Szczyt śmieszności i bezczelności
Od 28 do 30 kwietnia w Warszawie odbywał się Europejski Szczyt Gospodarczy, reklamowany jako wydarzenie o znaczeniu co najmniej europejskim.
Faktycznie było to marginalne spotkanie dyskusyjne, bez znaczenia dla światowej i europejskiej gospodarki i polityki.
Europejski Szczyt Gospodarczy jest lokalną kopią Światowego Forum Gospodarczego, jakie co roku odbywa się w styczniu lub w lutym w szwajcarskim kurorcie Davos. Europejski Szczyt do tej pory odbywał się w austriackim Salzburgu, jednak przebywając na tegorocznym spotkaniu w Davos Aleksander Kwaśniewski zaproponował, żeby w tym roku Europejski Szczyt Gospodarczy wyjątkowo odbył się w Warszawie, która jest stolicą największego z państw, jakie 1 maja weszły do Unii Europejskiej.
Organizatorzy szczytu w Warszawie przekonywali, że jest to wydarzenie o dużym znaczeniu politycznym i gospodarczym. Chyba tylko naiwni dali się na to nabrać. W warszawskim spotkaniu trudno było szukać znaczących postaci światowej, czy nawet europejskiej polityki i gospodarki. Co prawda w szczycie uczestniczyli prezydenci kilku państw, ale takich, które raczej do pierwszej światowej ligi nie należą (Łotwa, Rumunia, Ukraina, Gruzja) lub takich, gdzie prezydent pełni jedynie funkcje reprezentacyjne i nie ma realnego wpływu na politykę w swoim państwie (jak Portugalia i Szwajcaria). Miało to w efekcie wydżwięk tragikomiczny, kiedy np. prezydent Portugalii Jorge Sampaio mówił, ze jest za tym, żeby obywatele nowych państw członkowskich Unii mogli swobodnie pracować w "starych"państwach UE, kiedy tym czasem sama Portugalia wprowadziła ograniczenia w dostępie do swojego rynku pracy dla obywateli 10 nowych państw...
Szczytem bezczelności podczas warszawskiego szczytu było jednak stwierdzenie Marka Belki, który w trakcie jednej z dyskusji powiedział, że jako Polska przynosimy do Unii gotowość by pracować ciężej, dłużej i za mniejsze pieniądze! Jeśli w taki sposób sam Belka chce uczcić wejście Polski do Unii Europejskiej to oczywiście ma do tego pełne i niezbywalne prawo, tylko dlaczego uważa, że tak samo myśli reszta Polaków? Bardziej nam odpowiada prawidłowość nieco odwrotna - jesteśmy gotowi pracować lżej, krócej ale za większe pieniądze.
Szczyt zakończył się bez żadnych efektów, których zresztą nie można się było spodziewać, ponieważ na tego typu imprezach konkretne decyzje nie są podejmowane.
Osobnym tematem jest histeria rozpętana przez media i policję, które obawiały się najazdu band antyglobalistów chcących - podobno - zrównać Warszawę z poziomem dna Wisły. Zorganizowana przez przeciwników Europejskiego Szczytu Gospodarczego demonstracja 29 kwietnia odbyła się nad wyraz spokojnie. Nie poleciał ani jeden kamień czy butelka z benzyną.
Na zabezpieczenie bezpieczeństwa podczas szczytu wydano kilka milionów złotych. Przez kilka dni trwania imprezy większość sklepów centrum Warszawy była zamknięta, a witryny były zabite płytami, dechami lub blachą. Wszystko po to, żeby blisko 1 tys. gości mogło bawić się przez 3 dni.