Nasilające się ostatnio roszczenia niemieckich ,,wypędzonych uświadamiają nam jak ważna jest kwestia dokumentowania swojej własności i dokumentacji historycznej w ogóle.
Niemieckie ziomkostwa od 50 lat gromadzą dokumenty dotyczące własności prywatnej na tzw. Polskich Ziemiach Odzyskanych. Dla tych którzy liczą na braki w niemieckich archiwach mamy kiepskie wiadomości; Otóż nie dość, że mają oni własne, dobrze uporządkowane archiwa, to jeszcze w Niemczech ciągle znajdują się duże polskie zbiory archiwalne.
Państwo Niemieckie nie zwróciło nam dużej części archiwów państwowych z okresu staropolskiego, wywiezionych z terenu zaboru pruskiego. W niemieckich rękach pozostały akta sądowe, szkolne i stanu cywilnego. Państwu polskiemu nie zostały też przekazane akty administracji pruskiej z ziem, które po odzyskaniu niepodległości weszły w skład II Rzeczypospolitej. Z pozostałymi dwoma byłymi zaborcami te kwestie udało się uregulować już w dwudziestoleciu międzywojennym.
W czasie II wojny światowej Niemcy spalili centralne archiwum w Warszawie. Straciliśmy wtedy ponad 90% zasobów. Dokonano także wiele spustoszeń w innych, mniejszych archiwach. Sporo dokumentów zagrabiono, a część z nich uległa zniszczeniu już na terenie Niemiec.
Z ciekawszych i cenniejszych dokumentów jakie ciągle znajdują się w Niemczech należy wymienić 74 pergaminy zagrabione z archiwów krakowskich, dotyczące stosunków polsko-krzyżackich. Czyżby liczono na ponowne sprowadzenie Krzyżaków do Polski?
Władysław Stępniak z Naczelnych Dyrekcji Archiwów Państwowych, przypomniał w wypowiedzi dla Polskiej Agencji Prasowej, że Niemcy nie zwrócili jeszcze dużej liczby dokumentów. Są one w większości przechowywane w zbiorach byłego Pruskiego Tajnego Archiwum Państwowego w Berlinie.
Niechęć niemieckich władz do zwrotu polskich dokumentów nie jest spowodowana jakimiś niezwykle restrykcyjnymi przepisami dotyczącymi udostępniania archiwów. W porównaniu np. do Wielkiej Brytanii, w której duża część dokumentów utajniana jest na 50 lat, jest to ustawodawstwo dość liberalne. Archiwa powinny być zamknięte na 30 lat. Niemieckie władze zdecydowały się na przykład na otwarcie własnych archiwów dotyczących Zjednoczenia. Według wiceministra niemieckiego MSW Eckarta Werthebacha taka decyzja została podjęta ,,aby historycy i opinia publiczna jak najszybciej uzyskała informacje których pragnie z pierwszej ręki Panie ministrze, nasza opinia publiczna też ma prawo do informacji z pierwszej ręki. I to we własnym kraju!