Niemiecki Bundesrat uchwalił zmianę przepisów dotyczących procederu łapówkarstwa uprawianego przez niemieckie firmy.
Do tej pory prawodawstwo niemieckie preferuje proceder wręczania łapówek w ten sposób, że wielkość kwoty wydanej przez przedsiębiorstwo na łapówkę może sobie ono wliczyć w koszty własne, a następnie od kwoty tej uzyskać odpis podatkowy. W sprawozdaniach przedkładanych przez urzędy finansowe łapówkodawca musi jedynie podać kwotę wręczonej łapówki oraz nazwisko i adres osoby łapówkę przyjmującej.
Ponieważ Niemcy to naród skrupulatny, wymagają także podania adresu ,,łapówkobiorcy z wyszczególnieniem miejsca jego zatrudnienia. Niemiecki parlament zadbał jedynie w swoim ustawodawstwie by wprowadzić zakaz wręczania łapówek urzędnikom niemieckiej administracji państwowej. Rząd federalny kieruje się bowiem zasadą, że niemiecki urzędnik musi być uczciwy. Oczywiście jak z tego wynika prawodawstwo niemieckie zakłada nieuczciwość urzędników państwowych z krajów ościennych. A do nich należy także Polska.
Wśród niemieckich firm krąży nawet swoiste określenie dla tego zjawiska: czego nie możesz załatwić normalnie załatw markami. Polscy przybiedzeni urzędnicy państwowi, jak potwierdzają to co rusz wybuchające afery, łasi są nie tylko na ,,baksy, ale również marki w wydawaniu których pomagają niemieckie urzędy skarbowe.
A jeżeli już raz np. polski urzędnik państwowy markową dolę przyjmie, to więcej nie podskoczy, gdyż o fakcie przyjęcia łapówki świadczyć będą również papiery księgowe i rozliczone przez niemiecki urząd skarbowy podatki niemieckiego łapówkodawcy!