Upadek na... własne życzenie
Na początek zagadka. Czyje to są słowa?
- "Moralny ład w życiu publicznym, ludzka przyzwoitość i uczciwość ludzi pełniących ważne funkcje państwowe są w społeczeństwie obywatelskim tak samo ważne i oczekiwane jak profesjonalna, efektywna polityka zapewniająca realizację wielkich celów społecznych. Obok celów osiągnięcia wysokiego tempa wzrostu gospodarczego i poprawy warunków życia obywateli naszego kraju przestrzeganie wysokich standardów zachowań funkcjonariuszy państwa, polityków desygnowanych do władz różnego szczebla są jednym z najważniejszych zadań nowej kadencji." Nie, to nie fragment programu Kółka Moralnie Czystych Polityków lecz wycinek stanowiska przyjętego na drugim kongresie SLD, jaki odbywał się 29 i 30 czerwca 2003 roku.
Warto się przyjrzeć temu, jak moralny ład w życiu publicznym, ludzką przyzwoitość i uczciwość parlamamentarzyści SLD wprowadzali w życie: kilku posłów głosowało w Sejmie za kolegów, za co zostali wyrzuceni z klubu parlamentarnego SLD, kilku posłów nadużyło alkoholu - w efekcie czego niedoszło do jednej debaty sejmowej, bo poseł, który miał zabierać głos był akurat w stanie "po spożyciu". Inny poseł SLD jadąc "po spożyciu" tłumaczył się policjantom, którzy go zatrzymali, że wcale nie pił, a zapach alkoholu jaki roznosi się w jego samochodzie powstał zupełnie przypadkiem od używania spryskiwacza do szyb. Warto przypomnieć internacjonalistyczną postawę innego posła z listy SLD, który w sejmowej restauracji, chwiejąc się na nogach z przepracowania, powitał austriackiego dziennikarza słowami "Heil Hitler". Nie można zapomnieć także o dokonaniach parlamentarzystów i ministerialnych urzędników z SLD w tzw. aferze starachowickiej.
Obietnice
dla każdego
Partia Sojusz Lewicy Demokratycznej powstała w 1999 roku. Wcześniej była to koalicja kilkudziesięciu ugrupowań - partii politycznych, związków zawodowych, różnych stowarzyszeń. W połowie grudnia 1999 odbył się pierwszy kongres SLD jako partii, na którym przyjęto manifest programowy "Nowy wiek - nowy Sojusz Lewicy Demokratycznej" zwany także socjaldemokratycznym programem dla Polski.
Czegoż w tym programie nie ma? Jest wszystko, co do wyborców powinno być powiedziane, są tam jasne, podane w punktach deklaracje tego, co partia SLD zamierza zrobić. Członkowie SLD napisali więc, żę przyczynią się do rozbudowy infrastruktury szkolnictwa wyższego i wyraźnego zwiększenia liczby studentów, zapewnią wyraźną poprawę uposażeń nauczycieli, poprawią system ochrony zdrowia, zapewnią efektywną ochronę zatrudnienia inwalidów i osób niepełnosprawnych oraz uruchomią środki wspomagające proces ich społecznej integracji. SLD zapowiadało również ograniczenie sfery ubóstwa i powstrzymanie dalszego narastania nierówności dochodowych, zahamowanie postępującego regresu w budownictwie mieszkaniowym. Miano zadbać o to, aby Rzeczpospolita Polska była państwem wszystkich jej obywateli, obiecywano przestrzegać wysokich standardów kultury politycznej oraz doprowadzić do obniżenia bezrobocia i uruchomienia wielkich przedsięwzięć infrastrukturalnych.
Pod tymi zapewnieniami mógłby podpisać się prawie każdy, toteż nic dziwnego, że znaczna część polskiego społeczeństwa ulokowała w SLD swoje sympatie. Pomogły w tym nieudolne rządy Jerzego Buzka, który w chwili powstawania SLD jako partii stał na czele rządu. Będąc w opozycji SLD mogło sobie pozwolić na składanie wielu obietnic, gdyż wiadomo było, że nie musi ich szybko realizować.
Startując w wyborach parlamentarnych w roku 2001 SLD przekonywało, że w szufladach ma pełno projektów ustaw, których przyjęcie pozwoli na realizację przedwyborczych i programowych obietnic.
Sami sobie szkodzą
Co z tego wyszło widzimy. Trudno znaleźć przykłady uruchomienia wielkich przedsięwzięć infrastrukturalnych, za rządów SLD bezrobocie przekroczyło 20 proc., trudno mówić o ograniczeniu sfery ubóstwa i powstrzymaniu narastania nierówności społecznych. Rozwój szkolnictwa i mieszkalnictwa to nadal tylko zapisy na papierze.
Obecnie rząd SLD jako szczyt swoich osiągnięć promuje tzw. plan Hausnera, który polega głównie no ograniczaniu wydatków z budżetu państwa na cele społeczne, co oczywiście uderza w najbiedniejszą część społeczeństwa. Sojusznikiem SLD w przyjmowaniu założeń planu Hausnera jest liberalna Platforma Obywatelska, co doskonale pokazuje charakter tego planu.
Wielu członków SLD za spadek notowań ich partii obwinia wszystkich dookoła, tylko nie siebie. Jednak powyższy, krótki opis wyczynów rządu Millera i SLDowskich parlamentarzystów pokazuje, że SLD ciężko zapracowało na swój upadek i raczej nie ma sensu obwinianie za niego innych. Oficjalnie SLD uchodzi za partię lewicową, jednak jej dokonania dowodzą, że takim ugrupowaniem nie jest. Zamiast prowadzić politykę w interesie większości społeczeństwa, czyli tak jak powinna to robić partia lewicowa, SLD dba tylko o interesy wąskiej grupy najbogatszych Polaków.
Od niedawna premier Miller szczyci się znaczącym wzrostem Produktu Krajowego Brutto, rosnącym eksportem i rosnącą produkcją przemysłową. To wszystko jednak nie przekłada się na życie większości społeczeństwa, na spadek bezrobocia, na zmniejszanie się nierówności społecznych. Dymisja rządu Millera i rozpad SLD to oczywisty efekt dokonań tej formacji, w czasie ostatniej kadencji.