My Polacy ponieśliśmy ogromne koszty przystąpienia naszego kraju do Unii Europejskiej.
Likwidowaliśmy własne zakłady i miejsca pracy,ograniczaliśmy zdolności produkcyjne przemysłu i rolnictwa, cięliśmy nasze wydatki na cele społeczne i socjalne.
W tym czasie bezrobocie w Polsce osiągnęło najwyższy poziom spośród wszystkich 25 państw poszerzonej Unii Europejskiej. Za to mamy najniższą płacę minimalną. Standardy Unii Polska spełnia w zasadzie tylko w jednej dziedzinie - korupcji. Tu stawki mamy iście europejskiej, by nie powiedzieć światowe.
Polska jest szóstym co do wielkości, pod względem powierzchni i ludności krajem Unii. Nadal dysponujemy dużym potencjałem gospodarczym, jednak nasze perspektywy wcale nie są dobre. Polakom, wejście do Unii 1 maja 2004 roku będzie kojarzyć się z dwiema rzeczami. Dymisją Leszka Millera i wzrostem cen.
O dymisji Millera szybko wszyscy zapomną, wysokie ceny nam pozostaną. Jeden z prominentnych polityków Unii Wolności na początku procesu tzw. transformacji powiedział, że Polacy mają taki wybór albo pracować u Niemca w kraju, albo pracować u Niemca w Niemczech. Polityk ten mylił się jednak. Okazało się, że mamy o wiele prostszy wybór albo pracować u Niemca, albo wcale. W miejsce Niemca pracodawcą naszym może być co prawda ktoś inny np. Francuz (TP S.A.), Szwed (GZA) czy nawet Hindus (PHS), a nawet Ukrainiec , Słowak i Czech ale naszej sytuacji w niczym to nie poprawia. Na pracę w większości krajów Unii Europejskiej nie mamy co liczyć. Większość krajów Unii zamknęła przed naszymi obywatelami dostęp do swoich rynków pracy.
Zamiast zjednoczonej Europy mamy Europę kolejnych granic, podziałów, murów i dwóch prędkości. Tym razem podziałów socjalnych, materialnych i rażących różnic standardów życia. Mamy ponad 3 milionowe bezrobocie. Dla wielu naszych obywateli wejście Polski do UE wiązało się z nadzieją likwidacji bezrobocia w kraju. Niestety te powszechne przekonania wcale nie muszą się spełnić. Wprost przeciwnie, może okazać się, że przy zamknięciu rynków pracy w krajach UE i ograniczaniu naszych praw do swobodnego zatrudnienia w państwach UE, Polska stanie się wyłącznie rynkiem zbytu dla towarów wytwarzanych przez wysoko rozwinięte gospodarki państw europejskich i rezerwuarem taniej i źle traktowanej siły roboczej.
Pozwalając na to nie tylko nie odniesiemy z wejścia Polski do UE żadnych korzyści ale przeciwnie, będziemy ponosić koszty i ciężary prosperity państw starej Unii i jej obywateli. Kandydat na premiera Marek Belka ogłosił, że Polacy gotowi są pracować w Unii ciężej, dłużej i za niższe wynagrodzenie. Lepiej aby składał on takie deklaracje wyłącznie w imieniu własnym, a nie milionów Polaków. My nie chcemy być traktowani jak obywatele drugiej kategorii, jak biali murzyni współczesnej Europy. Tym bardziej, że prawda o różnicy w poziomie wynagrodzeń jest przygniatająca. Płaca minimalna w Belgii wynosi 1233,54 euro, we Francji 1215,11 euro, w Luksemburgu 1402,96 euro, w Holandii 1264,80 euro.W krajach z nami porównywalnymi Hiszpanii 460,5 euro, w Grecji 504,83, euro. W Polsce tylko 177,06 euro. I jest niższa niż płaca minimalna na Litwie 130,3 euro, Łotwie 118,95 euro, czy w Estonii 158,5 euro.
