W ostatnich tygodniach znowu dał o sobie znać Andrzej Szarawarski, fachowiec od niejasnych transakcji w hutnictwie.
Szarawarski był w rządzie Leszka Millera najpierw wiceministrem gospodarki, a potem wiceministrem skarbu - w obu przypadkach zajmował się hutnictwem. To właśnie on robił wszystko, żeby Polskie Huty Stali kupił międzynarodowy koncern LNM. Tak też się stało, LNM przejął PHS, który teraz nazywa się Ispat Polska Stal. Szarawarski naciskał także na to, żeby LNM mógł przejąć Hutę Częstochowa - tutaj osiągnął tylko sukces połowiczny, ponieważ przetarg na Hutę Częstochowę unieważniono z powodu wielu rażących niejasności - jak to napisano w rządowym komunikacie. Jeśli nawet dla zawsze zadowolonego polskiego rządu widoczne są rażące nieprawidłowości, to można się spodziewać, że to przekręt jakich mało. Bez wątpienia wnosimy w tym zakresie swój wielki wkład intelektualny do Unii Europejskiej.
Andrzej Szarawarski był także autorem pomysłu według którego miał powstać koncern węglowo-koksowy, gdzie miałaby wejść Jastrzębska Spółka Węglowa, Koksownia Przyjaźń oraz koksownie należące do koncernu LNM (koksownia Zdzieszowice i w hucie im. Sendzimira). Przeciwko temu pomysłowi ostro wypowiadał się minister gospodarki Jerzy Hausner i jeden z jego zastępców, Jacek Piechota.
Do rządu Marka Belki Szarawarski już się nie załapał, wydawałoby się więc, że jego pomysły odejdą w zapomnienie. Nic bardziej mylnego.
Podczas swojego urzędowania w ministerstwach gospodarki i skarbu Szarawarski zadbał o to, żeby na właściwych stołkach znaleźli się właściwi ludzie. Właściwi ludzie, to oczywiście jego koledzy. Niektóre decyzje zaskoczyły nawet pozostałych kolegów Szarawarskiego. Jak się powszechnie uważa, Szarawarski załatwił robotę Markowi Kempskiemu i Piotrowi Rojewskiemu. Ten pierwszy to były szef śląsko-dąbrowskiej Solidarności, a potem wojewoda śląski w czasach rządów Jerzego Buzka. Marek Kempski przestał być wojewodą w atmosferze skandalu, zarzucano mu nieprawidłowości w funkcjonowaniu Urzędu Wojewódzkiego. Ten drugi, czyli Rojewski, był także wysokim działaczem regionalnej Solidarności, który był zamieszany w sprawę "zniknięcia" pieniędzy z kasy regionu śląsko-dąbrowskiego. Tacy oto fachowcy znaleźli robotę w spółkach zależnych Koksowni Przyjaźń w Dąbrowie Górniczej, a te ciepłe posadki miał im właśnie udostępnić Szarawarski.
Na początku lipca pojawiła się informacja, że zarząd Koksowni Przyjaźń przedstawił ministerstwom gospodarki i skarbu pomysł na konsolidację branży koksowniczej. Dziwnym trafem pomysł jest niemal taki sam, jak to wcześniej proponował Szarawarski - zarząd Koksowni Przyjaźń chciałby, żeby w konsolidacji uczestniczył także koncern LNM i Jastrzębska Spółka Węglowa. Teoretycznie, w takiej grupie skarb państwa miałby 51 proc. udziałów, ale od dawna wiadomo, że w tych firmach gdzie skarb państwa ma większość akcji, w praktyce rządzą mniejszościowi akcjonariusze. W tym przypadku byłoby tak samo.
Niedawno doszło do zmian w zarządzie Towarzystwa Finansowego Silesia, które prowadzi prywatyzację Huty Częstochowa. Poprzedni zarząd uważał, że oferta LNM na kupno tej huty jest gorsza od oferty jaką złożyła ukraińska firma Donbas. Pomimo tej opinii Ministerstwo Skarbu chciało częstochowską hutę opchnąć LNMowi. Przetarg na Hutę Częstochowa ma być teraz prowadzony od początku. Nowy zarząd TF Silesia jest postrzegany jako ludzie Szarawarskiego, można się więc spodziewać tego, że przetarg będzie tak prowadzony, żeby znowu wygrał LNM.
Nie dziwią nas zapędy koncernu LNM do przejęcie polskiego hutnictwa - Polska jest dużym rynkiem zbytu, dopiero co weszła do Unii Europejskiej więc i na rynku unijnym może sprzedawać swoje produkty. Do tego dochodzą niższe koszty produkcji stali niż w krajach Europy zachodniej. Od kilku miesięcy na międzynarodowym rynku stali panuje wręcz niebywała koniunktura - ceny stali, koksu i węgla (zarówno energetycznego jak i koksującego) stale rosną. W ciągu pierwszych 5 miesięcy tego roku w Polsce wyprodukowano ok. 4,5 mln ton stali. Szacuje się, ze w całym roku produkcja może przekroczyć 10 mln ton - ostatni raz taki poziom produkcji udało się osiągnąć w 2000 roku.
Szkoda, że efekty tego wzrostu odczują przede wszystkim zagraniczne firmy, a nie skarb państwa - Ispat Polska Stal (której właścicielem jest LNM) kontroluje ok. 70 proc. produkcji stali w Polsce, gdyby LNM przejął Hutę Częstochowa to jego udział jeszcze by się zwiększył. Gdyby do tego ten koncern przejął kontrolę nad pozostałymi koksowniami i Jastrzębską Spółką Węglową to byłby monopolistą na polskim rynku koksowo-hutniczym. Do takiego modelu zmierzają właśnie plany Andrzeja Szarawarskiego. Ciekawe czy chłop coś z tego ma? No i ile?