Byłych pracowników Stoczni Szczecińskiej, którzy korzystali z zakładowej kasy zapomogowo-pożyczkowej, odwiedził w ostatnich tygodniach komornik żądający oddania pobranych pożyczek.
Stoczniowcy myśleli, że to nie pożyczki lecz darowizny.
Komornik odwiedził już ponad 200 byłych pracowników Stoczni Szczecińskiej. Korzystali oni ze wsparcia z Zakładowej Pracowniczej Kasy Zapomogowo-Pożyczkowej przy Stoczni Szczecińskiej. Wkrótce komornik zapuka do drzwi kolejnych stoczniowców. W sumie do kasy zapomogowej należało ok. 1800 pracowników. Wielu byłych stoczniowców jest bez pracy i bez stałych dochodów, teraz będą musieli spłacić nie tylko wzięte z kasy zapomogowej pieniądze, ale dodatkowo opłacić także koszta działania firmy odzyskującej pieniądze. To około 200 złotych.
Całe zamieszanie wzięło się stąd, że stoczniowcy brali pieniądze z kasy zapomogowo-pożyczkowej myśląc, że są to bezzwrotne zapomogi. Stocznia Szczecińska przez wiele miesięcy nie pracowała, a stoczniowcy nie dostawali wypłat. Skorzystali wtedy z pieniędzy z kasy pożyczkowej. W stoczni powstał wtedy komitet protestacyjny, który kierował tym co w zakładzie się dzieje. Za jego panowania stoczniowcy pobrali zaliczki, które teraz muszą spłacać.
Dla stoczniowców to przykra pamiątka po proteście. Wówczas wielu spośród nich straciło pracę, a losy stoczni wciąż się ważą i niepewna jest jej przyszłość.