Przedruk za ,,Dziennik Zachodni" z 22 czerwca 2004.
Lech Wałęsa, Jerzy Buzek, Janusz Steinhoff, Marek Kempski, Marcin Tyrna oraz Wiłbald Winkler przez kilka godzin rozmawiali wczoraj w Katowicach na temat przyszłości polskiej prawicy, a zwłaszcza tej jej części, która wywodzi się z NSZZ Solidarność.
Nie jest wykluczone, że efektem tego spotkania będzie w przyszłości próba stworzenia nowej partii prawicowej.
Pomysłodawcą spotkania był lider Śląsko-Dąbrowskiej "Solidarności" Piotr Duda, który jeszcze niedawno na drzwiach swojego gabinetu wywiesił kartkę z napisem "akwizytorom i politykom wstęp wzbroniony". Teraz, gdy związek traci na znaczeniu, Duda postanowił przeprosić się z politykami, bo bez ich dobrej woli i mądrych decyzji sytuacja związkowców na pewno się nie poprawi.
Spotkanie trwało ponad trzy godziny. Najpierw dyskutowano w gabinecie Dudy, potem rozmowy przeniosły się do sali, gdzie goście zjedli obiad. Największą ciekawość budziło spotkanie byłego prezydenta i premiera - Lecha Wałęsy oraz Jerzego Buzka. Ten pierwszy bowiem w czasach rządów AWS nie zostawiał na Buzku suchej nitki.
- Pana Buzka szanuję, ale swoje zdanie z tamtych czasów podtrzymuję - powiedział nam Wałęsa. - Uwikłanie wówczas "Solidarności" we władzę wykonawczą było olbrzymim błędem, którego nie wolno było popełnić.
Buzek i Wałęsa, którzy znają się od 23 lat, gdy już spojrzeli sobie wczoraj prosto w oczy serdecznie się przywitali i byli wodzirejami spotkania. Były prezydent zresztą rzadko pozwalał pozostałym gościom dojść do głosu, co chwila wyrażając żal, że w czasach gdy do władzy doszła zjednoczona prawica, nikt go nie słuchał. (...)
[tytuł skróty redakcji KZ]