Znaczna część polskiego społeczeństwa jest przekonana, że nasi rządzący to półgłówki.
Zaprzeczeniem tej opinii jest postawa Anrzeja Szarawarskiego, który stracił posadę wiceministra skarbu a kombinuje jak się tylko da, aby nadal móc decydować o prywatyzacji polskiego hutnictwa i górnictwa.
Andrzej Szarawarski to były baron śląskiego SLD, potem wiceminister gospodarki a następnie wiceminister skarbu, który odpowiadał za prywatyzację hutnictwa. To on nadzorował sprzedaż Polskich Hut Stali międzynarodowemu koncernowi LNM i negocjacje w sprawie sprzedaży Huty Częstochowa. Zdaniem Szarawarskiego to LNM miał być najlepszym kandydatem na przejęcie częstochowskiej huty. Szybko do sprzedaży tej huty jednak nie dojdzie, bo w trakcie prywatyzacji doszło do licznych nieprawidłowości. Warto przypomnieć, że prokuratura zainteresowała się kulisami sprzedaży PHS, w tej sprawie na razie Szarawarski występuje tylko jako świadek, ale nie wykluczone, że zostanie kiedyś w niej oskarżony.
Szarawarski ciepłą posadkę w Ministerstwie Skarbu utrzymywał do końca rządów Leszka Millera. Nowy premier, Marek Belka, uznał, że Szarawarski kiepsko się na wiceministra nadaje i pozbawił go tej funkcji. Szarawarski mało się decyzją premiera przejął i nadal chce wpływać na decyzje ministerstwa.
A jest o co sie bić. Szarawarski od miesięcy lansował koncepcję stworzenia koncernu koksowo-węglowego, w skład którego weszłyby koksownie należące do PHS (czyli obecnie do LNM) i Jastrzębska Spółka Węglowa. Formalnie, większość akcji w takim koncernie miałby skarb państwa ale naprawdę rządziłby w nim LNM. Przeciwko takiemu pomysłowi są niemal wszyscy: załoga Jastrzębskiej SW, fachowcy i eksperci od górnictwa a nawet przedstawiciele Ministerstwa Gospodarki, w tym Jerzy Hausner i Jacek Piechota. Szarawarski, choć osamotniony nie daje za wygraną i dąży do swego.
Było to widać podczas wyjazdowego posiedzenia sejmowej Komisji Gospodarki, która 18 i 19 maja przebywała na Śląsku i zajmowała się reformą górnictwa, w tym przyszłością Jastrzębskiej SW. W tym posiedzeniu uczestniczył także Andrzej Szarawarski, choć nie jest ani członkiem komisji ani nie pełni odpowiedzialnych funkcji w Ministerstwie Gospodarki. Szarawarski pchał się jednak do kamer i mikrofonów licznie zgromadzonych dziennikarzy i znowu mówił o potrzebie stworzenia koncernu koksowo-węglowego razem z LNM. Zachowywał się trochę jak maniak i schizofrenik, który niezależnie od tego, jakie zada mu się pytanie ma tylko jedną i tę samą odpowiedź. W tym szaleństwie jest jednak metoda. Szarawarski liczy, że wcześniej czy później jego pomysł zostanie zrealizowany i taki koncern powstanie.
Bez wątpienia wielce zastanawiajacą w tej sprawie jest postawa Szarawarskiego, który prowadzi tak restrukturyzację państwowego majątku, żeby skorzystał na tym koncern LNM - najpierw był PHS, potem Huta Częstochowa, teraz Jastrzębska Spółka Węglowa.
Stare porzekadło mówi, że jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. Tygodnik NIE, zaznajomiony dosyć dobrze z układami w SLD, napisał swego czasu, że na Śląsku krąży takie powiedzenie, że nie ma takiego przekrętu, w którym nie uczestniczyłby Szarawarski. Trudno oczywiście sprawdzić wszystkie przekręty gospodarcze na Śląsku, ile i jakie one były tego chyba nie wie nikt. To co dzieje się wokół Huty Częstochowa i Jastrzębskiej SW bez wątpienia przekrętem, i to nie małym, już jest. Dziwi nas przy tym postawa premiera Belki i nowego ministra skarbu, Sochy, którzy nie ukrócili działalności Szarawarskiego. Działalności, na której skarb państwa może stracić niemałe pieniądze, a rząd już stracił część wiarygodności i powagi.