kancelarii prawnej.
Ustaliliśmy, że spółka Arenda wynajmuje Stefczykowi m.in. kilka lokali w Gdańsku i w Warszawie, Bila " w Sopocie, Gdyni, Pruszczu Gdańskim, Jedliński " w Świnoujściu, Malborku, Legionowie, Łodzi, Sopocie i Gdańsku, a Kamiński " w Łodzi. Na biznes załapał się także Roman Sikora, były prezes SKOK Rodzina, niedawno wchłoniętego przez Stefczyka. Wynajmuje on Kasie lokale w Sopocie i Gdyni, a jego żona w Gdańsku.
Jak członkowie władz Kasy stali się właścicielami tylu nieruchomości? " Lokal, w którym ma powstać oddział, kupuje SKOK. Potem członek władz Kasy bierze w niej kredyt i odkupuje nieruchomość, a SKOK ją od niego wynajmuje. Z czynszu płaconego przez Kasę członek jej władz spłaca kredyt. To prawdziwa maszynka do robienia pieniędzy, bo sieć oddziałów Stefczyka rozwija się błyskawicznie i wciąż potrzebne są nowe lokale " mówi były wysoko postawiony pracownik SKOK.
Szklane domy
Majątki wierchuszki SKOK rosną. Prezes Kasy Krajowej Grzegorz Bierecki oficjalnie mieszka wprawdzie w starym bloku w Gdańsku, ale jego żona Marzena (wiceprezes związanego ze SKOK Stefczyka Stowarzyszenia Krzewienia Edukacji Finansowej) już w kilkusetmetrowym domu, a siedziba spółki Arenda, której Bierecki jest współwłaścicielem, mieści się w luksusowym domu w Gdyni (kilka numerów dalej na tej samej ulicy, w nieco mniej okazałym budynku, mieszka jego brat Jarosław z żoną).
Drugi współudziałowiec Arendy, prezes Sosnowski, buduje sobie willę w jednej z najdroższych części Sopotu, nieopodal centrali SKOK. Projekt domu poraża przepychem: kilka pięter, garaże, szklane kopuły zamiast dachu.
Członkowie władz SKOK i ich rodziny zajmują się jednak nie tylko wynajmem nieruchomości dla Kas. Pracownicy Stefczyka długo dziwili się, czemu " mimo że Kasa ma własnych prawników i własną windykację " zaleca się im korzystanie z usług kancelarii prawnej HTP z Wrocławia. Okazuje się, że kancelarię prowadzi Halina Puniewska, żona byłego wiceprezesa SKOK im. Stefczyka Zbigniewa Puniewskiego (który później z rekomendacji PiS został wiceprezydentem Wrocławia).
Władze Krajowej SKOK próbują wykorzystać także do własnych celów kontakty ze związkowcami z Kas przyzakładowych. Działacze Solidarności, którzy zakładali SKOK w Rafinerii Gdańskiej, wspominają: " Parę lat temu Bierecki i Jedliński zażądali od nas, żebyśmy ich wprowadzili do rady nadzorczej Rafinerii Gdańskiej. Jako załoga mamy w radzie trzech swoich przedstawicieli. Odmówiliśmy. Ale w ilu zakładach się im udało?
Metodą Kasy Krajowej na tych, którzy nie chcą się podporządkować decyzjom Wielkiej Piątki, jest łączenie Kas: opornych przyłącza się siłą do powolnych Piątce. W małych SKOK Kasa Krajowa wprowadza po prostu zarządcę komisarycznego. Jako przyczynę podaje rzekome nieprawidłowości stwierdzone w Kasie. Sprawdziliśmy: w większości Kas poddanych zarządowi komisarycznemu nie było uchybień, które uzasadniałyby jego wprowadzenie. Potem zarządca komisaryczny podejmuje jednoosobowo decyzję o przyłączeniu Kasy do innej " której władze są posłuszne Wielkiej Piątce.
