W Kurierze Związkowym nr 206 z ubiegłego tygodnia mogliście przeczytać o wyroku Sądu Okręgowego w Bielsku Białej, przywracającym do pracy Przewodniczącego Komisji Zakładowej "Sierpień 80" w spółce Movincar.
W spółce Movincar od dawna źle się działo. Większość niepowodzeń w działalności tej spółki wynika z nieprawidłowości w jej zarządzaniu. Zmiany w Zarządzie spowodowane były nie tylko zwykłą niegospodarnością, ale i oszustwami i kradzieżami dokonywanymi przez członków władz firmy.
Obecna Pełnomocnik spółki Kręcichwost od początku swoich rządów w Movincar za główny cel uznała raczej walkę z naszym Związkiem niż prowadzenie prawidłowej działalności gospodarczej. Zgłaszane przez nas uwagi o nieprawidłowym zarządzaniu spółką i o łamaniu prawa były przez panią Pełnomocnik ignorowane. Jedynym efektem naszych wystąpień stało się ... zwolnienie z pracy Przewodniczącego Komisji Zakładowej! Zwolnienie oczywiście odbyło się wbrew wszelkim regułom prawa pracy. Był to odwet Kręcichwost za nasze systematyczne działania zmierzające do wyegzekwowania należnych pracownikom świadczeń i praw pracowniczych. Pełnomocnik większość swojej energii poświęca na walkę z przedstawicielami "Sierpnia 80" - próbuje zdyskredytować naszych przedstawicieli poprzez sprawy sądowe. Zamiast wydawać dziesiątki tysięcy złotych na adwokatów można przecież w spokoju i zgodzie współpracować ze związkiem i unormować sprawy pracownicze w firmie - i było by to z korzyścią dla wszystkich stron. Ale nie. Dziwnie ubzdurana ambicja i dziwne poczucie swej wartości nakazało pani Pełnomocnik posunąć się jeszcze dalej. Zwolnienie Przewodniczącego przebrało miarkę. Oddaliśmy sprawę do sądu - i pomimo pierwszego wyroku Sądu Rejonowego niekorzystnego dla nas (swoją stroną jak mogło dojść do tak skandalicznego werdyktu!) - Sąd Okręgowy przyznał nam rację - i przywrócił Przewodniczącego Komisji Zakładowej do pracy na dotychczasowych warunkach pracy i płacy oraz zasądził za czas pozostawania przez Przewodniczącego bez pracy wynagrodzenia w wysokości ponad 40.000 złotych.
I jaki morał z tej historii? Po pierwsze prawo polskie jest opieszałe. Ale na szczęście oceniło całą sprawę uczciwie. Po drugie - pokazuje skuteczność związku. Po trzecie - pokazuje, że trzeba zawsze upominać się o należne pracownikom prawa. I niestety po czwarte - pokazuje, że niektórzy nawet po wyroku sądu, pomimo przegranej - dalej z maniackim uporem walczyć będą z naszym Związkiem, narażając firmę na dodatkowe koszty. To taka zabawa nie za swoje. Zabawa dość popularna w naszym kraju.
Przewodniczący naszej Komisji wrócił do pracy - ale by mu życie uprzykrzyć - został oddelegowany do zakładu w Cieszynie. Spółka ponosi dodatkowe koszty oddelegowania, ale kogo to obchodzi.... Brakuje pieniędzy na podwyżki, na sprawy socjalne, na części do napraw wózków widłowych, na sprawy pracownicze. Ale nigdy widać nie zabraknie na nowe samochody dla członków władz firmy i ich zachcianki... Zabawa trwa...