Związki zawodowe w zjednoczonej Europie
W zbliżających się wyborach do Parlamentu Europejskiego, zarówno w Polsce jak i w krajach Unii Europejskiej, kandydują przedstawiciele z ramienia partii politycznych, które w większości głoszą liberalne poglądy.
W krajach zachodnio-europejskich, proporcja pomiędzy tzw. liberałami, a socjalistami, w tym przedstawicielami związków zawodowych, nie jest tak wielka jak w Polsce, gdzie większość kandydatów to albo przedstawiciele ugrupowań liberalnych, deklarujących otwartą wrogość względem przedstawicielstw związkowych i pracowniczych, albo ludzie, którzy nie kładą należytego nacisku na prawa pracownicze, w tym związkowe.
W Unii obowiązuje Europejska Karta Praw Socjalnych, której postanowienia, w znakomicie lepszy sposób, niż ma to miejsce w Polsce, regulują prawa pracownicze i społeczne. Polskie prawodawstwo, w tym kodeks pracy, są przy Europejskiej Karcie Praw Socjalnych nadzwyczaj niekorzystne dla środowisk pracowniczych i najuboższej części społeczeństwa.
Na przestrzeni ostatnich kilku lat, kolejne nowelizacje kodeksu pracy doprowadziły do sytuacji, w której pogorszono kondycję ekonomiczną najuboższej części społeczeństwa, oraz ograniczono tę część praw pracowniczych, którą uznano za krępującą swobody pracodawców. Na gruncie europejskim uregulowania takie były by niemożliwe do przyjęcia. W Polsce - jako jedną z metod pogarszania praw pracowniczych - zastosowano tzw. samozatrudnienie, które przybiera formy patologiczne. Zdarzają się bowiem przedsiębiorstwa, o licznych stanach zatrudnienia, ale tak rozliczanego przez pracodawcę, że nie tworzy się załogi pracowniczej, w tradycyjnym rozumieniu tego słowa, lecz grupę samozatrudnionych zleceniobiorców, którzy prowadzić muszą własne rozliczenia i własną działalność "samozatrudnieniową".
Patologia ta dotyczy ogromnej ilości sieci handlowych, zakładów usługowych, czy środowiska mediów. Pozycja samozatrudnionego pracobiorcy w relacji do pracodawcy jest bardzo osłabiona. To pracodawca dowolnie kreuje koszty, a samozatrudniony pracobiorca nie ma podstaw do żadnych roszczeń. W takim przedsiębiorstwie nie istnieją z reguły układy zbiorowe pracy, regulaminy wynagradzania, zakładowe fundusze świadczeń socjalnych, a nawet zwyczajowo przyjęte zapomogi czy paczki świąteczne, lub inne tego typu gratyfikacje finansowe.
Gdyby samozatrudnienie występowało jako uzupełnienie stosunku pracy w wybranych, specyficznych zawodach lub usługach, można by było traktować je jako dobrodziejstwo. Tymczasem staje się ono nagminnym sposobem zatrudnienia pracowników.
W Unii Europejskiej, do której Polska 1 maja wstąpiła, stosowanie takich praktyk przez pracodawców jest niemożliwe lub prawie niemożliwe i niesie z sobą efekt w postaci obniżonego prestiżu społecznego firmy, która się takich praktyk dopuszcza.
Kolejnym, nagminnym stosowanym w Polsce przez pracodawców sposobem ograniczania praw pracowniczych jest systematyczne osłabianie roli związków zawodowych, które mogły by swoją postawą utrudniać im realizowania liberalnych praktyk w swoim przedsiębiorstwie. Już dziś w Polsce widać powszechne zjawisko, iż w nowo-powstających przedsiębiorstwach, a w szczególności w handlu, związki zawodowe, prawie w ogóle nie występują. Efektem tego są praktyki, łamania praw już nie tylko pracowniczych ale i ludzkich, czego dobitnym przykładem są wielkie sieci handlowe. Praktyki tam panujące, wobec nagminności ujawnionych przypadków, pozwalają powiedzieć, że w Polsce łamane są już nie tylko prawa pracownicze ale również elementarne prawa ludzkie, formalnie gwarantowane przez krajowe prawodawstwo, lecz nie egzekwowane, lub egzekwowane "z przymrużeniem oka". Najwięcej na ten temat mają do powiedzenia upodleni pracownicy średnich firm i sieci handlowych, które powszechnie stosują mobbing, rewizje osobiste pracowników czy nawet stemplowanie odzieży osobistej.
Powszechną praktyką w małych firmach jest zniesienie ustawowo wolnych od pracy wolnych sobót. Tutaj rodzimi pracodawcy prześcigają się wręcz w pomysłowości. W środowiskach pracowniczych panuje pogląd, który obrazuje stwierdzenie "drobne przedsiębiorstwo - polski kapitał = praca przez 7 dni w tygodniu". To społeczne przekonanie bierze się z praktyki i oglądu rzeczywistości.
