Po 13 czerwca - czyli nigdy
Jakiś czas temu, zarząd Kompanii Węglowej chciał negocjować ze związkami zawodowymi, obowiązywanie układu zbiorowego do końca 2004 roku.
Wówczas znalazły się takie związki zawodowe, które nie chciały przyjąć takiego rozwiązania. Zarząd przyjął więc jednostronne zobowiązanie, że Układy w Kompani, w niezmienionym kształcie, obowiązywać będą tylko do 30 czerwca 2004 roku. W maju 2004 roku Zarząd Kompanii przedstawia własne propozycje nowego układu. Są one nie do przyjęcia. Ale tylko WZZ "Sierpień 80" niezwłocznie przedstawił Zarządowi Kompanii własny kontrprojekt Układu, w którym zagwarantowane są wszystkie dotychczas obowiązujące branżowe uprawnienia i dodatkowo wzrost funduszu płac o 18 procent.
Kawa i paluszki
Do dnia dzisiejszego poza projektem WZZ "Sierpień 80" żaden związek nie złożył swoich propozycji. Z inicjatywy "Solidarności" powstaje zespół roboczy, który spotyka się głównie po to, aby pomiędzy sobą się pokłócić. "Solidarność" jest też pomysłodawcą kwitu do Zarządu Kompani, żeby nie rozpoczynać negocjacji i spotkać się dopiero po 13 czerwca. Po 13 czerwca, czyli nigdy, albo na przykład w grudniu 2004 roku. Jaki cel miała "Solidarność" w opóźnianiu rozpoczęcia negocjacji nie wiadomo.
Wiadomo, że taka sytuacja działa na niekorzyść załóg górniczych, bo stary układ przestaje obowiązywać, a negocjacje nad przyjęciem jednolitego układu, nadal się nie rozpoczęły. Zarząd może sobie pozwolić na zwłokę, bo mają kwit podpisany przez palantów z "Solidarności", aby z negocjacjami się nie spieszyć. Palantom z "Solidarności", którzy nie znają się na kalendarzu przypominamy, że 13 czerwca już dawno minął. Tymczasem oni przez ponad miesiąc nie przedstawiają, żadnego swojego projektu układu. Jeszcze dwa tygodnie temu "Solidarność" podczas masówek kłamała, że w najbliższych dniach złoży projekt swojego układu.
Strata czasu
Czas mija w Kompanii Węglowej, leży tylko jeden związkowy projekt układu. Jest to projekt autorstwa WZZ "Sierpień 80". O projekcie przygotowanym przez NSZZ "Solidarność" słychać niewiele. Za to "Solidarność" robi dużo szumu i zamieszania. Co kilka dni spotyka się zespół roboczy pod przywództwem solidaruchów. Pokłócą się chłopcy, wypiją kawkę, zjedzą paluszki i dzionek z głowy. "Solidarność" zaraz wydaje komunikat, że pod ich wodzą w trudzie i znoju, centrale związkowe opracowują nowy układ. Tylko ten paskudny "Sierpień 80" w tym nie uczestniczy. Ale prawda jest taka, że nasz układ jest od dawna gotowy i leży w Kompanii, czekając na negocjacje, a oni ze swoim układem są w lesie. W naszym układzie czarno na białym zapisano, że wszystkie dotychczasowe przywileje zostają zachowane, a oni kombinują co tu jeszcze zmienić. W naszym układzie przyjęto prostą i oczywistą, korzystną dla górników zasadę, że jeśli ma dojść do ujednolicenia płac we wszystkich kopalniach Kompanii, to należy wyrównać poziom płac do najwyższego obecnie obowiązującego wynagrodzenia, na danym stanowisku. Oznacza to, że nikt na tym nie straci! Wprost przeciwnie fundusz płac zostanie zwiększony o 18 procent. I co? I nic. "Solidarność" nie potrafi przedstawić nam żadnych merytorycznych zarzutów.
