Trudna walka o prawa pracownicze
W tyskiej części Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej funkcjonuje od dwóch lat spółka Proma, która zajmuje się produkcją szkieletów do foteli samochodowych.
Produkcja z Promy dostarczana jest do spółek, które wytwarzają gotowe fotele dla Fiata i Opla.
W Proma pracuje ponad 110 pracowników - w zasadniczej części to pracownicy bezpośrednio produkcyjni. Także w zasadniczej większości pracownicy ci mają umowy o pracę podpisane na czas określony. I niby wszystko gra - zakład pracy postępuje zgodnie z prawem. Jednak w ostatnim czasie upływał w kilku przypadkach termin umów o pracę - i by ci pracownicy pozostali dalej w spółce Proma, konieczne było przedłużenie tych umów. I tu rozpoczął się konflikt. Zakład pracy uruchomił wymianę pracowników. Firma oświadczyła, iż z dotychczasowymi pracownikami nie zamierza przedłużać umów (na tą okoliczność wystosowano pisma do pracowników), a na ich miejsce ma zamiar przyjąć nowych pracowników.
Takie działanie dla pracodawcy to rzeczywiste obniżenie kosztów pracy - przecież nowi pracownicy będą niżej opłacani (niższe stawki dla nowych oraz brak jakichkolwiek dodatków). Ale z drugiej strony jest to bardzo krótkowzroczna polityka firmy - w przypadku stosowania takiej polityki zatrudnienia niemożliwym w obecnych czasach staje się utrzymanie wysokich parametrów jakościowych.
Jednak takie działania Promy mają także i inny podtekst - firma zamierzała poprzez wymianę załogi pozbyć się związku zawodowego. WZZ "Sierpień 80" w Promie jest jedynym związkiem i należy do nas grubo ponad połowa pracowników. Pracownicy szybko zrozumieli, jakie daje to zagrożenie dla nich wszystkich. Stąd też zgodna z nastrojami i oczekiwaniami pracowników decyzja władz naszego Związku - nie dopuścimy do wymiany załogi. Wymiany która nie jest poparta ani oceną przydatności zawodowej, ani żadnymi innymi uczciwymi kryteriami.
W ubiegłym tygodniu zagrożona załoga Promy zastosowała dość prosty i niezwykle skuteczny sposób obrony swoich miejsc pracy. Pracowano bez pośpiechu, zgodnie z technologią - coś na kształt strajku włoskiego. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Władze firmy próbowały poprzez nadgodziny (zawsze kilka osób stanie po stronie dyrekcji a nie załogi, niestety...) nadrobić utraconą produkcję. Ta próba to ewidentne łamanie polskiego prawa (zarówno limit dobowy czasu pracy uniemożliwia obecnie pracę po 16 godzin dziennie, jak i obowiązkowe czasy wypoczynku nie były przestrzegane). Szybko o całej sytuacji w Proma dowiedzieli się także kooperanci , którzy z zaniepokojeniem obserwowali rozwój wypadków w Proma.
Szybko doszło do spotkania władz firmy i naszego Związku. Wstępnie uzgodniono, iż osobom, którym kończą się umowy z dniem ostatniego maja, będą miały te umowy przedłużone. Uzgodniono także, iż powstanie system oceny pracowników - i wtedy działania władz firmy, zmierzające do wymiany pracowników na zasadzie czyjegoś chciejstwa będą niemożliwe.
Po raz kolejny okazało się (tym razem na przykładzie Promy), iż wspólne wystąpienie większości załogi, prawidłowo ukierunkowane przez związek zawodowy może szybko i skutecznie rozwiązać konflikt, zapobiegając dalszej eskalacji sporów i waśni. Zrozumienie powinno być nie tylko po stronie załogi, ale i po stronie pracodawcy. Dokończenie rozmów i podpisanie ustaleń zaplanowano na środę 26 maja. Sądzimy, iż zarówno dla dobra pracowników, jak i dla prawidłowego funkcjonowania zakładu dojdzie do definitywnego uregulowania spornych kwestii.