Jerzy Hausner przedstawił przed wyborami do Parlamentu Europejskiego plan wprowadzenia odpłatności za wizyty w placówkach medycznych.
Oficjalnie z tych planów po kilku dniach się wycofał, ale to tylko wyborcza zagrywka SLD.
Na początku czerwca Jerzy Hausner, który pełnił wtedy obowiązki ministra zdrowia, przedstawił projekt ustawy o Narodowym Funduszu Zdrowia. Do końca roku powinna zostać uchwalona nowa ustawa o NFZ, ponieważ Trybunał Konstytucyjny uznał, że obowiązująca ustawa jest niezgodna z Konstytucją.
Hausner w swoim projekcie zaproponował m.in. żeby każdy pacjent korzystający z usług przychodni zdrowia lub szpitala płacił za te usługi. Według planów, za wizytę w przychodni musielibyśmy płacić od 2 do 5 złotych, w zależności od tego, czy korzystalibyśmy z usług lekarza ogólnego, czy jakiegoś specjalisty. Za pobyt w szpitalu trzeba by było, według Hausnera, zapłacić 10 złotych i to niezależnie od tego, jak długi byłby pobyt w szpitalu.
Częściowa byłaby odpłatność także za przewiezienie pacjenta karetką. Zespół pod przewodnictwem Jerzego Hausnera przygotował także listę ponad 40 świadczeń medycznych, które były by całkowicie płatne. Za osoby, które nie byłyby w stanie zapłacić tych kwot, miałyby płacić ośrodki pomocy społecznej.
W nowej ustawie o NFZ ma znaleźć się również zapis o tym, że 16 regionalnych oddziałów NFZ uzyska osobowość prawną, co w efekcie ma im umożliwić podpisywanie kontraktów ,z placówkami medycznymi na swoim terenie . Oddziały regionalne NFZ miałyby mieć przekazane ok. 90 proc. wszystkich pieniędzy wpływających do NFZ. Pozostałe 10 proc. miałoby być przeznaczone m.in. na pokrycie kosztów programów zdrowotnych i zabiegów wysoce-specjalistycznych (a więc i drogich) oraz na pokrycie kosztów leczenia Polaków za granicą.
Już w dwa dni po przedstawieniu swoich propozycji, wskutek nacisków szefów SLD, Hausner wycofał się oficjalnie z planu wprowadzenia opłat za korzystanie ze świadczeń placówek medycznych. To czysta zagrywka wyborcza SLD. Według początkowych planów, Jerzy Hausner miał przedstawić oficjalną wersję ustawy o Narodowym Funduszu Zdrowia na posiedzeniu rządu 8 czerwca.
Termin ten jednak przesunięto na "po wyborach" - co może oznaczać, że znajdą się w nim zapisy, które w jakiś sposób dotkną pacjentów i przed wyborami SLD nie chce nimi do siebie zrażać wyborców. O tym, że SLD kombinuje w taki sposób nad ustawą, żeby stracili pacjenci, potwierdził sam premier Marek Belka, który przyznał, że "ograniczenie popytu na usługi medyczne jest konieczne, ale nie powinno się w pierwszej kolejności obciążać pacjentów". Skoro nie można w pierwszej kolejności to w drugiej lub trzeciej już można. O tym, że rząd SLD-UP chce wprowadzić opłaty za leczenie, wiadomo już co najmniej od kilku miesięcy, od czasów, gdy premierem był jeszcze Leszek Miller.
Marek Dyduch, sekretarz generalny SLD, nie wykluczył, że odpłatność za leczenie mogłaby zostać wprowadzona za kilka lat. Jasno więc widać, że SLD opowiada się za wprowadzeniem odpłatności za korzystanie z usług medycznych, nie chce jedynie oficjalnie przedstawiać swoich zamierzeń przed wyborami.
Nowy minister zdrowia Marian Czakański, tuż po wyborach europejskich, przedstawił w Sejmie 18 czerwca projekt ustawy o Narodowym Funduszu Zdrowia. Czakański zapowiedział m.in. wprowadzenie negatywnego koszyka świadczeń medycznych, czyli przygotowanie listy zabiegów, za które pacjent musiałby płacić. Rząd chce także wprowadzenia tzw. świadczeń alternatywnych - co będzie oznaczało, że w niektórych przypadkach pacjent miałby do wyboru, jaką metodą będzie leczony - albo metodą tańszą i tradycyjną (wtedy by nic do leczenia nie dopłacał) albo metodą nowocześniejszą, ale wtedy musiałby za nią zapłacić.
Inną propozycją rządu, przygotowaną przez Jerzego Hausnera, mają być kredyty placówek medycznych na pokrycie kosztów wynikających z tzw. ustawy 203 - czyli uchwalonej przez Sejm jeszcze za czasów rządów Jerzego Buzka, ustawy gwarantującej personelowi medycznemu (czyli m.in. pielęgniarkom) podwyżkę płac o 203 złote. Problem w tym, że posłowie uchwalając tę ustawę nie pokazali źródeł skąd placówki medyczne mają wziąć pieniądze na zagwarantowane podwyżki. Ta ustawa spowodowała, że dyrekcje wielu placówek służby zdrowia chcąc dać podwyżki swoim pracownikom, musiały się zadłużać. Według szacunków przynajmniej połowa zadłużenia szpitali spowodowana jest spełnieniem ustawowej podwyżki płac. W efekcie zadłużenia wiele placówek medycznych stoi na skraju upadłości, niektóre mają pozajmowane konta bankowe przez komorników.
Propozycja Hausnera wyjścia z tej sytuacji jest zaskakująca. Otóż placówki medyczne mają zostać przekształcone w spółki prawa handlowego. Po takim przekształceniu będą one mogły ubiegać się o kredyty w bankach komercyjnych, które byłyby gwarantowane przez państwowy Bank Gospodarstwa Krajowego. Zdaniem Hausnera gwarantowane przez BGK kredyty powinny być tańsze od zwykłych kredytów komercyjnych, ale w praktyce będzie to zależało jedynie od dobrej woli banków.
Kredyty dla placówek służby zdrowia to pozorne rozwiązanie. W pierwszej chwili rzeczywiście dzięki kredytowi placówki będą mogły spłacić swoje zadłużenie np. wobec pracowników czy dostawców leków, sprzętu medycznego, czy mediów. Wzięcie kredytu to nie problem, problem jest go spłacić. Większość przychodni i szpitali przeżywa kłopoty finansowe, narzeka na niskie kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia na świadczenie usług medycznych. Mając do spłacenia kredyt placówki medyczne powinny zarabiać znacznie więcej niż dziś - tak żeby pokryć koszty bieżącego funkcjonowania oraz żeby spłacić kredyt wraz z odsetkami. Jeśli szpitale i przychodnie już teraz byłyby w takiej sytuacji, że osiągają nadwyżkę finansową, to nie musiałyby przecież zaciągać kredytów na spłacenie długów. Zachęcanie placówek medycznych do brania kredytów w bankach komercyjnych może się skończyć sytuacją, że dana placówka nie będzie w stanie spłacić kredytu, więc będzie musiał za nią to zrobić Bank Gospodarstwa Krajowego. Na całym takim procesie zarobią jedynie banki komercyjne, które będą miały zagwarantowane spłaty kredytu - albo przez placówki medyczne, albo przez państwowy BGK.