Łagodzenie programu

Rząd wycofuje się ze swoich likwidacyjnych planów wobec górnictwa.

Podczas obecności na Śląsku, minister Piechota ogłosił łagodzenie programu restrukturyzacji branży. Rządowa korekta dotyczy zmniejszenia zdolności wydobywczych branży, z wcześniej planowanej wielkości 14 mln ton, do być może około 10 lub 7 mln ton na rok.

Nie można tego odczytywać inaczej, jak tylko zapowiedź wycofania się z likwidacji kopalń. Oczywiście jako związek zawodowy stoimy na stanowisku, że nie ma potrzeby w ogóle ograniczać mocy produkcyjnych polskiego górnictwa. Za chwilę zacznie nam go brakować. Tak jak dzieje się to już, w stosunku do węgla koksującego. Rozumiemy jednak, że rząd nie może tak od razu wywiesić białej flagi i będzie usiłował cofać się powoli. Ale cofać! Nie zaś forsować, wbrew wszelkiej logice, decyzje likwidacji kolejnych kopalń.

Stało się to, o czym związki zawodowe mówiły od dawna. Koniunktura na węgiel jest wyśmienita i wiele wskazuje na to, że taka dobra koniunktura na rynkach światowych, utrzyma się jeszcze przez jakiś czas, a rynek Unii Europejskiej jest dla polskiego węgla ogromną szansą. Tym bardziej szkoda byłoby zaprzepaścić tych szans, że ponieśliśmy tak ogromne koszty procesów dostosowawczych w ostatnich latach.

Od szeregu lat powtarzaliśmy tezę o konieczności zmiany podejścia władzy do górnictwa. Broniliśmy górnictwa, kopalń i zatrudnionych w nich załóg, choć inni w tym czasie, zajmowali się wspieraniem procesów likwidacyjnych i namawianiem górników do odchodzenia z pracy. Dziś zaczyna to przynosić efekty. Dziś, rząd nie mówi o kolejnych kopalniach do zamknięcia lecz zastanawia się, jak zjeść żabę, którą sam wyprodukował i wycofać się z decyzji likwidacyjnych.

A wystarczy sobie przypomnieć atmosferę sprzed kilkunastu miesięcy. Minister Kossowski ogłasza program likwidacji 7 kopalń. Natychmiast mają one być przekazane do SRK, a tam ich los jest przesądzony. Z trybuny Sejmowej raz po raz, kolejni przedstawiciele rządu, nie tylko grzmią o koniecznej likwidacji kopalń, ale również domagają się żeby górnikom odebrano uprawnienia branżowe, "Barbórkę" i 14 -tą pensję. Zagrożone są układy zbiorowe. Na Śląsku czarna rozpacz i gniew. Dziesiątki demonstracji, protestów, pikiet i manifestacji. To w tej atmosferze doszło do przełomu. Tym przełomem było porozumienie z 11 grudnia 2002 roku. Podpisując to porozumienie, przedstawiciele rządu tak naprawdę poddali się na całej linii. Porozumienie było potarganiem programu Kossowskiego, który w konsekwencji musiał trafić do kosza. Każdy, kto miał trochę oleju w głowie, doskonale to rozumiał. Rozumiał, że dokonał się przełom.

Rząd poniósł klęskę, a związki zawodowe odniosły ogromny sukces. Podpisując się pod tym porozumieniem, autor programu restrukturyzacji, musiał czuć gorycz porażki. Zapłacił za nie, zresztą jak i inni jego sygnatariusze ze strony rządowej, stanowiskiem. Dziś Marek Kossowski nie musi już odczuwać goryczy porażki. Czas pokazał, że podpisując porozumienie, które niweczyło jego program czy tego chciał, czy nie zachował się racjonalnie. Uznając argumenty strony związkowej nie popełnił błędu rządzących - jesteśmy władzą więc zawsze mamy rację, nawet jeśli tej racji nie mamy, bo rządzenie daje taki przywilej.

Sygnatariusze porozumienia z 11 grudnia stali się autorami przełomu w górnictwie. Nie chodzi tylko o przełom w kwestiach decyzyjnych, czy i które kopalnie likwidować, ale chodzi również, a może przede wszystkim o przełom w myśleniu o branży. To protesty i działania tych związków zawodowych, które do zawarcia tego porozumienia doprowadziły, skłoniły wielu do zmiany podejścia do górnictwa. To wówczas na taką skalę w obronę branży zaangażowały się środowiska samorządowe, które zrozumiały, że likwidacja kopalń na ich terenie, jest drogą do nikąd. To wtedy głośno swoje - różne od rządowych - opinie, wyraziły środowiska naukowe. To dzięki ich wsparciu udało się stworzyć wspólny front walki o górnictwo, którego efekty działają do dzisiaj.