Mimo wyższej płacy minimalnej we wszystkich tych krajach, bezrobocie jest tam wielokrotnie niższe. Tymczasem nasi mądrale ze wszystkich liberalnych partii twierdzą, że bezrobocie w Polsce jest duże, bo płaca minimalna jest za wysoka i nie ma motywacji do podejmowania zatrudnienia. Tego typu bzdurami karmi nas się przez kolejne lata. Spośród ponad 3 milionów bezrobotnych aż 85% nie ma nawet prawa do zasiłku. W ten sposób w zjednoczonej Europie tworzy się getto ubóstwa i beznadziei. Ci, którzy pracują mają niewiele lepiej. Różnice w poziomie wynagrodzeń między Polakami, a obywatelami innych państw nie są dwu, czy trzykrotne na naszą niekorzyść ale niejednokrotnie zarabiamy dziesięciokrotnie mniej, niż zatrudnieni w podobnych zawodach, obywatele innych państw starej Unii. Nie chodzi przy tym o zawody wyjątkowe lecz najbardziej powszechne i podstawowe. Kasjerzy i kasjerki to jeden z lepiej opłacanych zawodów w UE. W Polsce brzmi to nieprawdopodobnie ale zarabiają oni średnio w krajach Unii od 1200 do 1500 euro tj. około 6 do 7,5 tysięcy złotych. W Polsce nędznie opłacane kasjerki w supermarketach otrzymują około 700 złotych. Najlepiej opłacane są kasjerki w Danii. Średnia ich płaca to ponad 1800 euro (prawie 9 tysięcy złotych). Sekretarki - w Danii ich średni zarobek to 3668 euro, w Niemczech 3000 euro, w Szwecji 2613 euro. W reszcie krajów Unii sekretarki zarabiają około 2 tysięcy euro. Najmniej dostają sekretarki w Portugalii około 800 euro ale to i tak blisko trzy razy więcej niż średnia w Polsce około 1000 - 1200 złotych. Pielęgniarki w Niemczech i Holandii zarabiają od 1,4 tysiąca euro do 2 tysięcy. Podobnie w krajach Skandynawii. W Polsce jest to najczęściej minimalna płaca czyli nieco ponad 800 złotych brutto, a do wypłaty jest to 500 - 600 złotych.
Obiecanej podwyżki o 203 złote ta grupa zawodowa nie może się doczekać od kilku lat. W sprawę zaangażował się Trybunał Konstytucyjny, sądy powszechne we wszystkich miastach, a ostatnio nawet Sejm, przyjmując stosowną uchwałę, wzywającą rząd do zapewnienia środków na realizację obiecanych podwyżek, i co - i nic. Zarobki górników, to w Niemczech od 1500 do 2 tysięcy euro (czyli od 7,5 do blisko 10 tysięcy złotych).Jeszcze więcej zarabiają górnicy w Hiszpanii. Listę zawodów i profesji, w których różnice płac są tak wysokie lub nawet większe, można rozszerzyć. Przykłady te pokazują, że w Unii nie jesteśmy obywatelami drugiej, a piątej, a być może nawet siódmej kategorii. Ale za to ceny mamy europejskie. Wejście Polski i Polaków do Unii Europejskiej może być dla nas wielką szansą. Tym bardziej, że największe koszty dostosowawcze już ponieśliśmy. Aby tak się jednak stało nie możemy zaprzestać walki o nasze praw i interesy będąc jej członkiem. O naszym członkostwie zdecydował w referendum Naród. O warunkach, na jakich się to odbywa, nasze elity polityczne. Nie ma żadnej wątpliwości, że nasi politycy z kolejnych rządów, tego egzaminu nie zdali. Pokazali, że nie chcą lub nie potrafią dbać o nasze interesy. Mamy kolejną okazję, aby ich z tego rozliczyć.