Jeszcze raz wybudowałbym kopalnię
Przedruk za ,,Nowy Przemysł" nr 3 (71) marzec 2004
- Wiceminister gospodarki Jacek Piechota miał powiedzieć, że na Śląsku powinny powstać nowe kopalnie wydobywające węgiel koksujący. Czy tę wypowiedź należy traktować jako kolejny nieodpowiedzialny glos dotyczący górnictwa?
- Faktem jest, że rośnie zapotrzebowanie na koks, a tym samym na węgiel koksujący. Rośnie bowiem produkcja stali w świecie. Za tonę koksu na światowych rynkach trzeba płacić aż 320 dolarów. To wręcz zawrotna kwota. I z tego punktu widzenia racjonalne są opinie, że należałoby zwiększyć wydobycie węgla koksującego. Nie wierzę jednak, żeby takiej wypowiedzi udzielił wiceminister Jacek Piechota. Ale gdyby tak było, oznaczałoby to, że przemyślał sytuację na rynku węgla.
- Od zapotrzebowania na węgiel koksujący do budowy nowych kopalń droga daleka...
- W Polsce są zasoby węgla koksującego. W Unii Europejskiej będziemy, razem z Czechami, jedynym producentem węgla koksującego. Z tym, że Czesi mają znacznie skromniejsze zasoby. W kopalniach Jastrzębskiej Spółki Węglowej węgiel koksujący zalega też w tak zwanych filarach między obszarami górniczymi. Dlatego zasadne będzie łączenie kopalń, dzięki któremu będzie można sięgnąć po zasoby dotychczas uwięzione w filarach. Natomiast jeśli chodzi o budowę nowych kopalń, to koszt wybudowania jednej kopalni głębinowej wynosi ok. 250 milionów dolarów. Wiem to, bo wybudowałem kopalnię Budryk. Takich pieniędzy w budżecie państwa nie ma. I gdyby szukać wsparcia budżetowego, to można by myśleć wyłącznie o mechanizmie poręczeń, jakich mógłby udzielić budżet państwa na realizację kredytów na budowę nowych kopalń. Jednak nie ma na to przyzwolenia. W Warszawie uważa się, że każde pieniądze wydane lub pożyczone na górnictwo, to pieniądze wyrzucone w błoto. Niemniej muszę przyznać, że z wielkim gestem oddłużono górnictwo na 18,5 mld zł. Dlatego poważnie o budowie nowej kopalni będzie mógł pomyśleć prywatny, najprawdopodobniej zagraniczny biznes chcący dobrze zarobić. Z pewnością o inwestycjach w kopalnie Jastrzębskiej Spółki Węglowej myśli LNM, który przejął Polskie Huty Stali. Jeśli wierzyć wypowiedziom wiceministra skarbu Andrzeja Szarawarskiego, LNM już zgłosił chęć nabycia kopalń JSW. To logiczne z punktu widzenia producenta stali.
- A czy korzystne dla polskiej gospodarki?
- Nie, bowiem producenci węgla koksującego mają się dobrze. I nie widzę powodu, by się ich pozbywać. Wyniki JSW są niezłe, coraz lepsze osiąga też kopalnia Budryk, która także wydobywa węgiel koksujący. I będzie go wydobywać coraz więcej w miarę sięgania po niższe pokłady. Budryk wydobywa ok. 4 mln ton węgla rocznie, z czego jedna czwarta to węgiel koksujący typu 34.2. Natomiast węgiel koksujący najwyższej jakości typu 35, który zalega w pokładach na głębokości 1050 metrów, można będzie wydobywać już w przyszłym roku. Zasoby Budryka to ok. 360 mln ton węgla, z czego 80 proc. stanowi węgiel koksujący typu 34 i 35. Za pięć lat Budryk będzie wydobywał tylko węgiel koksujący.
- Sądzi Pan, że kopalnie JSW trafią w ręce LNM-u?
- Dla państwa polskiego byłoby to niekorzystne. Natomiast ja na miejscu prezesa Lakshmiego Mittala starałbym się nabyć JSW. Moim zdaniem całość akcji polskich kopalń powinna pozostać w rękach Skarbu Państwa.
- Czy są chętni na zakup Budryka?
- Obecnie o kopalnię Budryk pytają wszyscy: LNM, czeski Carbon-Invest, Związek Przemysłowy Donbasu. Ministerstwo Skarbu widziałoby Budryka w strukturach BOT-u. Wybudowałem tę kopalnię i później przez siedem lat ciągali mnie do prokuratury pod zarzutem niecelowej realizacji inwestycji. Taki paradoks historii, bo dziś jest wielu chętnych na tę kopalnię i nikt nie kwestionuje zasadności jej istnienia.