Nie może powiedzieć, że nasz nasz układ jest zły, a ich dobry. Nie może powiedzieć, że ich układ jest bardziej korzystny dla pracowników, bo to nieprawda. Nie może tak powiedzieć, bo oni do dziś nie mają żadnego całościowego projektu, a nawet te zapowiedzi, które słyszymy świadczą o tym, że proponuje się w wersji "Solidarności" zapisy gorsze, od zawartych w projekcie WZZ "Sierpień 80". Za co więc obraża się na nas "Solidarność". Tylko za to, że nie chcemy z palantami z solidarności objadać się paluszkami, siedząc przy wspólnym stole i ględząc o niczym. O niczym, bo chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy w to, że będziemy rozmawiać na temat przyjęcia gorszych zapisów, skoro w swoim projekcie mamy lepsze.
Gra na czas
Gra solidaruchów, to jednak nie tylko robienie ludziom wody z mózgu. To nie tylko oszukiwanie górników, pod hasłem my chcemy rozmawiać, a oni nie. Nie tylko okłamywanie górników, że mają jakiś układ, choć póki co, do Kompanii żaden projekt solidaruchów nie dotarł. To przede wszystkim gra na czas. W interesie kogo "Solidarność" gra na zwłokę, skoro, chce odsunięcia negocjacji w czasie. Skoro chce doprowadzić do sytuacji, że stare układy przestają obowiązywać po 30 czerwca, a negocjacje nad nowym jednolitym, tak naprawdę jeszcze nie zdążyły się rozpocząć, bo solidaruchy grają na zwłokę, udając, że coś robią. O tym, że trzeba przystąpić do ujednolicenia układu w Kompanii Węglowej, wiadomo było przecież od bardzo dawna.
Ale solidaruchom nigdy nie zależało na górniczych płacach. Nie zależało im na górniczych wynagrodzeniach, czego dowodów w przeszłości dali wystarczająco dużo. Między innymi:
- zgodzili się w 1997 roku na zamrożenie górniczych wynagrodzeń, w ustawie AWS -u popieranej od początku przez NSZZ "Solidarność"
- w 1994 roku 20 kilka tysięcy górników Katowickiego Holdingu Węglowego zostało oszukanych i okradzionych z należnych im pieniędzy. Jest to sprawa tzw. Załącznika 24 do HUZ. Tylko około 2 tysięcy górników za pośrednictwem WZZ "Sierpień 80" wystąpiło do sądu. Dziś otrzymują oni odszkodowania po około 10 tysięcy złotych, a niejednokrotnie są to kwoty dużo wyższe. "Solidarność" okłamywała górników, twierdząc, że nic im się nie należy. Oszukani przez "Solidarność" górnicy KHW nie dostaną ani grosza. Kiedy jeszcze rok temu górnicy pytali się solidaruchów, co ze sprawami HUZ, Ci bezczelnie kłamali- "nic się nie martwcie, dostaną wszyscy".
- Od 1997 roku w górnictwie nie realizowany był zapis dotyczący wzrostu stawek osobistego zaszeregowania, tzw. sprawa Zawadzkiego. Wszyscy górnicy byli oszukiwani i przez lata okradani z należnych im podwyżek. Tylko WZZ "Sierpień 80" zdecydował się na prowadzenie tych spraw. Kilka tysięcy takich spraw, prowadzonych jest przez nas w sądzie. Oszukani przez solidaruchów nie dostaną ani grosza. Także w tej sprawie "Solidarność" kłamała i kłamie do dziś.
Sierpień 80 - wzrost funduszu płac o 18%
Przedstawiony przez WZZ "Sierpień 80" projekt układu zbiorowego powoduje z automatu wzrost funduszu płac o 18 procent. Także to nie podoba się działaczom "Solidarności".Sami w wywiadach między innymi dla Trybuny Górniczej z 27 maja i 3 czerwca opowiadają o tym, że "Solidarność" zaproponuje dochodzenie do wyrównania dysproporcji płacowych w Kompanii w okresie od dwóch do pięciu lat.
Kto nie wierzy niech poczyta 27 maja Dominik Kolorz naczelny solidaruch w artykule ,,Negocjacyjne manewry" pisze: ,,zaproponujemy, aby (...) do (...) ujednolicenia wynagrodzeń doszło w ciągu 5-6 lat".
Nasza propozycja to wzrost funduszu płac z automatu o 18 procent. Solidarność chce rozłożenia tego nawet na pięć lat.