Kolejne polskie parlamenty, bez względu na to czy są zdominowane przez prawicową czy lewicową większość, skutecznie i konsekwentnie ograniczają prawa pracownicze, preferując kapitał (czasami) polski. Długofalowym skutkiem takiej, trwającej od lat, polityki jest pogorszenie nie tylko praw pracowniczych ale także kondycji materialnej całego społeczeństwa. Od lat przyjętą normą jest zamrażanie lub ograniczenie do śmiesznego minimum przyrostu pracowniczych płac, tak, aby zasadnicza wielkość zysków pozostawała w rękach pracodawców. Ta swoistego rodzaju moda dotknęła nawet przedsiębiorstwa państwowe, w których przyznawanie pracownikom podwyżek wynagrodzeń, jest traktowane jako ,,rozrzutność", "rozdawnictwo" czy "przejadanie zysków". Oczywiście dla głosicieli takich poglądów "przejadaniem zysków" nie jest poziom wynagrodzeń menadżerów, czy wysokość dywident, wypłacanych właścicielom. Efektem takiej postawy jest ogólne zubożenie społeczeństwa i znany wszystkim, niski poziom życia zasadniczej większości Polaków.
Konsekwentne dążenie polskich elit politycznych do ograniczenia praw pracowniczych jest wspólnym mianownikiem, dla wszystkich kolejnych, od 14 lat rządzących Polską większości parlamentarnych. Równocześnie każdy kolejny polski parlament w swych szeregach ma coraz mniej związkowców, a ich rola czasami jest redukowana jedynie do potrzeby głosowania, według partyjnych interesów i bieżącej rozgrywki politycznej. Ażeby sobie zagwarantować by w przyszłości do polskiej parlamentu nie mogli wchodzić autentyczni przedstawiciele środowisk pracowniczych, politycy udaremnili związkom zawodowym szanse występowania pod własnymi barwami na własnych związkowych listach. Może się to odbywać wyłącznie pod formalnym parawanem partii politycznej. Bardzo wielu związkowców, którzy w przeszłości znaleźli się w parlamencie, nie mogło przezwyciężyć oporu aparatu partyjnego, reprezentującego inne niż pracownicze interesy. Dzięki temu mechanizmowi doszło do powstania wielu kompletnie nieżyciowych lub skrajnie aspołecznych przepisów prawa. Głośnym, najbardziej kuriozalnym, ostatnio upublicznionym przez media, jest prawo zabraniające wszystkim prawnikom udzielania nieodpłatnych porad prawnych. Żaden człowiek biedny, którego nie stać na pomoc prawnika, nie będzie miał prawa skorzystać z darmowej porady prawnej. Oczywiście chodzi o to, ażeby słabi nie mieli możliwości poszukiwać rady, jak walczyć o swoje elementarne prawa. Zwyciężyła zasada "prawo jest tylko dla bogatych".
Prawnik, który zdecydował by się nieodpłatnie udzielić komuś porady musiałby zapłacić za to podatek, tak, jakby pobrał za swą nieodpłatną usługę opłatę.
Wielu związkowców, nad czym należy ubolewać, uległo tej ogólnej presji i woli dziś zagłosować na liberałów, pokroju Zyta Gilowska, niż na tych, którzy realnie stają w obronie ich interesów. To pomieszanie wartościowania polityków nic dobrego nie wróży prawom pracowniczym. To tak, jakby przyjąć, że Platforma Obywatelska będzie dodawała ubogim, a odbierała bogatym.
Zbliżające się wybory do Parlamentu Europejskiego są o tyle ważne, że to tam zatwierdzane będzie prawo, które zaproponują całej Europie komisarze i gdyby się tak nieszczęśliwie okazało, że w Parlamencie Europejskim byli by z ramienia Polski sami liberałowie, źle by to wróżyło w nadchodzących latach środowiskom pracowniczym i ich prawom.
Ruch związkowy w Europie Zachodniej ma ogromne znaczenie polityczne. To nie tylko zdolność do zaakcentowania swojego sprzeciwu na ulicach europejskich miast, gdzie w latach ubiegłych dochodziło do wielusettysięcznych, czy nawet milionowych demonstracji. To także zdolność związków zawodowych do współkreowania, inicjowania i przeprowadzania korzystnych dla środowisk pracowniczych praw. W wielu europejskich krajach żaden rząd nie może funkcjonować bez zaplecza w postaci poparcia związków zawodowych. Zachodnioeuropejskie demokracje tak urządzone, to np. Francja, Niemcy lub Szwecja. Dla zobrazowania tego podajmy, że np. w Szwecji związki zawodowe wywalczyły wysokie standardy socjalne. Każde dziecko korzysta tam z bezpłatnych codziennych posiłków (kilka dań do wyboru), nieograniczonego dostępu do mleka i soków, dostępu bez ograniczeń do komputerów i internetu, dostaje darmowe przybory szkolne, takie jak: książki, zeszyty, kredki, długopisy itp., jeżeli uczeń mieszka na wsi i nie ma rano autobusu lub jest za młody, to jest dowożony i odwożony taksówką.
W Polsce wszyscy związkowcy również powinni wiedzieć, że bez własnego przedstawicielstwa w Parlamencie Europejskim sami na własne życzenie pozbawiamy się możliwości obrony swych praw tam, gdzie są one stanowione. Demonstracje, strajki protesty są formą związkowej walki, ale nie mogą być jedną. Lepiej prawo zmieniać, niż przeciwko niemu protestować.