Szefowie kampanii parlamentarnej SLD-UP przygotowali kilka broszur w których przekonują, że rządy obecnej koalicji spowodowały, że Polska jest krajem mlekiem i miodem płynącym a ludziom się żyje dostatnio i zdrowo.
A ma być jeszcze lepiej.
Już po pobieżnym przejrzeniu propagandowych materiałów SLD-UP można się domyślać, że przygotowywał je ktoś z PRLowskim rodowodem, ponieważ argumenty użyte w tych opracowaniach przypominają stary dowcip rodem właśnie z PRLu - wtedy też władza mówiła, że ludziom żyje się lepiej ponieważ średnio ceny towarów na rynku zmniejszyły się - rzecz w tym, że potaniały lokomotywy a podrożała żywność - ale średnio i statystycznie była obniżka. Taki sam mechanizm zastosowali propagandziści SLD-UP.
W dwóch dosyć atrakcyjnie opracowanych broszurach wyborczych kolalicji SLD-UP: "Od rozwoju do rozwoju. Skuteczność lewicowych rządów" oraz "Europa dla rozwoju - rozwój dla Polski" często powtarzany jest argument o szybkim wzroście gospodarczym, podawane są zestawienia pokazujące jak szybko rośnie w ostatnich miesiącach Produkt Krajowy Brutto, jak rosną inwestycje w przemyśle, jak spada inflacja.
Wskaźniki makroekonomiczne rzeczywiście tak pokazują. Problem w tym, że ten wzrost nie pociąga za sobą poprawy sytuacji życiowej znaczącej większości polskiego społeczeństwa. Najlepiej widać to po stopie bezrobocia. Pomimo rozgłaszanego wczędzie sukcesu gospodarczego i mówienia o tym, że Polska jest jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek w Unii Europejskiej liczba bezrobotnych od roku 2001 utrzymuje się mniejwięcej na podobnym poziomie - ponad 3,1 mln osób (na koniec roku 2001 było 3,11 mln bezrobotnych, na koniec 2002 już 3,21 mln, na koniec 2003 było to ok 3,17 mln - tak samo jak na koniec marca 2004 roku). Liderzy koalicji SLD-UP chwalą się, że w marcu br., w porównaniu z lutym br., liczba bezrobotnych spadła o ok. 30 tys. osób. Oczywiście każdy spadek bezrobocia cieszy. Trzeba jednak pamiętać, że na początku każdego roku bezrobocie spada, co spowodowane jest sezonowością prac w wielu sektorach gospodarki (np. w budownictwie czy rolnictwie). Od lat notowana jest tendencja, że wiosną bezrobocie maleje, by jesienią zaczęło rosnąć.
Na koniec marca br. stopa bezrobocia wynosiła 20,4 proc., wynik nie notowany ani w żadnym ze starych (15) państw Unii Europejskiej ani w żadnym z państw (oczywiście poza Polską), które do Unii weszły 1 maja. Bezrobocie jest dzisiaj jedną z największych plag społecznych występujących w Polsce. Pomimo szumnie głoszonych sukcesów gospodarczych koalicji SLD-UP, tego problemu nie udało się w żaden sposób rozwiązać.
Koalicja SLD-UP chwali się także tym, że dokonała liberalizacji ("uelastycznienia") Kodeksu pracy, co miało doprowadzić do tego, że pracodawcy będą chętniej zatrudniać nowych pracowników, co z kolei ma doprowadzić do zmniejszenia bezrobocia. Jak widzimy nic z tych zamierzeń nie wyszło, bezrobocie pozostaje na stałym poziomie, a ze zmiany zadowoleni są tylko przedsiębiorcy, którzy wskutek liberalizacji Kodeksu pracy, łatwiej mogą zwalniać pracowników.
