Przedruk za ,,Nowiny Gliwickie", z 22 kwietnia 2004
Takiego boomu na węgiel polski w Europie nie było nigdy. Ceny wręcz oszalały.
Czterokrotny wzrost na przestrzeni kilku miesięcy całkowicie zmienił opłacalność wydobycia i postawił plan restrukturyzacji śląskich kopalń w nowym świetle. Dwa lata temu senator Jerzy Markowski w rozmowie opublikowanej na naszych łamach, ostro krytykował plan swego rządu zakładającego dalszą likwidację zakładów wydobywczych i obniżenia wydobycia. Bronił nieopłacalnego wówczas eksportu, twierdząc, że koniunktura niebawem wróci. Jego słowa okazały się prorocze.
Mam gorzką satysfakcję, że to ja miałem rację. I wtedy, kiedy poprzedni rząd wdrożył ostry program restrukturyzacji i obecnie, kiedy rząd SLD wziął się ochoczo za kontynuowanie likwidacji polskiego górnictwa. Mówiono, że eksport jest nieopłacalny, bowiem nie jesteśmy w stanie konkurować z węglem azjatyckim. Dzisiaj ceny osiągane w eksporcie są znacząco wyższe od krajowych, a jeśli chodzi o koks pobiły wszelkie rekordy. Sprzedajemy te towary za 350-400 dolarów za tonę. To są wartości niewyobrażalne. Mając na uwadze ten wzrost, namawiam do modernizacji polskiego górnictwa, przewidując jego użyteczność dla gospodarki polskiej i europejskiej, a przede wszystkim rolę jaką spełniać będzie jeszcze przez długie lata na Śląsku.
Powracając do węgla. Czy obecny boom na ten surowiec nie jest chwilowy?
O popycie na węgiel decyduje po pierwsze - wzrost gospodarczy, bo wzrasta popyt na energię elektryczną, a w ślad za nim zwiększa się zapotrzebowanie na węgiel energetyczny. Obecnie wydobywamy około 80 milionów ton. Zwiększa się zapotrzebowanie na stal, stąd popyt na węgiel koksujący i sam koks, a przypomnę, że wydobywamy go rocznie około 20 milionów ton. Na to wszystko nałożył się niezwykle korzystny z punktu widzenia polskich interesów, rozwój gospodarczy na rynkach azjatyckich. Dzisiaj Chiny rozwijające się w ciągu ostatnich 10 lat w tempie 10 procent PKB rocznie zużywają każdą ilość węgla, energii, stali. To powoduje, że nie są w stanie zabezpieczyć swoich potrzeb, a tym samym ograniczyć eksport. Innymi słowy deficyt azjatyckiego czarnego towaru w Europie stworzył szansę dla polskiego górnictwa. Bowiem właśnie my jesteśmy monopolistą w przypadku węgla koksującego, a węgla energetycznego produkujemy więcej niż cała Unia Europejska razem wzięta. Do tego wszystkiego znacząco zwiększyła się cena frachtu, czyli wzrosły koszty transportu statkiem do Europy, powodując, że transport węgla z Azji stał się nieopłacalny. Wszystko razem wzięte odbiło się na gigantycznym wzroście popytu na nasz węgiel.
Czy sytuacja w polskim górnictwie przekłada się na kondycję kopalń?