Dodatkowo Kolorz, znów dzieli górników na lepszych i gorszych. Dla górników z Jastrzębskiej Spółki Węglowej wystąpili o 10% podwyżki płac. O podwyżkach płac górników z Kompanii Węglowej Kolorz już dziś rozstrzygnął "Takie możliwości ma tylko JSW". ("Pierwsze ostrzeżenie" - Trybuna Śląska z dnia 29 czerwca 2004). Czy górnicy z kopalń Kompanii są gorsi od tych z JSW? Te słowa Kolorza oznaczają, że dla górników z KW Solidarność nie chce podwyżek o 10%. Takie stanowisko Solidarności jest na rękę Zarządowi KW, który już 28 czerwca wydał zarządzenie, ustalające wysokość podwyżek na 2004 rok, na poziomie 2.5%. WZZ ,,Sierpień 80" nie będzie dzielić górników na lepszych i gorszych. Jeśli górnicy z Jastrzębskiej dostaną podwyżki o 10%, górnicy z Kompanii Węglowej i KHW muszą również dostać takie podwyżki płac. Takie jest nasze stanowisko.
To tylko niektóre z przykładów tego, że "Solidarności" nigdy nie zależało i nie zależy na górniczych pensjach. Dla nich ważne są spółki i spółeczki, które żerują na kopalniach dojąc z nich kasę. Dla nich ważne są stołki w zarządach SKOK -u i radach nadzorczych spółek działających pod związkową przykrywką. W prawie każdej kopalni "Solidarność" ma udziały w spółkach. Wszędzie tam czołowi działacze tego związku umoczeni są związkowe spółki. Albo bezpośrednio, tak jak Żyrek z KWK "Silesia" - handlarz węglem i długami kopalń - restaurator, który tylko po to jest przewodniczącym związku na "Silesii", aby interesiki jego żony szły jak najlepiej. Żyrek i jego rodzinka latami żerowali na kopalni i Nadwiślańskiej Spółce Węglowej.
Trzeba być tępym solidaruchem, aby wierzyć w to, że dyrekcja kopalni i prezesi NSW S.A. pozwalali latami zgarniać żyrkowej rodzince szmal, na jego piękne oczy. Kasa szła do Żyrka nie z księżyca, tylko za pośrednictwem kopalni i NSW, z którymi Żyrek robił interesy. Ktoś powie, że Żyrek to nie cała "Solidarność". Ale Kazimierz Żyrek jest przewodniczącym NSZZ "Solidarność" w KWK "Silesia". Z tej samej kopalni wywodzi się i jest delegatem naczelny solidaruch, przewodniczący Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ "Solidarność", członek Prezydium Sekcji Górnictwa Węgla Kamiennego NSZZ "Solidarność" Kazimierz Grajcarek. Czy Żyrek mógł prowadzić swoje geszefty z kopalnią i NSW S.A bez wiedzy i aprobaty Grajcarka. Nawet najgłupszy w to nie uwierzy. Grajcarek wiedział o żyrkowych interesach i co najmniej je aprobował. Nic nam nie wiadomo o tym, aby potępił swojego koleżkę z kopalni, za wykorzystywanie funkcji związkowej, do robienia własnych geszeftów.
Geszefty Solidarności
W tej samej Radzie Sekcji GWK NSZZ "Solidarność" zasiada inny wybitny solidaruch, prezes SKOK-u przewodniczący "Solidarności" w KWK "Wesoła" Adam Byzdra. Byzdry tak przyziemne sprawy jak układ zbiorowy i wynagrodzenia górników mało interesują. Na kopalni nie bywa. Nie ma czasu. SKOK "Wesoła" to jego biznes. Pilnuje tam interesów swoich i swojej rodzinki. Teraz musi dodatkowo mieć czas na szpitalne leczenie, bo coraz częściej biznesowi wspólnicy Byzdry, rozliczają się z nim, za pomocą kija bejsbolowego.
I Żyrek i Byzdra nie nadają się na kandydatów do nagrody uczciwy biznesmen roku. Ci, którzy robili interesy ze spółką żony Żyrka poszli z torbami. Byzdra, też niejedno ma za uszami, o czym szeroko pisała prasa.
