Użytkowanie tramwajów, które już dawno powinny trafić na złom i zmuszanie motorniczych do codziennej jazdy "ile fabryka dała", aby tylko wyrobić się w rozkładzie, to codzienna rzeczywistość w Warszawie.
Nasze miasto stołeczne ma najstarszy w Kraju tabor tramwajowy. Na 860 wagonów, aż 250 ma więcej niż 30 lat. Jednak nie sam wiek wozów stanowi zagrożenie dla pasażerów, a korozja, która je opanowała. Korozja tak głęboka, że tzw. pudła wagonów zaczynają się zapadać z przodu lub z tyłu. Zdaniem jednego z rzeczoznawców Polskiego Związku Motorowego, który wypowiadał się w tej sprawie dla ,,Życia Warszawy", zwichrowane pudło wagonu, oznacza narażanie pasażerów na śmiertelne niebezpieczeństwo. Takie tramwaje nigdy nie powinny wyjechać za bramę. Gdyby jednak nie komisja zakładowa WZZ ,,Sierpień 80", działająca w "Tramwajach Warszawskich" sp. z o.o. pasażerowie nawet nigdy nie dowiedzieli by się o grożącym im niebezpieczeństwie, chyba, że doszło by do tragedii. A stan wozów jest tak zły, że zdarzyć się może nawet oderwanie podwozia, a osłabiona rdzą konstrukcja może przy wypadku dosłownie połamać się się, jak domek z kart.
Wypadki z udziałem tramwajów wciąż jednak zdarzają się. A to głównie dlatego, że wyśrubowane rozkłady jazdy zmuszają tramwajarzy do niebezpiecznie szybkiej jazdy. W ten sposób motorniczy ryzykują podwójnie, najpierw bowiem zabierają pasażerów, nie zawsze nadającym się do jazdy wozem, a później jadąc nim z maksymalną możliwą prędkością. Codzienny strach, ryzyko i wysiłek wkładany w utrzymanie zabytkowego taboru nie jest jednak w ogóle doceniany przez władze zakładu. W spółce ,,Tramwaje Warszawskie" zwykli pracownicy ostatnie podwyżki dostali ponad trzy lata temu. Jakby tego było mało, bałagan w systemie wynagradzania powoduje, że motorniczy otrzymują wynagrodzenie według kilku stawek. Różnice w stawkach pomiędzy pracownikami, którzy wykonują tą samą pracę są znaczne. Pracodawca nie chce jednak przyjąć postulatu Komisji Zakładowej WZZ ,,Sierpień 80", aby stawki wszystkich motorniczych zrównać do najwyższego poziomu, jaki dziś obowiązuje w zakładzie.
Zamiast rozprawić się z bałaganem w systemie wynagradzania, Prezes samodzielnie postanowił wydać pieniądze na podwyżki inaczej. Spośród kilkuset pracowników, tylko 99 osób ma dostać znaczące podwyżki. Jak łatwo się domyślić, z tych 99 osób ogromna większość to pracownicy na stanowiskach nierobotniczych. Mają oni dostać średnio po czterysta lub po dwieście złotych miesięcznie więcej. Prezes podaje tylko średnią, bowiem podwyżka w każdym przypadku będzie ustalana indywidualnie. Na podwyżki dla tych 99 osób ma iść w tym roku kwota ponad 151 tysięcy złotych. W tym samym czasie na podwyżki dla 230 zwykłych motorniczych ma być przeznaczone zaledwie 144 tysiące.
Przeciwko takiemu nierównemu traktowaniu pracowników, wystąpił WZZ ,,Sierpień 80". Z dniem 25 czerwca nasza Komisja Zakładowa wszczęła spór zbiorowy, żądając dla wszystkich pracowników podwyżek płac, w wysokości odpowiadającej wzrostowi inflacji przez ostatnie trzy lata. To żądanie nie uważamy za wygórowane. Przeciwko sobie mamy jednak nie tylko Prezesa, chcącego stosować podwyżki płac całkowicie uznaniowo, ale również pozostałe związki zawodowe, ślepo popierające jego politykę. To od działaczy innych związków zawodowych można usłyszeć, że nasze żądanie podwyżki dla wszystkich pracowników, a nie dla 99 wybrańców, to działanie mające na celu zniszczenie naszego zakładu pracy. Widać działacze dwóch największych związków tak bardzo koncentrują się na zarządzaniu majątkiem socjalnym zakładu, że każde działanie propracownicze, odbierają jako atak na nich. Mimo to jesteśmy przekonani, że z poparciem załogi, uda nam się wywalczyć sprawiedliwe podwyżki płac.