Oczywiście, że tak. Pragnę zwrócić uwagę na kolosalne zmiany w sytuacji zewnętrznej - dynamiczny wzrost popytu na stal w Europie i Azji. Dowodzą tego boje o polskie huty toczone między Hindusami i Ukraińcami. Oni wiedzą, że polska stal to wielki majątek. My nie umiemy z własnej głupoty tego zrozumieć. W tych okolicznościach olbrzymim osiągnięciem jest przeforsowanie po 15 latach walki z Warszawą oddłużenia polskiego górnictwa o 18,5 miliardów zł. Spowodowało to, że prawie natychmiast poprawiły się warunki finansowe sektora. Przede wszystkim znikło widmo upadku. Proszę zwrócić uwagę, że w tegorocznym rankingu 500 wiodących przedsiębiorstw "Rzeczpospolitej" na bardzo dobrych miejscach znalazły się kopalnie "Bogdanka" i "Budryk", na marginesie chciano mnie zamknąć za to, że ją wybudowałem, Katowicki Holding Węglowy, Jastrzębska Spółka Węglowa. To wszystko dowodzi, że polskie górnictwo obroniło się przed obsesyjną wizją likwidacji, że miałem rację, nie pozwalając na likwidację żadnej polskiej kopalni.
Tak wyśrubowane ceny nie będą trwać wiecznie. Pozostaje pytanie jak się zachować teraz, aby uniknąć kolejnego załamania?
Teraz trzeba za kredyty wzięte z Banku Światowego modernizować górnictwo, a nie zwalniać ludzi, bowiem za 15 lat zabraknie górników, co już dzisiaj można zaobserwować w robotach frontowych, na ścianach wydobywczych. Po drugie - nie można dopuścić do połączenia kapitału górniczego z energetyką, hutnictwem, a jedynie zachować partnerskie stosunki handlowe. Tylko taki mechanizm pozwoli kopalniom zarobić na węglu, obronić się przed dyktatem cen narzucanych przez inwestorów hinduskich, czy ukraińskich. Po trzecie - powrócić do rozmów na temat obniżenia kosztów transportu węgla przez Polskę, co wiąże się z przystąpieniem do realizacji programu "Odra". Wysokie koszty frachtu się skończą i powróci dylemat opłacalności transportu przez Polskę. Po czwarte - trzeba umieć wpleść polski przemysł energetyczny i paliwowy do systemu europejskiego, w którym śląskie górnictwo powinno mieć zagwarantowany swój udział. Jeśli tego nie zrobimy Górny Śląsk będzie pogłębiać się w regresie. Wszystko to dowodzi, że również dla najbliższych nam kopalń, "Sośnicy", "Knurowa", "Szczygłowic", "Makoszowy" otwiera się perspektywa wzrostu. Szkoda tylko, że tak głupio zlikwidowano kopalnię "Dębieńsko", a z drugiej strony szczęście, że wybudowano kopalnię "Budryk".
Skoro jest tak dobrze, to dlaczego Kompania Węglowa tak niechętnie płaci długi wobec samorządów? Władze Gliwic muszą uciekać się do drastycznych środków windykacyjnych
To, że miasto domaga się spłaty długów wynika z elementarnych racji, bo każdy ma prawo dochodzić swoich pieniędzy. Ale są takie miasta jak Ruda Śląska, gdzie zadłużenie górnictwa jest dziesięciokrotnie wyższe i nikt nie sięga po tak drastyczne środki. Tam rozumieją, że ważniejsze jest utrzymanie pracy w górnictwie niż kolejnych kilka milionów na adaptacje biur, bo jak dowodzi przykład Gliwic drogi i tak nie są remontowane, szpitale się zamyka, w domach dziecka bieda aż piszczy. Władze miasta przypomną sobie o górniczej Sośnicy przy okazji wyborów, a przez całą kadencję cuchnie im elektorat górniczy biedą i długami. Jak gdyby zapomnieli, że Gliwice swój rozwój zawdzięczały przemysłowi, w tym kopalniom. Tu nie chodzi o darowanie długów, bo przecież nikt się tego nie domaga. Rzecz w tym, aby pozwolić je, bez szwanku dla kopalń i pracujących tam mieszkańców Gliwic, spłacić. Skandalizujący ton wypowiedzi towarzyszący tej egzekucji, obrażający, bez potrzeby kopalnię "Sośnica", w której nadal pracuje więcej ludzi niż w budowanej od 10 lat Strefie Ekonomicznej, stało się gliwicką specjalnością