Fałszerz
W skład Rady Sekcji wchodzi również Andrzej Ciok. Przez szereg lat wyłudzał z kopalni nienależne mu wynagrodzenie. Przedstawił fałszywe świadectwo ukończenia szkoły średniej, do której nigdy nie chodził. Normalny człowiek siedział by za to w więzieniu. Ciok się tylko rozchorował. Dyrekcja kopalni "Jas - Mos" nie kazała mu nawet zwracać ukradzionych pieniędzy, jakie Ciok wyłudził z kopalni. Prowadzi co roku pielgrzymkę "solidaruchów" z "Jas - Mos" do Piekar. Klęczy w pierwszych rzędach. Z jego moralnością nie kłóci się to, że został przyłapany na fałszerstwie, oszustwie i wyłudzeniu pieniędzy z kopalni. Zarząd "Solidarności" z "Jas - Mos" długo się zastanawiał, jakie konsekwencje wyciągnąć w stosunku do swojego przewodniczącego. W końcu uznano, że nic się nie stało. Widocznie fałszowanie świadectw szkolnych, wyłudzanie pieniędzy, nienależne i niezgodne z prawem awanse zawodowe, to nic takiego i w "Solidarności", stanowi to normę.
Kraksa
Klementowskiego
O karierze Marka Klementowskiego i jego udziale w splajtowaniu spółki ,,Kraksol" już pisaliśmy. Spółka "Kraksol" dzierżawiła od kopalni Miechowice dom wczasowy w Kocierzy. Solidaruchom, do których należał Kraksol, przewodził Klementowski. Spółka splajtowała, a ponad 300 osób zostało na lodzie. Dziś Klementowski reprezentuje koplnię Bytom III w Radzie Sekcji GWK. Inny wybitny solidaruch, zasiadający we władzach górniczej "S" Sławomir Kozłowski od lat umoczony jest w spółkę "Grafit". "Solidarność" ma w spółce znaczne udziały. Od lat, reprezentuje ją w spółce Sławomir Kozłowski. Jego kolega Antoni Mojżesz reprezentuje "Solidarność" w Radzie Nadzorczej spółki "Grafit". Grafit od lat zajmuje się żywieniem górników na "Pniówku". Prowadzi stołówkę i sklep realizujący kartki. Antoni Mojżesz ze swoim biznesowym doświadczeniem zasiada nie tylko w Radzie Nadzorczej spółki z.o.o "Grafit" jest też w Komisji Rewizyjnej Sekcji Krajowej GWK NSZZ "Solidarność".
Do grobowej deski
Może się tam wymieniać swoimi doświadczeniami biznesowymi z wiceprezesem spółki "Krajbus" sp.z.o.o. W Komisji Rewizyjnej Sekcji GWK zasiada bowiem też Kazimierz Gembalczyk. Skarbnik NSZZ "Solidarność" w KWK "Jankowice". Oprócz tego Gembalczyk jest wiceprezesem spółki "Krajbus". Gembalczyk to ubogi krewny przy spółkowiczach z "Pniówka". Spółka w której Gembalczyk jest wiceprezesem, to zaledwie autobus i karetka pogotowia. Mały geszeft ale pewny. Oczywiście spóła świadczy usługi dla kopalni. W Radzie Sekcji GWK NSZZ "Solidarność" zasiada też Jan Olszewski, przewodniczący "Solidarności" w KWK ,,Rydułtowy". Olszewski to też biznesmen. "Solidarność" z Rydułtów ma bowiem udziały w spółce "Relaks". Spółka ma w dyspozycji ośrodki wczasowe przejęte od kopalni. Biznes był prosty. Kasa na "Relaks" szła co roku z Funduszu Socjalnego. Górnicy z "Rydułtów" mieli prawo wyboru. Mogli jechać na wczasy wszędzie, pod warunkiem, że do "Relaksu". Nic nowego, już Ford wymyślił, zasadę, że klient może dostać auto dowolnego koloru, pod warunkiem, że czarne. "Relaks" to pewny pieniądz, zero stresu. Mimo to spółka zamiast zarabiać, traciła.
