Minister zdrowia Leszek Sikorski zapowiedział, że od przyszłego roku część usług medycznych będzie płatna.
Nie wykluczone, że pacjenci przebywający w szpitalach bedą musieli płacić także za jedzenie.
Spec zespół tzw. ekspertów przygotował dla Ministerstwa Zdrowia "Strategię zmian w systemie opieki zdrowotnej", w której są m.in. zalecenia dotyczące ustawy o Narodowym Funduszu Zdrowia. Zalecenia te jeszcze w marcu ma przyjąć rząd, a potem, w ciągu kilku tygodni, na ich podstawie przygotowany ma być projekt ustawy o NFZ. Obowiązującą ustawę o NFZ Trybunał Konstytucyjny uznał za sprzeczną z Konstytucją.
Jednym z powodów, które według Trybunału Konstytucyjnego, pozwoliły uznać obecną ustawę o NFZ za sprzeczną z Konstytucją jest fakt, że nie określa ona co pacjentowi należy się za jego składkę. Zespół "ekspertów" przygotowujących założenia do nowej ustawy o NFZ zalecił więc Ministerstwu Zdrowia, żeby ten przygotował tzw. dwa koszyki świadczeń medycznych: jeden świadczeń gwarantowanych, drugi świadczeń rekomendowanych.
W pierwszym koszyku miałyby znaleźć się te świadczenia, które w całości byłyby opłacanie przez NFZ. W koszyku świadczeń rekomendowanych znalazłyby się te świadczenia i usługi, do których pacjent musiałby dopłacić.
Minister Leszek Sikorski na razie nie chce mówić które świadczenia medyczne trafią do poszczególnych koszyków i za co, już od stycznia będziemy płacić idąc do lekarza. Sikorski nie wykluczył np., że pacjenci przebywający w szpitalach będą musieli płacić za jedzenie. Podobno najubożsi mają być z tych opłat zwalniani - tylko jak szpitale będą określać, czy ktoś do grupy najuboższych się zalicza czy nie?
W Polsce ponad 50 proc. społeczeństwa żyje na granicy, lub poniżej granicy, minimum socjalnego. Można więc się domyślać, że w przypadku konieczności poniesienia opłat za leczenie spora część Polaków będzie z leczenia musiała rezygnować, bo po prostu nie będzie ich na to stać. Już dzisiaj wiele osób nie wykupuje recept, ponieważ nie mają pieniędzy na kupno leków. Wprowadzenie częściowej odpłatności za świadczenia medyczne, spowoduje bez wątpienia pogorszenie się stanu zdrowia znacznej części polskiego społeczeństwa.
Zdaniem liberalnych ekspertów, wprowadzenie częściowej odpłatności za świadczenia medyczne doprowadzi do wzrostu liczby dodatkowych, prywatnych ubezpieczeń. W takim przypadku ubezpieczony dodatkowo pacjent nie płaciłby za część świadczeń medycznych, ponieważ robiłaby to za niego instytucja ubezpieczeniowa. Taki pomysł jest dobry tylko dla tej części społeczeństwa, którą będzie stać na dodatkowe prywatne ubezpieczenie - a większości Polaków no nie stać.
Te zmiany w systemie opieki zdrowotnej pod płaszczykiem uzdrawiania i racjonalizacji oznaczają dzielenie społeczeństwa na dwie kategorie: lepszą, bogatszą, którą będzie stać na dodatkowe opłaty za świadczenia medyczne lub na dodatkowe ubezpieczenie i na drugą gorszą, biedniejszą, której na dodatkowe opłaty stać już nie będzie. To może doprowadzić do sytuacji, że zamiast do lekarza pacjenci zaczną chodzić do znachorów, wiejskich babek, kuglarzy i szamanów oferujących niekonwencjonalne metody lecznicze.
Zamiast iść do szpitala pacjent łyknie sobie mikstury na bazie ogonów z jaszczurek, główek wróbli i skrzydełek muchy. Nieżyt żołądka i kłopoty z jelitami od razu przejdą. Zamiast czekać u okulisty przez miesiąc będzie się jadło pastę z podrobów sokoła z domieszką szpiku z orła i rozgniecionymi skrzydłami nietoperzy. Wzrok sokoli gwarantowany, i to z gwarancją. Warto poszukać w starych podręcznikach medycyny ludowej jakiegoś przepisu na poprawienie pracy mózgu i taką miksturę podać urzędnikom z Ministerstwa Zdrowia i ich ekspertom. Oczekujemy na przepisy.