Jak wiadomo Zakład Ubezpieczeń Społecznych do najbogatszych instytucji w naszym kraju nie należy - wiedzą o tym zwłaszcza ci, którzy otrzymują z ZUS renty i emerytury.
Dlatego trochę dziwi, że ZUS postanowił wybudować sobie nową siedzibę mającą kosztować 111 mln złotych.
Jak przekonywał w Sejmie 15 lipca Krzysztof Pater, minister polityki społecznej, z kwoty 111 mln zł, 64 mln przeznaczonych zostanie na centralę, a 47 mln zł na Centralny Ośrodek Obliczeniowy ZUS. Koszt budowy 1 metra kwadratowego jest szacowany na kwotę poniżej 2 tys. zł.
Jak przekonywał Pater zwrot z inwestycji, czyli porównanie kosztów najmu pomieszczeń u innych właścicieli budynków oraz kosztów budowy i eksploatacji własnego obiektu, wskazuje, że po 11 latach ta inwestycja zacznie przynosić zyski. Minister zwracał uwagę przy tym, że że obecny gabinet prezesa ZUS jest o 1 metr kwadratowy większy niż gabinet projektowany w nowej siedzibie, a zespół pomieszczeń związanych z obsługą zarządu - czyli sale narad, sekretariat, pod względem powierzchni jest zbliżony do powierzchni zajmowanej obecnie.
Kontrolę nad ZUS sprawuje Rada Nadzorcza. Premier, na wniosek członków rządu, powołuje 1/3 składu Rady Nadzorczej ZUS, pozostałe 2/3 składu pochodzi z nominacji tzw. partnerów społecznych, a więc czterech organizacji pracodawców zasiadających w Komisji Trójstronnej, trzech związków zawodowych będących w Komisji Trójstronnej (Solidarność, OPZZ i Forum Związków Zawodowych), oraz największej organizacji emerytów i rencistów.
Dzień poźniej po przedstawieniu informacji przez ministra Krzysztofa Patera dotyczącej nowej siedziby ZUS, wartej 111 mln zlotych posłowie przegłosowali nowe zasady podwyżek rent i emerytur, które dla większości tych, ktore te świadczenia otrzymują, są niekorzystne. Ktoś za nową siedzibę ZUS musi przecież zapłacić.