- To pewnie poprawiło się Panu samopoczucie.
- Niby tak, ale co przeżyłem, to moje. Dziś widać, że miałem rację. Budryk zatrudnia ok. 2 tysięcy ludzi, wydobywa się w nim po 17, 18 tysięcy ton węgla na dobę. To pierwsza liga światowa.
- Jaki byłby najlepszy scenariusz dla Budryka?
- Konfiguracja kapitałowa z producentami koksu i stali. Nie należy przyłączać Budryka do BOT-u, bo małżeństwo samych biedaków nic nie da. Nic dobrego z niego nie wyniknie. Elektrownia Turów zadłużona jest na 4 miliardy złotych, Elektrownia Opole na przeszło 3 miliardy, a Elektrownia Bełchatów jest wprawdzie bez długów, ale wymaga inwestycji w odkrywkę Szczerców. Budryk też jest zadłużony na pół miliarda złotych. I po cóż te zakłady łączyć?! Budryk dostarcza przeszło l mln ton węgla rocznie do Elektrowni Opole. I może dostarczać dalej, niekoniecznie jako podmiot włączony do BOT-u. Budryk powinien się związać z producentami koksu i stali, ale nie przekazywać tam swych akcji. Gdybym mógł, to prawdopodobnie na bazie Budryka utworzyłbym grupę kapitałową, która w oparciu o zdrowe podmioty - a tych nie brakuje w polskim sektorze paliwowo-energetycznym - była czymś na wzór niemieckiego Ruhrkohłe. Utworzyłbym holding samodzielnych podmiotów zgrupowanych wokół jednej kopalni.
- Czy ta wizja znajduje uznanie w Warszawie?
- Żadnego, bo tak dalece wyobraźnia moich rozmówców nie sięga.
- Czy zarządzanie polskim górnictwem poprawiło się choć trochę?
- Zarządzający nim przestali wygadywać głupoty o zamykaniu kopalń i zwolnieniu 35 tysięcy ludzi. Mam swój udział w tym, że im ta głupota przeszła i bardzo się z tego cieszę. Dziś sięga się po metodę łączenia kopalń, którą sam zaproponowałem. Jest ona efektywna i pozwala uniknąć jakichś gwałtownych ruchów. Ostudzone zostały zapędy likwidacyjne. Mamy za sobą dwie trzecie kadencji tego rządu i nie zlikwidowano żadnej kopalni. A trzeba tu pamiętać, że to ten rząd oddłużył górnictwo na 18,5 mld zł. Dziś każdą nadwyżkę, którą uda się wypracować, należy inwestować w modernizację kopalń. Zaniechanie inwestycji oznacza pogorszenie się warunków bezpieczeństwa. Ponadto będzie skutkować obniżeniem efektywności produkcji. A trzeba sięgać po pokłady coraz lepszego węgla, na który jest zapotrzebowanie. Inwestować trzeba również w kadry, bo za pięć lat nie będzie miał kto w Polsce wydobywać węgla.
- Czy Pańskim zdaniem są szansę na powstanie konsorcjum, które byłoby zainteresowane budową nowej kopalni.
- Gdyby Polska była normalnym krajem, to sam bym się za to wziął. Przy moim doświadczeniu nie byłoby to trudne. I jestem przekonany, że w ciągu pięciu lat powstałaby nowa kopalnia.
- To podejmie się Pan tego zadania, czy nie?
- Chętnie bym się tym zajął, na początek przynajmniej lobbując na rzecz takiego przedsięwzięcia. Tylko tyle wypada parlamentarzyście.
- Gdzie taka nowa kopalnia mogłaby powstać?
- Morcinek odpada, bo sięgnięcie po złoża z powierzchni jest praktycznie niemożliwe. Szyby zostały zasypane. Jedynie Czesi mogą sięgnąć po złoża z ich czynnej kopalni. Pewnie do tego dojdzie, bo uzyskali koncesję na roboty badawcze. I pewnie za parę lat otrzymają koncesję na wydobycie. Obawy rodzi kwestia skutków eksploatacji. Źle by się stało, gdyby Czesi chcieli się od nich odciąć. Ludzie się tego obawiają i protestują przeciw wznowieniu wydobycia z pokładów Morcinka. Pamiętam, że sam próbowałem przed laty włączyć Morcinka w polsko-czeską spółkę. Strona polska miała wnieść aportem złoża, a Czesi z Metalimpeksu mieli zapewnić inwestycje. I kopalnia dalej by wydobywała. Jednak kolejny rząd, mimo iż do końca inwestował w Morcinka i tak go zlikwidował. Mam wrażenie, że inwestowano w kopalnię Morcinek po to, by ładować tam koszty innych kopalń Jastrzębskiej Spółki Węglowej.