Klub biznesmena
Działacze "Solidarności", Przewodniczący struktur zakładowych tego związku, członkowie Rady Sekcji Górnictwa Węgla Kamiennego NSZZ "Solidarność", prezesi spółek związkowych i pseudozwiązkowych, członkowie ich rad nadzorczych i zarządów. Oczywiście, wymieniliśmy tylko niektóre, z geszeftów "Solidarności". Na inne i innych biznesmenów nie starczy miejsca. Kiedy czyta się listę działaczy Sekcji Górniczej NSZZ "Solidarność" można mieć wrażenie, że to nie struktura związkowa ale Rada Business Centre Club. Panowie z BCC drżyjcie, rośnie wam konkurencja.
Nie mamy nic przeciwko prywatnym przedsiębiorcom, prowadzącym działalność gospodarczą na własny rachunek. W przypadku solidaruchów i ich geszeftów jest jednak jeden wspólny mianownik, którego nie wolno pominąć. Wszystkie ich geszefty, prowadzone są w oparciu o kopalnie i spółki węglowe. Mówiąc wprost, wszystkie spółki "Solidarności" żerują na kopalniach i górnikach. Albo organizują im wypoczynek, drożej niż gdzie indziej ale za to gorzej, albo żywią górników, albo realizują im kartki, albo wreszcie wożą ich karetką po wypadku, tak jak na "Jankowicach". Pewnie i jakąś firmę pogrzebową solidaruchy też mają.
Rano przelew w
południe spotkanko
Jak dobry pasożyt, spółki "Solidarności" obsiadły każdy organ swojego żywiciela, czyli kopalnie i górników. Ssają i drenują kasę, bacząc na to, aby ofiara się zbytnio nie wzmocniła. Czy może im zależeć na górniczych wynagrodzeniach, skoro ich spółki uzależnione są od przelewów z kopalń i spółek węglowych, a o przelewach dla spółek solidaruchów, decydują dyrektorzy i prezesi?
Czy mogą mieć czas na przygotowanie nowego układu zbiorowego, skoro muszą pilnować swoich geszeftów i interesów? Wokół górnictwa pasożytuje kilka tysięcy spółek. Kilkaset z nich, to spółki związkowe lub związkowców. Wśród związkowych biznesmenów przodują działacze "Solidarności". Miesięczne obroty tych spółek, idą w dziesiątki milionów złotych. Na jednej tylko kopalni, jedna spółka zajmująca się żywieniem zbiorowym, zdolna jest wycisnąć miesięcznie pół miliona złotych. Można więc sobie wyobrazić, o jaką skalę związkowych geszeftów chodzi. To ogromne pieniądze, które górnicy muszą zarobić wydobywając węgiel. Zyski przelewane są na konta spółek związkowych. Ci sami działacze "Solidarności", którzy jako prezesi i szefowie spółek, uzależnieni są od decyzji dyrektorów kopalń i prezesów spółek węglowych, rano goszczą w ich gabinetach, żebrząc o przelew lub kolejny kontrakt, a po południu, zasiadają za stołem negocjacyjnym udając, że negocjują sprawy pracownicze. Kto w to uwierzy?
Obecnie "Solidarność" kolejny już raz, gra interesami załóg górniczych, zwlekając z podjęciem negocjacji nad układami zbiorowymi pracy. Ci, którzy kolejny raz uwierzą, że Ci sami ludzie, którzy przez kolejne lata, zdradzali i oszukiwali górników, nagle się opamiętali i chcą szczerze oraz uczciwie reprezentować ich interesy, powinni już dziś pożegnać się ze swoimi barbórkami, czternastakami i innymi branżowymi uprawnieniami. Tak jak dzięki "Solidarności", górnicy już pożegnali się z trzynastą pensją i wcześniejszymi emeryturami.
Na bramie obozu oświęcimskiego widniał napis "praca czyni wolnym", nad bramą kopalni, równie dobrze można napisać "wiara w "Solidarność", czyni mnie szczęśliwym".
Ci, którzy wierzą "Solidarności", idąc do pracy mogą sobie powtarzać "pieniądze szczęścia nie dają, a o to żebym ich nie miał, zadbała za mnie "Solidarność".
P.S. Okazuje się, że 1 lipca "Solidarność" ma zamiar złożyć wreszcie projekt swojego układu. Pytanie tylko, dlaczego tak długo z tym zwlekano, marnując czas i grając na zwłokę? WZZ ,,Sierpień 80" swój projekt układu złożył już 26 maja.