Zgłupiała jak zwykle tylko "Solidarność". Odmawiając podpisania porozumienia w imię zadymy politycznej, którą chciała wywołać, wysunęła durny postulat przedłużenia ustawy AWS-u, na kolejne lata. Ustawy, która narobiła tak wiele szkód. Pozwalała likwidować kopalnie, zamrażać górnicze wynagrodzenia, finansować z środków własnych kopalń tzw. GPS. Po 11 grudnia 2002 roku, napór zrzeszonych w Sztabie związków nie zelżał. Kolejne demonstracje, pikiety, protesty. Ogromna manifestacja w Katowicach i nie mniejsza w Warszawie. Zaangażowanie licznych środowisk w obronę kopalń, aż po uchwałę śląskiego SLD, które opowiedziało się przeciwko własnemu rządowi. I znowu konsekwentnie prowadzona walka zaczęła przynosić efekty. Rząd już wówczas był o krok od ogłoszenia decyzji o wycofaniu się z likwidacji kopalń. Przestano powtarzać hasła o zabraniu górnikom "Barbórki" i 14 -tej pensji. Wszystko było na dobrej drodze. Dopóki kilku nagrzanych narwańców, z jedynie słusznego związku, nie obrzuciło na ulicach Warszawy policjantów koktajlami mołotowa. W świat poszły obrazki płonących policjantów. To odebrało protestom górniczym sympatię i przychylność społeczeństwa. Rząd złapał drugi oddech, przedstawiając górników jako zadymiarzy, z którymi nie da się normalnie rozmawiać. Sami górnicy, zaczęli mieć wątpliwości, czy rzeczywiście rzucanie gumiakami z benzyną w innych ludzi, jest dobrym sposobem, na obronę swoich miejsc pracy.

Cynicznie wykorzystano fakt, że na przeciwko siebie stanęła masa zdeterminowanych, rozgoryczonych, walczących o swój byt, górników i często młodych, źle wyszkolonych i podle opłacanych ludzi, którzy mieli rozkaz bronić gmachów użyteczności publicznej. To nie Miller i jego ministrowie wtedy oberwali. Oni cieszyli się z faktu, że udało się przedstawić górników jak hordę Hunów, najeżdżających stolicę. Choć w zadymach uczestniczyła zaledwie garstka i niewielu z nich miało w ogóle coś wspólnego z górnictwem, w świat poszedł obraz szkodzący sprawie, o którą walczyły załogi górnicze. Komu zależało na tej prowokacji? Przez kolejne miesiące trzeba było odbudowywać wizerunek górnika, człowieka odpowiedzialnego, który chce bronić swojego miejsca pracy zdecydowanie i ostro ale w cywilizowany sposób. Udało się to, czego najlepszym dowodem jest wprowadzenie do ustawy poprawek, pozwalających na łączenie kopalń.

Znowu "Solidarność" nie miała w tym żadnego udziału, obrzucając błotem tych, którzy robili co do nich należy. Najlepszą ilustracją postawy "Solidaruchów" w tej sprawie niech będzie przykład przewodniczącego "Solidarności" z ZG "Bytom II" Staniława Balcerzaka, który publicznie zagrzewał górników do walki wrzeszcząc, że będzie bronił kopalni do ostatniej kropli krwi, a sam w tym samym czasie po cichu załatwiał sobie odejście na świadczenie, uciekając niczym szczur z tonącego okrętu i zostawiając swoich ludzi. Tak bardzo dba on o swoje interesy, że aby podwyższyć sobie bazę do świadczenia porzucił stołek przewodniczącego i teraz zjeżdża na dół, chcąc sobie wyciągnąć wynagrodzenie, choć wcześniej nikt go tam nie widział.

Walka o przyszłość polskiego górnictwa nie jest zakończona. Zapowiedź Piechoty o korekcie programu, to jej kolejny, wygrany przez nas etap. Dziś zmartwieniem górników jest poziom ich wynagrodzenia. To, czy wskaźnik wzrostu płac na ten rok wyniesie 3,2%, jak chcą tego związki zawodowe, czy 0%, jak tego chce Zarząd Kompanii Węglowej. Ale mamy nadzieję, że czas, kiedy górnicy drżeli o przyszłość swoich miejsc pracy, swoich kopalń, to czy zostaną one zlikwidowane i gdzie zostaną przeniesieni zatrudnieni tam ludzie, bezpowrotnie mija. Bo dziś, coraz głośniej mówi się o konieczności budowania nowych kopalń, zwłaszcza węgla koksującego, uruchamiania kolejnych zdolności produkcyjnych i przyjmowania do kopalń młodych, nowych ludzi, nie o likwidacji.

Po raz pierwszy zresztą od szeregu lat w tym roku zaczęto do górnictwa przyjmować nowych pracowników. Dzieje się więc to, co przez szereg lat konsekwentnie postulował WZZ "Sierpień 80", często narażając się na zarzut oszołomstwa. Okazuje się, że to my mieliśmy rację, a oszołomstwem była obłędna polityka likwidacji kopalń i wypychania ludzi z branży. Oby opamiętanie i rozsądek,który zdaje się teraz zwyciężać w głowach rządzących, zagościł tam na dłużej.

Bogusław Ziętek

Ponadto w numerze


Łagodzenie programu

ELASTYCZNY CZAS PRACY

Upadek na... własne życzenie

Przeciwko Europejskiemu Szczytowi Ekonomicznemu

Koleś LNMu, cz. II

Odprawa po likwidacji zakładu

SPOTKANIE RATOWNIKÓW

Przekształcenia w energetyce

Rozmowy w MZA
Cała gazeta w formacie pdf.

Bezpłatna gazeta informacyjna Komisji Krajowej
Wolnego Związku Zawodowego ,,Sierpień 80" - Konfederacja.
Adres redakcji: 40-009 Katowice, ul Warszawska 19, tel (0-32) 253-70-99, fax (0-32) 206-84-30

up
Polecamy strony: Trybuna Robotnicza, Polska Partia Pracy, KPiORP
(c) 2000-2001 Biuro KK WZZ Sierpień 80. All Rights Reserved!