Z uzyskanych przez nas opinii prawnych wynika, że decyzje te podejmowane są nielegalnie " o połączeniu kas mogą zadecydować tylko ich walne zgromadzenia. W większych Kasach, zwłaszcza tych silnie związanych z Solidarnością, Krajówka stara się zachować formy legalności i zwołuje zgromadzenia przedstawicieli członków Kas. Tysiące członków Kasy reprezentuje kilku"kilkunastu przedstawicieli " zostają nimi jednak ludzie z wierchuszki Kasy Krajowej, którzy wcześniej specjalnie zapisują się do SKOK, który ma zostać przejęty. W ciągu ostatnich kilku lat krajówka zredukowała w ten sposób liczbę Kas z 250 do 96! Byłe władze przejętych SKOK organizują jednak opór: piszą zawiadomienia do prokuratur, odwołują się do sądów. Część z nich ma już w ręku sądowe orzeczenia o nielegalności decyzji Krajówki.
Łowcy klientów
Byli i obecni pracownicy Kas mówią, że ich społeczna misja to mit. " Dziś przekonują, że chcą walczyć z lichwą, a przez kilka lat od przeterminowanych pożyczek pobierały 200-procentowe odsetki karne. Kiedy pracownicy chcieli w umowach pożyczek wpisywać wysokość karnych odsetek, prezes SKOK nie wyraził na to zgody " mówi Mirela Jaroszewicz, była wiceprezes SKOK Rodzina.
Kasy miały wychodzić naprzeciw potrzebom najuboższych, iść im na rękę w przypadku trudności finansowych. Dlatego też zwolniono je z płacenia podatku dochodowego (zwolnienie przedłużono ostatnio do 2006 r.) " Tymczasem, jeśli ktoś ma na przykład spłacać pożyczkę w ratach po 500 zł, ale zabraknie pieniędzy i zapłaci 450 zł, to ta suma nie zostanie zaksięgowana jako spłata pożyczki. Trafi na tzw. konto techniczne, które jest nieoprocentowane, i będzie tam do czasu, aż klient dopłaci resztę " opowiada pracownik wielkopolskiej SKOK .
SKOK chwalą się, że za ich pośrednictwem można zapłacić rachunki czy dokonać przelewu taniej niż na poczcie. Jednak zgodnie z ustawą z usług Kas mogą korzystać wyłącznie ich członkowie. Władze Kasy Krajowej wymyśliły, jak obejść to ograniczenie: " Każą zapisywać się do SKOK pracownikom Kas. Pracownicy przyjmując opłaty od nieczłonków wpisują w rubryce "wpłacający" swoje nazwisko (czyli członka Kasy), a nazwisko prawdziwego wpłacającego w rubryce przeznaczonej na wyjaśnienie, za co jest rachunek. Często w ogóle się go nie wpisuje " bo w rubryce jest za mało miejsca. Wymyślony przez krajówkę mechanizm obejścia ustawowych ograniczeń sprzyja tym, którzy za pośrednictwem SKOK chcieliby prać brudne pieniądze " mogą dokonywać przelewów, a ich nazwisko nie zostanie na przelewie ujawnione " twierdzi pracownik Wielkopolskiej SKOK.
Pracownicy Kas i byli członkowie władz zlikwidowanych przez Kasę Krajową SKOK mają nadzieję, że SKOK uda się jeszcze przywrócić pierwotny charakter i cel, bo piękna idea pomocy ubogim została sprywatyzowana i zawłaszczona. Wierzą, że w końcu ktoś zajmie się nieprawidłowościami w Kasach. Oczekują tego choćby od polityków PiS, którzy popierali Kasy, ale być może nie wiedzą, co się w nich dzieje. W państwie prawa nie może przecież funkcjonować firma, która obraca miliardami złotych (jest największą pod względem liczby oddziałów instytucją finansową w Polsce), ale nie podlega niczyjej kontroli, w której o losach pieniędzy milionów członków decyduje tylko Wielka Piątka.