Koalicjanci z SLD i UP chwalą się także obniżeniem od tego roku podatku dla przedsiębiorstw (CIT) do 19 proc - z 27. Niestety, obniżką o podobnej skali koalicja nie może pochwalić się w przypadku podatków od osób fizycznych (PIT). Widać więc, że lewicowa z nazwy koalicja, znacznie bardziej dba o przedsiębiorców niż o pracowników. Gdyby SLD-UP, tak jak na prawdziwą lewicę przystało, chciało reprezentować interesy pracowników oraz emerytów i rencistów, to z pewnością inaczej prowadziłoby politykę podatkową.
Statystyczną manipulację zastosowaną przez propagandzistów SLD-UP widać także wtedy, kiedy podają takie dane jak np. przeciętne wynagrodzenie w przemyśle. Jak można się dowiedzieć z broszury "Od rozwoju do rozwoju" roczne tempo wzrostu przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło w kwartale 2004 r. aż 3,9 proc. Niech każdy z czytelników Kuriera Związkowego przeanalizuje swoją wypłatę z pierwszego kwartału br. i wyliczy, czy mu płaca wzrosła o 3,9 proc. Górnicy niech nie liczą, ponieważ według danych podanych przez sztab wyborczy SLD-UP w górnictwie i kopalnictwie wzrost przeciętnego wynagrodzenia w I kwartale br. wyniósł 10,7 proc.! Warto więc udać się do jakiegoś lokalnego biura SLD lub UP, poprosić o broszurę "Od rozwoju do rozwoju. Skuteczność lewicowych rządów", a potem pokazać dyrektorowi kopalni lub prezesowi spółki węglowej z pytaniem, czy o tyle wzrosły płace i dlaczego nie.
Podawanie średniej płacy w jakimś przedziale (branży, przedsiębiorstwie, czy całej gospodarce) jest sporym zaciemnieniem faktycznej sytuacji. Można wziąć np. pracownika zarabiającego 1 tys. zł., jego prezesa, który zarabia 10 tys. i powiedzieć, że średnio zarabiają po 5,5 tys. zł. Statystycznie będzie to prawda ale co to ma wspólnego z rzeczywistością? Ogromne rozbieżności między zwykłymi pracownikami a prezesami powodują, że płace tych pierwszych statystycznie wyglądają lepiej, niż jest to w rzeczywistości. Wiedzą o tym przede wszystkim pracownicy sfery budżetowej: pielęgniarki i położne, pracownicy pogotowia, nauczyciele. Na drugim biegunie płacowych kominów mamy np. członków zarządu Banku Millenium, którzy w roku 2003 średnio zarabiali 369 tys. zł. miesięcznie! W zarządzie Banku Handlowego przeciętna płaca wynosiła w roku ubiegłym 280 tys. zł. miesięcznie, a w zarządzie Telekomunikacji Polskiej 133 tys. zł. Szeregowi pracownicy tych przedsiębiorstw żeby zarobić takie pieniądze musieliby przepracować co najmniej kilka lat.
Innym wskaźnikiem gospodarczym jakim często chwalą się spece od propagandy SLD-UP jest systematyczny wzrost eksportu. Zapomnieli jednak dodać, że tak naprawdę nie ma się czym chwalić, ponieważ w przeliczaniu na 1 mieszkańca wartość eksportu jest w Polsce znacznie mniejsza niż np. Czechach czy Węgrzech. O starych krajach członkowskich Unii Europejskiej nawet nie ma co wspominać.
Broszurki wyborcze SLD-UP pełne są niedomówień i półprawd. Zwolennicy rządowej koalicji mogą oczywiście zarzucić swoim przeciwnikom tanie krytykanctwo. Dlatego najlepszym miernikiem "sukcesów" (podobno licznych) rządów SLD-UP niech będzie analiza własnego budżetu domowego, własnej sytuacji finansowej każdego z czytelników Kuriera Związkowego oraz ich znajomych z pracy i miejsca zamieszkania. Wtedy bez szumnych chaseł i żonglowania statystyką będzie widać czy rzeczywiście możemy mówić o sukcesie koalicji SLD-UP, czy tylko o przedwyborczej propagandzie.