A wracając do pytania, to obecnie możliwe byłoby sięgnięcie po złoża węgla koksującego kopalni Dębieńsko zlikwidowanej za kadencji rządu premiera Jerzego Buzka. Ta kopalnia sąsiaduje z obszarami górniczymi kopalń Szczygłowice i Budryk. Właśnie stamtąd można by sięgnąć po te złoża. To te najtańsze kierunki i realne do wykonania. Ponadto dochodzą obszary górnicze wcześniej nie eksploatowane.
- Analizy komisji doradczej ds. przemian w przemyśle działającej w ramach Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Spotecznego wykazują, że w rozszerzanej Unii węgiel kamienny - obok energii atomowej - będzie pełnił kluczową rolę w zapewnieniu bezpieczeństwa energetycznego. Czy nasi politycy zdają sobie z tego sprawę?
- Nie zdają sobie. Oni zawsze są w opozycji do tego, co mówię o górnictwie. Choć miałbym rację.
- Także ci ze Śląska?
- No jasne. Przecież nikt inny, tylko wiceminister skarbu Andrzej Szarawarski wyraził najbardziej negatywną opinię na temat mojej działalności w górnictwie. Stwierdził, że SLD ma inny pomysł na górnictwo. A później wystąpił z genialną myślą, że trzeba ciąć zdecydowanie i szybko, bo to mniej boli. No i do dziś niczego nie ucięli, bo jak tylko próbowali, to z miejsca dostawali po paluchach. Polska z racji swych zasobów może w Unii pełnić taką samą rolę jak Niemcy, którzy zachowali sobie 50 proc. złóż w polach rezerwowych. W Czechach zasoby węgla wyczerpią się za kilkanaście lat. Mam nadzieję że to Unia nie pozwoli nam zniszczyć polskiego górnictwa. Polskim politykom brak wyobraźni, że coś, co cały czas nazywane było "czarną dziurą", może być użyteczne. A jak było z hutnictwem?! Dopóki huty były państwowe, to wszyscy mówili, że są do niczego. A kiedy stały się hinduskie, to polski rząd chce negocjować z Unią w celu zezwolenia na zwiększenie limitu produkcji stali. Jakoś wcześniej sami dla siebie tego nie potrafili wynegocjować.
- Który z polityków zna się według Pana na górnictwie?
- Widać, że nieco zmieniło się podejście do górnictwa wiceministra gospodarki Jacka Piechoty. Jestem przekonany, że mój punkt widzenia w sprawach górnictwa reprezentuje minister skarbu Zbigniew Kaniewski. Program dla górnictwa podpisany przed wyborami parlamentarnymi przez SLD - a którego później Sojusz nie realizował - powstał w zespole, który tworzyłem wraz ze Zbigniewem Kaniowskim.
- Zatem nie ma szans na to, by kopalnie JSW trafiły w ręce LNM-u?
- Jestem przekonany, że nie.
- Co Pan sądzi o zamiarze dekapitalizowania Kompanii Węglowej 40-proc. pakietem akcji Zespołu Elektrowni Dolna Odra?
- Jestem temu przeciwny. Akcje, które Skarb Państwa wniósłby do Kompanii Węglowej są akcjami zbywalnymi. I za parę miesięcy mogłoby się okazać, że 40 proc. akcji Dolnej Odry nie należy już ani do Skarbu Państwa, ani do Kompanii Węglowej, tylko do kogoś zupełnie innego. Chociaż jako polski górnik wolałbym, aby Dolna Odra spalała tylko polski węgiel, bo wiem, że tak nie jest.
- Jak ocenia Pan fakt, że Huta Łaziska od 1 lutego tego roku kupuje energię z Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin?
- Huta Łaziska pokazała, że potrafi się znaleźć na rynku energii w zupełnie nowatorski sposób, dowodzący liberalizacji tego rynku. Kupuje energię z ZE PAK-u, gdyż okazało się, że jest tańsza. Ubolewam nad tym, że śląskie elektrownie nie potrafiły przedstawić temu wielkiemu odbiorcy energii ciekawej oferty. Przecież ta huta zużywa l proc. energii elektrycznej wyprodukowanej w Polsce. I produkując prąd na potrzeby tej huty energetyka śląska musiałaby zużyć ok. 600 tys. ton węgla. Ten przykład pokazuje, że nie mamy spójnej polityki regionalnej nawet w tak zasadniczej kwestii jak gospodarka paliwowo-energetyczna. Śląscy energetycy nie wykazali się wyobraźnią i nie wykorzystali szansy utrwalenia swej pozycji rynkowej. Tym samym zostaną z niesprzedaną mocą, kopalnie z niesprzedanym węglem, a Śląsk z kolejną grupą bezrobotnych - ot, taka własna głupota.