Przedruk za ,,Fakty i Mity", z 3 VI 2004
We wrocławskiej "Jedynce" znaleziono nową formę rozbicia strajku: zamiast pieniędzy dla protestujących robotników - łapówka dla szefa zakładowej "Solidarności".
Przez blisko dwa miesiące Polska emocjonowała się protestem w Przedsiębiorstwie Budownictwa Przemysłowego "Jedynka Wrocławska", gdzie 150 dyscyplinarnie zwolnionych pracowników - okupując siedzibę firmy - walczyło o przywrócenie do pracy lub choćby godziwe odprawy.
W tym samym czasie "Jedynka" podpisała 3 kontrakty na budowę osiedli w Iraku, warte 41 mln dolarów. Dopiero 29 kwietnia protest wygasł dzięki porozumieniu strajkujących z kierownictwem przedsiębiorstwa. Podpisano go w obecności wojewody dolnośląskiego, marszałka województwa i przewodniczącego regionalnej "Solidarności".
Dziś wychodzą na jaw skandaliczne kulisy negocjacji. Oto - zapisane w policyjnym protokole zawiadomienia o przestępstwie - wersja prezesa "Jedynki", Krzysztofa Baszniaka (wiceminister pracy w rządzie Waldemara Pawlaka, skazany w 1997 r. na grzywnę 5 tyś. zł za spoliczkowanie fotoreportera): "W ostatnim dniu negocjacji Zbigniew Rudnik, szef zakładowej Solidarności" zapytał: ,,A co ja będę z tego miał?". Chwilę później zażądał 20 tysięcy złotych łapówki w zamian za szybkie zakończenie konfliktu. Byłem przeciwny, ale Adam Krynicki (wiceprezes Zachodniego Funduszu Inwestycyjnego i szef Rady Nadzorczej "Jedynki" -- dop. A.T.) nalegał, aby zgodzić się na żądania Rudnika i zakończyć całą sprawę. Wszystkim zależało na podpisaniu porozumienia, bo za dwa dni Polska miała się stać członkiem Unii Europejskiej, a wtedy nie moglibyśmy uzyskać od Skarbu Państwa pożyczki na odprawy dla pracowników". Oświadcza dalej, że zmuszony okolicznościami, wręczył szefowi komitetu strajkowego pisemne zobowiązanie o wypłaceniu mu żądanej kwoty w terminie do 6 maja. Adam Krynicki, który negocjował zakończenie protestu, potwierdza zeznania Baszniaka, lecz -jak zapewnia - nie wiedział, kto ma zapłacić łapówkę. - Prawda jest bardzo nieładna. Z ogromnym niesmakiem uczestniczyłem w tej sprawie. Byłem przeciwny, aby tak to załatwiać, ale wszystkim zależało na podpisaniu tego porozumienia - powiedział po przesłuchaniu.
Rudnik przyznaje: "W zamian za obniżenie zarobków miałem otrzymać 20 tys. zl rekompensaty zagwarantowanej pisemnym oświadczeniem Krzysztofa Baszniaka. Ta kwestia dotyczyła tylko mnie i nie wiązała się z interesami strajkującej załogi. W porozumieniu została już uregulowana jej przyszłość, więc aby tego nie psuć, zgodziłem się w odrębnym porozumieniu ustnym na uregulowanie mojej przyszłości. Nie mówiłem o tym nikomu, bo zarząd prosił mnie o ,,dyskrecję". Wskazuje przy tym chronologię wydarzeń: "Od tych pieniędzy nie mogłem niczego uzależniać, bo oświadczenie to otrzymałem dopiero po złożeniu podpisu na porozumieniu" i wyraża przekonanie, że "to była pułapka. Chcieli mnie wrobić. Zawsze stosowali ubeckie metody"...
Wszystko wskazuje na to, że wstydliwej sprawie szybko zostanie ukręcony teb. (...)